Nauczyciele z obiecanymi podwyżkami, ale niezadowoleni? "Wypaleni. Pieniędzmi się tego nie załatwi"

7 min. czytania
28.12.2023 08:28
Obserwuj nas na Google

Nie ma już Przemysława Czarnka jako ministra edukacji, nie ma już Barbary Nowak w kuratorium oświaty. Są za to obiecane 30 proc. podwyżki od 2024 roku. Wśród nauczycieli po pierwszej euforii ani śladu. Lista problemów wydłuża się, a niezadowolonych nie ubywa. - Obietnica podwyżek przy wypaleniu zawodowym nie odgrywa roli, pieniędzmi się tego nie załatwi - wyjaśnia psycholożka dr Agnieszka Czerw.

Nauczyciel w szkole
fot. TADEUSZ KONIARZ/REPORTER

- Jakoś tracę nadzieję – rzuca zrezygnowanym tonem Ola, nauczycielka w klasach 1-3 z Krakowa. Żeby oddać sprawiedliwość, cieszy się, że „destrukcyjne i skandaliczne zachowania” Barbary Nowak jako kuratorki oświaty dobiegły końca. Ale pod niebiosa nie skacze. - Co mi z tego, że pani Nowak nie będzie, jak nie wiem, czy będzie lepiej. Sama wymiana ludzi nie rozwiąże problemów – mówi.

Chciałaby mieć powody do radości, ale na razie ich nie ma. To, co przeważa, to niepewność i zrezygnowanie. Do tej listy Monika, nauczycielka polskiego ze szkoły podstawowej w Łodzi, dokłada zmęczenie i bezsilność. Bezsilność wobec uczniów, wobec ogólnej opinii o nauczycielach. - Wiemy, co społeczeństwo myśli o nas, jak utrwalał to minister Czarnek. Nie chce mi się nawet tego powtarzać - mówi.

Tak jak tego, co usłyszała od znajomych, gdy stwierdziła, że w tym roku przydałby jej się jeszcze miesiąc wakacji, bo jest tak zmęczona. - Zawsze pod koniec sierpnia do szkoły biegłam jak na skrzydłach i nie mogłam się już doczekać uczniów. W tym roku po raz pierwszy nie miałam ochoty wracać – wspomina. Nieraz łapała się na tym, jak w grudniu odliczała dni do przerwy świąteczno-noworocznej.

Czarnek odszedł, euforia też

Przez ostatnie lata rządy ministra edukacji Przemysława Czarnka i jego współpracowników, łagodnie mówiąc, mocno dały w kość nauczycielom. Po 15 października, czyli po wyborach parlamentarnych, po których było wiadomo, że PiS, a co za tym idzie minister Czarnek, straci władzę, ze szkół powiało entuzjazmem. Zwłaszcza, że premier Donald Tusk przy każdej okazji obiecywał co najmniej 30 proc. podwyżki dla nauczycieli, a nowa szefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej Barbara Nowacka, zapewniała, że wyższych wynagrodzeń należy się spodziewać już od stycznia 2024 (jeśli budżet zostanie przyjęty później, to obiecywała wyrównanie).

Po pierwszej euforii związanej ze zmianą władzy, odejściem Czarnka, kurator Nowak i obietnicą podwyżek nie ma śladu. Zastąpiła je długa lista problemów i wątpliwości, od których aż mieni się w oczach na nauczycielskich forach. Gdy Tusk w expose przedstawił ostatecznie skład rządu, nauczyciele zauważyli: „nic więcej o edukacji nie powiedział”, „o podwyżkach cisza”, „o innych resortach więcej powiedział”.

Informacje o podwyżkach nauczyciele skomentowali: „to jest dno i nieadekwatne wynagrodzenie do zawodu nauczyciela. Nic się nie zmieniło”. Albo: „Oby tak było tylko według mnie to są puste słowa i obietnice bez pokrycia.” Inni stwierdzili: „30 proc. to tylko wyrównanie inflacyjne, czekam na prawdziwe podwyżki”.

Redakcja poleca

Kiedy Nowacka zaapelowała, żeby na święta nauczyciele nie zadawali uczniom i sami odpoczęli, skomentowali: „w większości szkół to od dawna istnieje”, „tej presji nie tworzy szkoła, tylko sami rodzice, którzy wymuszają takie, a nie inne oceny”. Druga połowa z kolei odpowiadała: „to nie będzie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, że nagle zmniejszymy wymagania w stosunku do dzieci i wszyscy będą zdrowi psychicznie”, „bezstresowe wychowanie już kiedyś było”, „kiedy przećwiczyć podstawowe rzeczy?”, albo „ja w święta będę sprawdzał próbne matury”.

Kolejni od razu pytali: „a godziny czarnkowe, a bezsensowny awans, cięcia budżetowe, okrojenie godzin w przedszkolach, demotywacyjny dodatek?”. Na to następni dorzucali: „a liczebność klas?”, „a co z uczniami? Za chwilę egzaminy, a polityczne CKE zostaje ze Smolikiem ma czele.”

Do długiej listy newralgicznych zagadnień Ola może dołożyć swoje punkty: - Nie wiem, czy będzie więcej wolności, szacunku, czy nie skończy się na tym, że szkoła wszystko musi, a nie ma żadnych praw ani narzędzi. Czy dla kuratorium ten skarżący wciąż będzie miał rację, a my będziemy musieli udowadniać, że nie kłamiemy - wylicza. W odpowiedzi nieraz usłyszała np. od rodziców uczniów: "wiecznie niezadowoleni", "narzekają".

Strajk, lockdown, Lex Czarnek

- To nie jest wcale bardzo narzekająca grupa zawodowa – odpowiada od razu dr Agnieszka Czerw, psycholożka z Uniwersytetu SWPS specjalizująca się w psychologii pracy. Studenci bardzo często przygotowują pod jej kierunkiem prace magisterskie na temat stanu nauczycieli. Literatury i badań im nie brakuje. Co z nich wynika? - Wypalenie. Niestety - mówi psycholożka. - To jest grupa zawodowa bardzo doświadczona przez ostatnie lata. Poczynając od strajku nauczycieli. Od tamtego czasu nic dobrego się nie działo w szkolnictwie – dodaje.

W głośnym strajku z 2019 roku, o którym wspomina ekspertka, nauczyciele domagali się podwyżek, ale też sprzeciwiali się reformie edukacji Anny Zalewskiej likwidującej gimnazja. Oczekiwanych podwyżek nie wywalczyli, w dodatku musieli zmierzyć się z wieloma głosami krytycznymi, które powtarzali rządzący politycy w mediach państwowych.

Niespełna rok później w Polsce zaczął się pierwszy lockdown i lekcje zdalne, do których większość nauczycieli i uczniów nie była przygotowana. Ministerstwo przekazywało w większości ogólne zasady, zasłaniając się tym, że daje w ten sposób wolną rękę szkołom, jak zorganizować nową formę nauczania. Przy kolejnych lockdownach długo nie było wiadomo, czy wraca i na jak długo tryb stacjonarny.

Redakcja poleca

Niepewność, brak kontaktu na żywo z uczniami, strach o zdrowie, jednocześnie głosy krytyczne od rodziców, na których po części spadła odpowiedzialność za naukę dzieci – to był punkt krytyczny, jak mówi Monika, dla wielu nauczycieli. Także dla niej. Bo jednocześnie minister Czarnek nie odpuszczał.

Choć kolejne próby wprowadzenia Lex Czarnek, ustawy dającej dużą władzę kuratorom oświaty, nie udawały się, starał się zwiększać kontrolę nad szkołami i zabierać autonomię nauczycielom. A ci jednocześnie musieli zadbać o tysiące nowych uczniów, którzy przyjechali z Ukrainy po wybuchu wojny.

- Teraz nawet jeśli entuzjazmu związanego ze zmianą władzy trochę było, to długo czekaliśmy na nowy rząd i na to, żeby cokolwiek mogło się zacząć zmieniać – dodaje dr Czerw. W wyborach parlamentarnych najwięcej głosów zdobyło PiS, więc najpierw to tej partii prezydent Andrzej Duda powierzył misję tworzenia nowego rządu. Chociaż było wiadomo, że ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego większości sejmowej nie zdobędzie.

Wypaleni, sfrustrowani

- Nauczyciele są przepracowani, bo jest ich mało. Sfrustrowani różnymi ograniczeniami, wyczerpani. Stąd pojawiają się negatywne emocje i zrezygnowanie. To efekt długotrwałego, chronicznego stresu – a ten, jak wyjaśnia ekspertka, jest jednym z czynników, który prowadzi do wypalenia zawodowego. - W dodatku jesteśmy poróżnioną grupą zawodową – nie ukrywa Monika. - Nauczyciele nie wspierają się, chociaż borykają się z podobnymi problemami. Często rzucają sobie kłody pod nogi, patrzą na siebie wilkiem i - co paradoksalne - w pokoju nauczycielskim jest się osamotnionym. Radź sobie sam – nieraz usłyszała od kolegów z pracy.

Do tego dokładają są: wyczerpanie emocjonalne prowadzące nawet do stanów depresyjnych, poczucie braku skuteczności, intensyfikowane przez ostatnie lata, i cynizm albo depersonalizacja, czyli traktowanie z dystansem osób, z którymi powinno się być w kontakcie. Wszystko się ze sobą wiąże i na siebie wpływa. - Brak zainteresowania wchodzeniem w bardziej indywidualną relację, dystansowanie się jest często reakcją obronną. Nie przejmuję się innymi, bo z jednej strony nie mam na to siły. A z drugiej strony jak się będę jeszcze przejmować innymi, to pogorszy to mój stan psychiczny – wyjaśnia dr Czerw.

Odczuwają to na własnej skórze uczniowie, którzy sami w rozmowach o nauczycielach mówią: „wypaleni, olewają”. - Gdy zgłosiłam wychowawczyni, że koleżanki wyśmiewają mnie, nie akceptują, wychowawczyni obiecała, że wszyscy razem siądą i porozmawiają o tym na wycieczce szkolnej. Do niczego takiego nie doszło. Gdy moja mama zgłosiła jej sprawę, odpisała tylko na pierwszą wiadomość. Potem cisza – wspominała Amelia, uczennica liceum, w rozmowie z RadioZET.pl.

Doskonale pamięta też lekcje, gdy nauczyciel rzucał polecenie: "przeczytajcie i zróbcie zadania do tekstu". Albo rozdawał karty pracy na ocenę i młodzież sama pracowała przez 45 minut. Albo każdy uczeń po kolei dostawał prezentację do zrobienia i prowadził lekcje. I trzy tygodnie zleciały.

Jak dużym problemem jest wypalenie zawodowe, pokazuje chociażby ogólnopolskie badanie dobrostanu zawodowego nauczycieli z lutego i marca 2023 roku przeprowadzone na grupie 7,1 tys. osób. Ankietowani wskazywali, że najwyższy poziom złego samopoczucia wynika z wyczerpania i poczucia braku sensu własnej pracy. Te składniki wypalenia zawodowego zauważyło u siebie 67,5 proc. i 57 proc. badanych.

Podwyżki dla nauczycieli niewiele załatwią

Potwierdzają to też magistranci dr Czerw zgłębiający temat wypalenia zawodowego. - Psychologię studiują często dojrzali ludzie z własnymi doświadczeniami. Wielu było lub jest nauczycielami. Mają dobre rozeznanie w tym środowisku. Temat jest im bliski – mówi psycholożka.

Jednego jest pewna: obietnica podwyżek przy wypaleniu zawodowym nie odgrywa roli, więc trudno się dziwić, że niezadowolenie wśród nauczycieli wciąż jest wysokie. - Być może większe pieniądze podniosą poczucie sprawiedliwości. Natomiast z wypaleniem zawodowym to niewiele ma wspólnego. Pieniędzmi się tego nie załatwi, choćby nie wiem jak dużymi – zaznacza dr Czerw. Jej zdaniem potrzebne byłoby przede wszystkim odciążenie i odpoczynek.

Np. dla niektórych rozwiązaniem byłby roczny urlop dla poratowania zdrowia. - Gdyby było więcej nauczycieli w szkołach, nie trzeba byłoby np. obciążać jednej osoby zastępstwami i dodatkowymi zadaniami – dodaje. Tłumaczy, że wypalony nauczyciel może odzyskać energię do pracy i wrócić do szkoły. Ale to wymaga czasu i zaopiekowania się takimi osobami. - Na początek mam nadzieję, że chociaż trochę odpoczną w święta i Nowy Rok – mówi psycholożka.

Części spokój nie był dany. Na dzień przed wigilią prezydent Andrzej Duda zawetował ustawę okołobudżetową na rok 2024, w której zapisano m.in. podwyżki dla nauczycieli. I znów zawrzało. „Ręce opadają” – komentowali jedni, a kolejni ironizowali: „piękny prezent pod choinkę”. - Ja po prostu czekam. Realnych zmian na razie nie widzę – stwierdza z pesymizmem Monika.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET