`

Czy wagnerowcy są wśród nas? „Sama jechałam w metrze z jednym z nich”

3 min. czytania
21.07.2023 13:06
Obserwuj nas na Google

Czy wagnerowcy są wśród nas? Być może, bo sama jechałam z jednym z nich w metrze w Paryżu – mówi w podcaście „Współrzędne Świata” Ewa Galica z „Superwizjera” TVN. Autorka reportażu o najemnikach opisuje kulisy działalności ludzi Jewgienija Prigożyna.

Grupa Wagnera wciąż przyciąga uwagę mediów nie tylko w Polsce. Najemnicy pod wodzą Jewgienija Prigożyna przez lata wykonywali tajne misje na rzecz Kremla w Syrii, potem zainstalowali się w Afryce i wspomagali pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę. Pod koniec czerwca na jedną dobę wypowiedzieli wojnę dowódcom Władimira Putina i popadli w niełaskę.

Czy to koniec wagerowców? - Nie, to początek czegoś nowego. Tak rozkręcony biznes nie może się nagle skończyć, czego by się obawiał pewnie sam Putin – mówi Ewa Galica, autorka reportażu o najemnikach.

Redakcja poleca

Grupa Wagnera. Czy to koniec formacji najemników?

Dziennikarka rozmawiała twarzą w twarz z ludźmi Prigożyna, który postanowili opuścić szeregi najemników. - Śmieje się, że miałam okazję poznać „prawdziwych wagnerowców”, którzy dołączyli jako jedni z pierwszych w 2015 roku. Mieli doświadczenie wojskowe – wyjaśnia.

Wśród nich był Marat Gabidullin. - Po pobycie w wojsku wdał się w porachunki gangsterskie. Zastrzelił kogoś i dostał wyrok kilkunastu lat więzienia. Dlatego nie mógł wrócić do armii. Jak tylko usłyszał, że tworzy się nowa struktura, uznał, ze to dla niego szansa być nadal żołnierzem poza oficjalną strukturą – opowiada dziennikarka.

- Szybko zorientował się, że propaganda inaczej przedstawia wagerowców, niż było to w rzeczywistości. Po jednej z akcji w Syrii, w której został ranny, zdecydował się odejść. Wielu jego kolegów zginęło. Czuł się oszukany – mówi Galica. Dodaje: - Nie bałam się ich. Inaczej nie zabrałabym się za taki temat.

Po tym, jak Putin poprosił Prigożyna o pomoc na froncie w Ukrainie, szeregi wagnerowców zasilili kryminaliści. Według różnych szacunków mogło chodzić nawet o 50 tys. osób.

- Podpisywane z nimi kontrakty zawierały obietnicę, że jeśli pół roku wytrzymają na froncie, to będą wolni. Oczywiście była to nieprawda. Aby uniknąć wypłacania obiecanych 5 mln rubli (ok. 220 tys. zł – red.) dla rodzin zabitych najemników, mówiono, że zaginęli, a nie zostali zabici. Ich ciał nigdy nie odnaleziono. Wagnerowcy przyznawali, że tą samą koparką od Prigożyna, którą używali do budowania fortyfikacji, kopano groby.

Ze zdrajcami Prigożyn i jego ludzie obchodzili się wyjątkowo brutalnie. - „Ulubioną” metodą Prigożyna na dyscyplinę było uderzenie młotem w głowę zdrajcy. Taki wielki młot znaleziono też u niego w wilii. Wagenerowcy publikowali w internecie nagrania z egzekucji – mówi Galica.

Redakcja poleca

"Wagnerowcy mogą być wśród nas"

Po czerwcowym buncie mgła spekulacji wciąż unosi się nad Prigożynem i jego formacją. - Jeden z amerykańskich generałów twierdził, że Prigożyn już nie żyje. Nie da się tego potwierdzić. „Wyciekały” też z Kremla sugestie, że miał raka i leczył się w klinice córki Putina. W swojej wilii miał też salę szpitalną. Po co? - pyta dziennikarka

Jej zdaniem najemnicy, których lider Grupy Wagnera wyciągnął z więzień, „są teraz postawieni pod ścianą i muszą zrobić wszystko, co powie im Jewgienij Prigożyn”. - Mnie najbardziej interesuje, co się teraz dzieje z najemnikami, którzy uciekli za granicę. Czy dostali azyl? Jeśli tak, to na jakich zasadach? Było ich dziesiątki tysięcy. Nie każdy został schwytany i dostał młotem w głowę. Na pewno są doskonałym źródłem informacji dla służb, dlatego jest też im oferowana pomoc – tłumaczy Galica.

Dziennikarka nie wyklucza, że rosyjscy najemnicy szukają schronienia w Europie. - Czy wagnerowcy są wśród nas? Być może, bo sama jechałam z jednym z nich w metrze w Paryżu – dodaje.

Według ostatnich informacji konwój wagnerowców dotarł na Białoruś, gdzie dyktator Alaksandr Łukaszenka zaoferował im schronienie. W czwartek podano, że najemnicy biorą udział w ćwiczeniach na poligonie w obwodzie brzeskim niedaleko granicy z Polską.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET