`

Polacy przeciw okrutnej wigilijnej "tradycji". Większość ma już dość

3 min. czytania
17.12.2025 16:42
Obserwuj nas na Google

Karp wciąż jest jedną z najpopularniejszych ryb, pojawiających się na wigilijnych stołach w Polsce. Przyzwyczajeni do okrutnej tradycji rodem z PRL-u, Polacy wciąż masowo kupują go "na żywo", jednak grono osób, które chcą tego zakazać, stanowi już niemal 60 proc. społeczeństwa.

żywe karpie
fot. Albin Marciniak/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Ile proc. Polek i Polaków chce zakazu sprzedaży żywego karpia.
  • Dlaczego sprzedaż żywego karpia i jego domowy ubój nie jest świąteczną tradycją.
  • Skąd wywodzi się kupowanie żywego karpia.

56 proc. Polek i Polaków chce zakazu sprzedaży żywego karpia

Zakaz hodowli zwierząt na futra, zakaz trzymania psów na łańcuchu — być może wreszcie i pora na zakaz sprzedaży żywego karpia. Jak pokazują badania opinii publicznej, przeprowadzone przez Compassion in World Farming Polska, już ponad połowa Polek i Polaków, dokładnie 56,4 proc. popiera zakaz sprzedaży żywych karpi, jeśli w sklepach dostępna byłaby opcja kupna karpia już gotowego  — w postaci dzwonków, płatów lub całej tusz.

Redakcja poleca

Organizacje zajmujące się walką o humanitarne traktowanie zwierząt od dawna zwracają uwagę na proceder sprzedaży żywych ryb. Dotyczy to nie tylko karpia, a problem obecny jest w całej Unii Europejskiej. Obecnie nie ma przepisów dotyczących poszczególnych gatunków, które zapobiegałyby tym okrutnym praktykom. "Każdego roku w UE hoduje się nawet miliard ryb, zaś w samej Polsce  — nawet 52 miliony rocznie" — wylicza CWF.

Organizacja wezwała do podjęcia pilnych działań w tej sprawie i ujawniła wyniki szokującego śledztwa, dotyczącego traktowania karpi w Polsce i w Czechach. To właśnie te kraje Unii są głównymi dostawcami tych ryb. Tylko u nas rocznie hoduje się około 8 mln karpi. W Czechach — o 3 mln mniej.

Nagrali okrutne traktowanie karpi

"Szokujące nagrania z ukrytej kamery, nakręcone w trzech hodowlach karpi w Czechach, pokazały ryby stłoczone w przepełnionych basenach, niedbale przerzucane przez pracowników, ranne i wyjmowane żywcem z wody. Część ryb — jeszcze żywych — sprzedawana jest później na targach, po czym trafia do domów klientów, gdzie są boleśnie zabijane przez niewykwalifikowane osoby przy użyciu zwykłych narzędzi kuchennych" — czytamy w komunikacie Compassion in World Farming Polska. Wszystko to w imię tradycji bożonarodzeniowej, którą znamy również w Polsce.

Organizacja domaga się zakazu sprzedaży żywych ryb konsumentom i wprowadzenia kontroli uboju, by był on przeprowadzany przez wyszkolone osoby i w sposób humanitarny. UE z kolei musi wprowadzić przepisy dotyczące dobrostanu poszczególnych gatunków oraz egzekwowalne przepisy dotyczące dobrostanu ryb we wszystkich systemach akwakultury.

— Karpie są istotami zdolnymi do odczuwania bólu i cierpienia, podobnie jak zwierzęta lądowe. To jednak tylko jeden z elementów szerszego kryzysu. W całej Europie miliardy ryb — w tym karpie, labraksy i pstrągi — cierpią na fermach rybnych, a brakuje przepisów, które by je chroniły — mówi Małgorzata Szadkowska, prezeska Compassion in World Farming Polska.

Kupowanie żywego karpia to tradycja niedostatku z PRL

O humanitarne traktowanie karpi od lat w Polsce walczy także Klub Gaja. W kampanii "Jeszcze żywy KARP" od lat przypomina, że "tradycja" zakupu żywego karpia wiązała się z niedostatkami żywności w PRL. Karp był wówczas jedyną świeżą rybą sprzedawaną w okresie przedświątecznym.

Redakcja poleca

Niestety zwyczaj sprzedaży żywych ryb nadal się utrzymuje, a wiele osób uważa, że ryba pływająca w wannie, a potem szlachtowana w domowych warunkach, jest nieodłącznie związana ze świętem życia i narodzin. Na szczęście Polki i Polacy coraz częściej pokazują, że mają dość takiego traktowania żywych ryb.

Źródło: Radio ZET/Compassion in World Farming Polska/Klub Gaja

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET