Były rzecznik MON w dobrym humorze: Nazywam się Misiewicz, Bartłomiej Misiewicz
Bartłomiej Misiewicz wyszedł w czwartek z aresztu śledczego po tym, jak jego rodzina wpłaciła 100 tysięcy złotych poręczenia. Były rzecznik MON zamieścił w sieci wpis, dziękując "za wyrazy wsparcia i modlitwy". "Nazywam się Misiewicz, Bartłomiej Misiewicz. A nie Bartłomiej M.." – podsumował.
Bartłomiej Misiewicz przerywa milczenie. Po tym jak rodzina byłego rzecznika Ministerstwa Obrony Narodowej wpłaciła 100 tysięcy złotych poręczenia, wyszedł na wolność po pięciu miesiącach spędzonych w areszcie. Jeszcze tego samego dnia opublikował w sieci podziękowania za wyrazy wsparcia i modlitwy.
Jak dodał, jest przekonany, że „udowodni swoją niewinność przed Sądem”. „Tymczasem... carpe diem!” – zakończył, przypominając, że nie nazywa się Bartłomiej M., ale „Misiewicz, Bartłomiej Misiewicz”.
Przypomnijmy, że były rzecznik MON i bliski współpracownik Antoniego Macierewicza został w styczniu zatrzymany przez CBA na polecenie Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu. Śledczy zarzucili mu przekroczenie uprawnień wraz z byłą pracownicą MON Agnieszką M. i działanie na szkodę spółki PGZ w wysokości blisko pół miliona złotych.
Dlaczego zatrzymano Bartłomieja M.? Podejrzanych łączy... apteka [WYJAŚNIAMY] Wiemy, jak współwięźniowie powitali w areszcie Bartłomieja M. Obrońca zapewnia, że nic mu nie groziRadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET