Zaginięcie Bartosza Dzieciniaka. Policja zbagatelizowała poszukiwania chorego mężczyzny?
39-letni Bartosz Dzieciniak zaginął 14 kwietnia 2022 roku na terenie województwa zachodniopomorskiego. Mężczyzna jest zaburzony psychicznie i może zagrażać własnemu życiu lub zdrowiu. W momencie zgłoszenia policja przyporządkowała zaginięciu najniższą kategorię poszukiwań. Mimo dostarczenia dokumentacji medycznej mężczyzny nie została ona zmieniona.
Ostatni kontakt z Bartoszem miała jego matka, Maria. W dniu zaginięcia rozmawiała z nim przez telefon. Wieczorem syn miał wrócić ze Szczecina busem do Pyrzyc. Zadzwonił do matki, aby odebrała go z dworca i przywiozła do domu w Brzesku.
- Mówił, że gdzieś za godzinę będzie w Pyrzycach i żebym po niego wyjechała. Byłoby to około godziny 22 - mówi Maria Dzieciniak, matka zaginionego.
Rozmowa przez telefon zaniepokoiła kobietę. Przeczuwała, że syn ma jakieś kłopoty. - On się czegoś bał wtedy i dlatego prosił mnie, żebym po niego wyjechała - wspomina.
Maria nie mogła jednak tego zrobić. Od lat cierpi na bezsenność i bierze silne leki. - Tego wieczora już je wzięłam, dlatego nie mogłam być kierowcą. Poprosiłam syna, aby sam dojechał do domu i dzwonił dzwonkiem aż się obudzę. Niestety syn nie dojechał do domu. Bardzo żałuję, że nie wzięłam tych tabletek później. Jakbym po niego wyjechała to może byłoby inaczej - mówi rozżalonym głosem matka Bartosza.
Dworzec autobusowy
Ostatni raz Maria widziała się z Bartoszem w dniu zaginięcia. Odwiozła go na dworzec autobusowy w Pyrzycach. Bartosz miał pojechać busem do Szczecina. - Powiedział mi tylko tyle, że jedzie pozałatwiać swoje sprawy. To jest dorosły człowiek. Nie spowiadał mi się ze wszystkiego. Miał pozałatwiać wszystkie sprawy i wrócić następnego dnia - opowiada Maria.
Matka Bartosza zgłosiła zaginięcie syna po prawie trzech tygodniach. Bartosz nie pojawił się w domu od 14 kwietnia, a Maria udała się na policję dopiero 2 maja.
- Bałam się usłyszeć od policjantów słowa: "znowu", które ostatecznie padło. Zupełny brak empatii i zrozumienia ze strony policji - relacjonuje.
Okazuje się, że to nie było pierwsze zaginięcie Bartosza. Wcześniej pięciokrotnie zgłaszano jego zaginięcie. Wówczas za każdy razem udawało się go odnaleźć.
- Tylko jedna pani policjantka powiedziała do mnie: "Proszę panią, nieważne, który raz. Zawsze należy się zgłaszać. Jedna, jedyna osoba wykazała empatię - żali się kobieta.
"Mamo, pomóż mi"
Bartosz wcześniej za każdym razem nawiązywał kontakt ze swoją matką. Niestety od 14 kwietnia Maria nie ma żadnej wiadomości od syna.
- Zawsze prosił przechodnia, kogokolwiek, żeby złapać ze mną kontakt. On zawsze do mnie dzwonił: "Mamo, pomóż mi". Tym razem tak się nie stało - wspomina Maria.
Mężczyzna nie był w stanie w racjonalny sposób wytłumaczyć matce, dlaczego tak często znikał bez słowa. Powodem tego mogły być zaburzenia psychiczne, które występowały u niego. Bartosz prawdopodobnie nie brał przepisanych leków.
- Miesiąc temu dotarłam do dokumentacji medycznej. Okazało się, że Bartek od dawna powinien brać leki przeciwlękowe, antydepresanty. Miał skierowanie do szpitala psychiatrycznego. Podejrzewam, że on tych leków nie brał, dlatego pogłębiała się depresja - twierdzi Maria.
Matka Bartosza dotarła do dokumentacji medycznej dopiero miesiąc temu. Od zaginięcia mężczyzny minęło 18 miesięcy. Co w tym czasie zrobiła policja?
- Nic nie zrobili. Nie sprawdzili monitoringu w Szczecinie i Pyrzycach, komunikatorów internetowych Bartosza, logowań jego telefonu do stacji BTS. Nic, kompletnie nic - bulwersuje się Maria.
Nadpisany monitoring
O ustaleniach w sprawie zaginięcia Bartosza Dzieciniaka chcemy porozmawiać z policją w Pyrzycach, która jest odpowiedzialna za poszukiwania mężczyzny. Kontakt z komendą jest jednak utrudniony. Ostatecznie na rozmowę z nami umawia się komisarz Irena Kornicz z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Komisarz tłumaczy, że policjanci próbowali dotrzeć do monitoringu z dworca w Szczecinie. Nie wie jednak, czy śledczy próbowali sprawdzić kamery na dworcu w Pyrzycach.
- Jeżeli chodzi o Szczecin, to mam informację, że policjanci zwracali się o udostępnienie tego monitoringu. Okazało się jednak, że jest już nadpisany nowy materiał na monitoringu i nie można wrócić do poprzedniego - tłumaczy komisarz Kornicz.
Pyrzycka policja otrzymała taką informację od Straży Ochrony Kolei we wrześniu 2022 roku, czyli aż pięć miesięcy po zaginięciu Bartosza. Dopytujemy funkcjonariuszkę, kiedy dokładnie policjanci zwrócili się z wnioskiem do SOK-u o dostęp do nagrań.
- W lipcu 2022 roku - odpowiada komisarz Irena Kornicz. To oznacza, że policjanci zwlekali z tą czynnością aż dwa miesiące. Dlaczego?
- Przeprowadziliśmy czynności praktycznie niezwłocznie po otrzymaniu informacji od mamy pana Bartosza, że zaginął. Proszę też pamiętać, że mama zaginionego zgłosiła się do nas 19 dni po ostatnim kontakcie ze swoim synem. 2 maja rozpoczęliśmy swoje działania, które mają na celu odnalezienie osoby zaginionej - odpowiada komisarz, ale to dalej nie tłumaczy, dlaczego policjanci zwlekali aż dwa miesiące z podstawową czynnością, jaką jest weryfikacja nagrań z monitoringu.
Bezradna policja
Nie tylko moment wysłania wniosku jest kontrowersyjny, ale również czas, po jakim nadeszła odpowiedź od SOK-u. Policjanci wysłali zapytanie w lipcu, a odpowiedź otrzymali dopiero we wrześniu. Okazuje się, że policja nie jest w stanie wyegzekwować szybszej odpowiedzi od adresata wniosku.
- Jeżeli wysyłamy zapytanie, to czekamy aż ta instytucja nam odpowie. Na pewno w piśmie było napisane "niezwłocznie", ale to nie jest już uzależnione od nas - mówi komisarz Irena Kornicz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.
Rozczarowana postawą policji matka zaginionego Bartosza postanowiła wziąć sprawy we własne ręce. Wynajęła detektywów, którzy ustalili, że do 16 kwietnia telefon Bartosz logował się jedynie w Pyrzycach. Następnie wyłączył się. Jak to możliwe? Bartosz w rozmowie telefonicznej, w wieczór 14 kwietnia, informował matkę, że jest w Szczecinie.
- Przed tym zaginięciem on się naprawdę bardzo dziwnie zachowywał. Nie mam pojęcia, dlaczego tak powiedział. Nie jestem w stanie tego sobie wytłumaczyć, dlaczego mi taką informację przekazał - mówi Maria Dzieciniak.
Tajemnicze spotkanie i stary znajomy
Bartosz cały czas przebywał w Pyrzycach. 16 kwietnia umówił się na spotkanie ze znajomym. Po wizycie w jego domu ślad po Bartoszu się urywa. To jeden z najważniejszych wątków w sprawie zaginięcia Bartosza.
- Z komunikatora Bartosza wynikało, że bardzo zależało mu na tym spotkaniu. Były przeprowadzone również krótkie wideo rozmowy. Z wiadomości tekstowych wiemy, że Bartek pytał się tylko, o której godzinie mają się spotkać - wyjaśnia matka zaginionego.
Maria nie zna mężczyzny, z którym spotkał się jej syn. Wie tylko, że jest to jego znajomy z byłej pracy. Informacje, które pozyskała od detektywów przekazała policjantom prowadzącym sprawę. O dziwo, gdy pytamy policję, czy sprawdzono ten wątek, to słyszymy od komisarz Kornicz, że nic o tym nie wie.
Dzięki danym lokalizacyjnym z telefonu Bartosza Marii udało się ustalić, gdzie jej syn spotkał się z tajemniczym znajomym. Cyfrowy ślad po Bartoszu urywa się na ulicy Krótkiej w Pyrzycach. W jej rejonie są ogródki działkowe, pustostany i sporej wielkości łąki.
- Po tych ustaleniach detektywów sugerowałam policji, żeby użyć jakiejś grupy poszukiwawczej i przeszukać te tereny. Nie dostałam odpowiedzi. Czy tak ma to wyglądać? Ja mam prawo wiedzieć, co się stało - żali się kobieta.
Policja twierdzi, że przeszukała miejsca, w których mógł przebywać Bartosz. Gdy dopytujemy, czy również teren ogródków działkowych, nieopodal ulicy Krótkiej, został sprawdzony, to ponownie słyszymy, że komisarz Kornicz nie ma takiej informacji.
- Jeżeli ma (Maria Dzieciniak - przyp. red.) takie przeświadczenie, to ja oczywiście mogę przekazać tę informację policjantom z Komendy Powiatowej w Pyrzycach. Każdą sugestię mamy pana Bartosza bierzemy pod uwagę i weryfikujemy. Chcemy z nią współpracować, bo wszystkim nam zależy na odnalezieniu pana Bartosza - zapewnia komisarz Irena Kornicz.
Pobicie
W sprawie zaginięcia Bartosza jest jeszcze jeden bardzo ważny wątek. Na początku 2022 roku Bartosz został pobity w Berlinie. Mężczyzna od kilku lat pracował w Niemczech.
- U Bartosza nasiliły się problemy psychiczne, zaczął tracić orientację i pojawiły się zaniki pamięci po pobiciu. W styczniu lub lutym ubiegłego roku został napadnięty w Berlinie. Jechał do pracy, wysiadł z busa i został pobity oraz okradziony - relacjonuje matka zaginionego.
Bartosz niewiele pamiętał z tego zdarzenia. Wspominał jedynie, że został zaatakowany przez dwóch mężczyzn.
- Jeden był Polakiem, drugi Ukraińcem. Podali mu jakieś piwo. Z tego co mi Bartek mówił, usiedli na ławce i dalej niewiele pamięta, bo od razu dostał uderzenie. Ukradziono mu telefon i dokumenty - opowiada Maria.
Pobitego 39-latka odnaleźli wolontariusze jednej z niemieckich fundacji dwa tygodnie później. W między czasie mężczyzna tułał się po mieście. Wolontariusze odwieźli go do szpitala, ale mężczyzna szybko z niego uciekł. Nagle znalazł się w Szczecinie.
- Przechodzień w Szczecinie poinformował mnie, że jest to mój syn i prosi on, żebym po niego przyjechała. Ja mówię, że to jest niemożliwe, ponieważ wczoraj o 23 syna odwieziono do szpitala w Berlinie. No i okazało się, że to jest Bartosz, bo pan przekazał mu słuchawkę - mówi Maria.
Najniższa kategoria poszukiwań
Bartosz już wcześniej tracił orientację i świadomość tego, co się dzieje.
- Innym razem dzwonił do mnie i mówił: "Pojechałaś windą kupić papierosy, a ja przecież czekam na ciebie tutaj na dworcu". Po czym nagle dodawał: "A tego kolegę to zamknęli w kiblu i go tam trzymają" - wspomina matka Bartosza.
39-latek miał zaplanowane badania psychiatryczne. Niestety nie udało się ich przeprowadzić przed zaginięciem.
- Poprosiłam o przebadanie syna przez psychiatrę. Powiedział mi, że nie przyjmie go bez badania neurologicznego, bez tomografii głowy. Poprosiłam lekarza rodzinnego, żeby wystawił skierowanie. No i tu się wszystko zaczęło. Niestety terminy w Polsce są, jakie są. Bartek nie zdążył zrobić tego badania, bo po prostu zaginął - mówi Maria.
Poszukiwaniom Bartosza zostaje przyporządkowana trzecia kategoria. To najniższa z możliwych. Dotyczy osoby, której zaginięcie nie jest związane z bezpośrednim oraz uzasadnionym zagrożeniem dla jej życia, zdrowia lub wolności. Gdy miesiąc temu Maria dotarła do dokumentacji medycznej syna, wniosła o zmianę kategorii poszukiwań.
- Powiedziano mi wprost: "Proszę panią, jest podstawa, ale co to pani da po 18 miesiącach?" (ze śmiechem) - odtwarza przebieg rozmowy z policjantami Maria.
Poszukiwania zgodne z procedurami, ale bez efektów
Z dokumentacji medycznej, którą Maria przekazał śledczym wynika, że Bartosz cierpi na zaburzenia psychiczne, depresję i zagraża własnemu życiu. To jednoznaczne przesłanki do zmiany kategorii poszukiwań.
- Ja nie mam takiej wiedzy, że kwalifikacja została zmieniona. W dniu składania zawiadomienia o zaginięciu nie było informacji, żeby pan Bartosz nie mógł samodzielnie funkcjonować - odpowiada komisarz Irena Kornicz jednocześnie uchylając się od odpowiedzi na pytanie, dlaczego kategoria poszukiwań nie została zmieniona po dostarczeniu przez matkę zaginionego dokumentacji medycznej.
Maria Dzieciniak ma wiele pretensji do pyrzyckich policjantów. Według niej nie sprawdzili wielu wątków w tej sprawie. Komisarz Irena Kornicz odpiera te zarzuty wyliczając czynności, jakie wykonano. Chodzi m.in. o powiadomienie patroli o zaginięciu Bartosza, udostępnienie jego wizerunku, czy wprowadzenie jego danych, jako osoby zaginionej do policyjnych systemów.
Komisarz przekazał nam również, że policjanci sprawdzili, czy mężczyzna był w okolicznych szpitalach lub na izbie wytrzeźwień, a także, czy korzystał z usług Powiatowego Urzędu Pracy, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Narodowego Funduszu Zdrowia. Pobrano również od matki zaginionego materiał DNA, który został wprowadzony do bazy danych. To pozwala policjantom na bieżąco dokonywać sprawdzeń ujawnianych zwłok o nieznanej tożsamości lub też osób, które np. przebywają w szpitalach, a ich tożsamość nie jest znana.
Faktycznie, ilość czynności wykonanych w tej sprawie, które przekazała nam komisarz Irena Kornicz z KWP w Szczecinie, może robić wrażenie. Trzeba jednak podkreślić, że są to rutynowe czynności, które należy wykonać w sprawie zaginięcia człowieka. Dlatego, widząc brak większego zaangażowania policjantów z Pyrzyc, Maria Dzieciniak postanowiła złożyć skargę do Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie na postawę policjantów odpowiedzialnych za poszukiwania Bartosza.
- Nie dopatrzono się tutaj większych uchybień dotyczących tej sprawy. Jest ona monitorowana i prowadzona na bieżąco. Wszystkie czynności, które wykonywali policjanci są zgodne z procedurą - stwierdziła komisarz Irena Kornicz z zespołu prasowego KWP w Szczecinie.
Walka z wiatrakami
- Dla mnie to jest taka walka z wiatrakami. Jako matka, nie mam już siły. Jestem lekceważona na każdym kroku, zbywa się mnie. Jak dzwonię, gdzie jest pan prowadzący sprawę, to jest zwykle nieobecny, bo jest na czynnościach, lub gdzieś w terenie. Już tyle usłyszałam przykrych rzeczy ze strony służb, że jak dzwonię, żeby się coś dowiedzieć, jakie kroki zostały poczynione, co z ustaleniami, to boję się, że znowu usłyszę, to co zawsze - mówi rozżalona matka zaginionego.
Maria żyje nadzieją, że w końcu ponownie ujrzy swojego syna. Zdaje sobie jednak sprawę, że przyszłość może mieć różne scenariusze.
- Z upływem czasu i z tej bezsilności spowodowanej brakiem odzewu od Bartosza, coraz bardziej jestem skłonna myśleć, że stało się coś strasznego, że musiało mu się coś przytrafić. Nie wiem, ile jeszcze tego zniosę - mówi załamującym się głosem Maria.
Bartosz od kilku lat zmaga się z depresją. Maria wspomina, że syn nie miał łatwego dzieciństwa.
- On był bardzo skrytym człowiekiem, typem takiego samotnika. Bartek nigdy nie był akceptowany przez swoje środowisko. Dlaczego? Bo się zacinał, często się jąkał. Był przy kości. Nie był typem chuligana. Był raczej kozłem ofiarnym. Coś w szkole zostało zrobione, to było na niego zrzucane. On nie potrafił się bronić - wspomina dzieciństwo Bartosza Maria.
Siostra
Bartosz zmagał się z wieloma problemami. Nie potrafił sobie z nimi poradzić. Miały one również wpływ na jego bliskich. Maria zadaje sobie pytanie, czy rodzinny konflikt nie miał wpływu na zaginięcie syna. To bardzo trudny temat dla rodziny Dzieciniaków.
- Czy Bartosz całkowicie nie załamał się zerwaniem kontaktu z jego ukochaną siostrą? Bartek strasznie kochał Anię - mówi Maria.
Córka postawiła mamie wybór: ona albo Bartosz.
- Ania to przebojowa dziewczyna. Dawała sobie radę w życiu a Bartosz nie. I to odtrącenie przez siostrę może zaważyło na tym, że syn się załamał, że zaczął spożywać alkohol. Doprawdy nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie - przewiduje Maria i zaczyna płakać.
Dlaczego Bartosz został odtrącony przez swoją siostrę?
- Ponieważ dużo czasu Bartkowi poświęcałam. Bardzo dużo. Starałam się, żeby ten chłopak jakoś dawał sobie radę w życiu. I ona powiedziała: "Mamo, tak nie może być. Tak po prostu nie może być. Albo Bartek, albo ja" - wspomina Maria Dzieciniak.
"Jeżeli żyje, to chcę mu pomóc. A jeżeli nie, to..."
Od zaginięcia 39-letniego Bartosza Dzieciniaka minęło 18 miesięcy, a mężczyzna wciąż nie dał znaku życia. Policja nie wyklucza żadnej wersji wydarzeń.
- Sprawdzamy wszystkie informacje i tak naprawdę wszystko bierzemy pod uwagę. Wiem, że to strasznie zabrzmi, ale weryfikujemy też odnalezione na terenie naszego kraju zwłoki. Nam naprawdę zależy na tym, aby rodzina dowiedziała się, gdzie jest pan Bartosz. Jeżeli ktoś ma jakąkolwiek wiedzę, gdzie pan Bartosz może się znajdować, albo widział go w ostatnim czasie, to proszę, żeby jak najszybciej skontaktował się z policją - apeluje komisarz Irena Kornicz.
- Chcę dojść do tego, co się stało. Chcę go odnaleźć. Jeżeli żyje, to chcę mu za wszelką cenę pomóc. A jeżeli nie żyje, to nie wiem, co powinna zrobić matka w takiej sytuacji - ociera łzy Maria.
O sprawie zaginięcia Bartosza Dzieciniaka posłuchasz w podcaście kryminalnym Radia ZET "Materiał dowodowy":
"Materiał dowodowy" to reporterski podcast kryminalny Radia ZET przygotowywany przez dziennikarza Mateusza Kaperę. Przybliżamy słuchaczom najciekawsze i najbardziej kontrowersyjne sprawy kryminalne, które wydarzyły się w Polsce. Przeprowadzamy dziennikarskie śledztwa, odkrywamy nowe fakty oraz przyglądamy się pracy organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Podcast dostępny na player.radiozet.pl, kanale Youtube Radia ZET i najpopularniejszych platformach streamingowych.
Podcast "Materiał dowodowy" został nominowany do nagrody Podcast Roku. Trwa głosowanie publiczności. Kliknij w poniższą grafikę, aby przejść do strony, na której odbywa się głosowanie. Oddaj swój głos na "Materiał dowodowy"!
Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET