Zajęcia z anatomii 250 km od uczelni, w programie biblia. Tak będą uczyli się przyszli lekarze

9 min. czytania
18.07.2023 09:05
Obserwuj nas na Google

Od października aż dziewięć nowych uczelni otworzy kierunek lekarski. Chętnych nie brakuje. Naczelna Izba Lekarska i rektorzy uczelni medycznych nie kryją jednak wątpliwości, co do jakości kształcenia w nowych miejscach, które często niewiele wspólnego miały z medycyną. Sprawdziliśmy, kto i gdzie będzie uczył przyszłych lekarzy. Okazuje się, że prestiżowe studia lekarskie o prestiżu mogą powoli zapomnieć.

Lekarze w szpitalu
fot. Jakub Walasek/REPORTER

Ministerstwo Edukacji i Nauki tłumaczy to tak: przede wszystkim trzeba nadrobić braki kadrowe w szpitalach. Pod drugie otwieranie kierunków lekarskich na uczelniach innych niż medyczne „nie wiąże się z obniżeniem jakości usług zdrowotnych”. Wręcz przeciwnie, bo zdaniem ministra Przemysława Czarnka nic tak dobrze nie robi jak konkurencja. Po trzecie większość wybranych szkół wyższych znajduje się w byłych miastach wojewódzkich, gdzie są szpitale wojewódzkie, w których mogą uczyć się przyszli lekarze.

W ten sposób dziewięć placówek dostało zielone światło, by od roku akademickiego 2023/2024 otworzyć medycynę. To: Akademia Mazowiecka w Płocku, Akademia Kaliska im. Prezydenta Stanisława Wojciechowskiego w Kaliszu, Akademia Nauk Stosowanych im. Księcia Mieszka I w Poznaniu, Akademia Nauk Stosowanych w Nowym Sączu, Podhalańska Państwowa Uczelnia Zawodowa w Nowym Targu, Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny w Siedlcach, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Politechnika Wrocławska i Uniwersytet Warszawski.

Jak to się stało, że takie uczelnie – w większości mało znane – dostały pozwolenie na kształcenie lekarzy? Zgodnie z ustawą trzeba mieć kategorię naukową A+, A albo B+ w dyscyplinie nauki medyczne lub nauki o zdrowiu. Inną opcją jest prowadzenie studiów na co najmniej jednym kierunku medycznym, jak np. pielęgniarstwo i posiadanie kategorii naukowej (jakiejkolwiek) we wspomnianych dyscyplinach. Albo wystarczy być uczelnią badawczą (taki status ma 10 najlepszych uczelni w Polsce).

Do niedawna medycynę mogły prowadzić też tylko uczelnie akademickie. Sejm dwa lata temu złagodził jednak ten wymóg i rozszerzył te możliwość na akademie nauk stosowanych lub uczelnie zawodowe. Co te chętnie wykorzystują, bo kierunek lekarski jest dość prestiżowy, nobilitujący szkołę wyższą. Przez zmiany przepisów przestaje mieć jednak cokolwiek z prestiżu.

Redakcja poleca

Medycyna. Ponad 460 miejsc. Będą chętni?

Schemat wyglądał zazwyczaj podobnie. Dana uczelnia składała obszerny wniosek, w którym zapewnia, że ma dobrze wyposażoną bazę dydaktyczną, kadrę, potencjał do prowadzenia badań i kształci już np. na położnictwie, czy kosmetologii. Po przejściu wniosku przez m.in. Polską Komisję Akredytacyjną i Ministerstwo Zdrowia minister edukacji wyrażał zgodę na utworzenie kierunku lekarskiego. W wypadku UW i akademii w Nowym Sączu ostateczne pozwolenia przyszły w lipcu, na trzy miesiące przed rokiem akademickim.

Po drodze pojawiały się wnioski o zmiany nazwy uczelni, np. Akademia Kaliska – do 2020 roku Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Kaliszu - od października będzie już uniwersytetem. Podobne starania podjął Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny w Siedlcach, który chce być Uniwersytetem Siedleckim i Akademia Nauk Stosowanych w Nowym Sączu, która chce być Akademią Sądecką (do niedawna była jeszcze Państwową Wyższą Szkołą Zawodową w Nowym Sączu). Uczelnia z Nowego Targu jest o krok wcześniej, bo od października ma stać się dopiero Akademią Nauk Stosowanych. Takie zabiegi też mają podnieść prestiż uczelni, choćby z nazwy.

Uczelnie błyskawicznie ogłaszały rekrutacje. Z zebranych przez nas danych wynika, że chętnych nie brakuje. Studiowanie medycyny, nawet gdziekolwiek, dla wielu wciąż się liczy. Najwięcej osób, bo 1757, zarejestrowało się na Uniwersytet Warszawski. Limit miejsc wynosi tu 60, co oznacza, że o jedno miejsce ubiega się tu 29 chętnych. Politechnika Wrocławska, z takim samym limitem miejsc, ma 1596 kandydatów, czyli 27 osób na miejsce. Akademia Kaliska dostała pozwolenie na utworzenie 60-osobowej medycyny. Dokumenty złożyło 1535 osób. Niespełna 1,5 tys. zapisało się na kierunek lekarski na Katolicki Uniwersytet Lubelski (limit – 60 osób).

Akademia Mazowiecka w Płocku oferuje 72 miejsca. Zgłosiło się ponad 1,2 tys. chętnych. Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny w Siedlcach ma 956 zarejestrowanych kandydatów na 60 miejsc. Akademia Nauk Stosowanych w Nowym Sączu w związku z tym, że dopiero dostała zielone światło na prowadzenia medycyny, rekrutację rozpoczęła 14 lipca. Potrwa ona do 1 sierpnia. Uczelnia przygotowała 50 miejsc. Podobną sytuację ma uczelnia z Nowego Targu, która zaledwie kilka dni temu otrzymała pozwolenie na przyjęcie 45 studentów medycyny. Akademia Nauk Stosowanych im. Księcia Mieszka I w Poznaniu może przyjąć 40 osób. Ile się zgłosiło? Akademia nie podaje, mimo naszych pytań. Łącznie powstanie więc 507 miejsc na nowych kierunkach lekarskich.

Redakcja poleca

Co wcale też nie oznacza, że limity te się zapełnią. Podobna sytuacja była rok temu na nowym kierunku lekarskim na Uniwersytecie Humanistyczno-Przyrodniczym im. Długosza w Częstochowie. Uczelnia dostała zgodę na uruchomienie 60 miejsc na studiach stacjonarnych (18 osób walczyło o jedno miejsce) i 30 na niestacjonarnych. Ostatecznie jednak zebrano 56 słuchaczy na kierunku stacjonarnym i 26 na niestacjonarnym. Dlaczego? Maturzyści asekuracyjnie rejestrują się na kilka uczelni. Gdy dostaną się na kilka, wybierają tę, która im najbardziej odpowiada. Czyli zazwyczaj tę z najlepszymi osiągnięciami i doświadczeniem.

Rekrutacja na studia i co dalej?

Po zasadach rekrutacji widać, że normy wyśrubowała sobie Politechnika Wrocławska. Żeby dostać się tu na medycynę wymagana była matura rozszerzona z biologii, a także z chemii lub fizyki rozszerzonej. Więcej punktów mieli też ci, którzy zdawali rozszerzone: matematykę, angielski i polski. Maksymalnie można było uzyskać 785 punktów. Próg punktowy po pierwszej turze naboru to na razie 625,45.

Dla porównania na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi pierwszy próg punktowy wyniósł 340 punktów na 400 możliwych. Wysokie wymagania ma też UW. Obligatoryjne tu były na rozszerzeniu: biologia, angielski i do wyboru chemia albo fizyka. Lepszy przelicznik mieli też ci z rozszerzoną matematyką. Pozostałe uczelnie najczęściej wymagały biologii rozszerzonej i do wyboru rozszerzenia z fizyki, chemii lub matematyki.

Zakładając, że limity się wypełnią, za niespełna trzy miesiące kandydaci zaczną naukę. I tu pojawia się pytanie o to, kto będzie ich uczył, gdzie i jak, skoro niektóre uczelnie zaledwie kilkanaście dni temu dowiedziały się, że otwierają kierunek lekarski. W programach, które udostępniły niektóre szkoły wyższe, oprócz typowych zajęć klinicznych są nowości. Np. uniwersytet z Siedlec fakultatywnie proponuje zajęcia z telemedycyny, czy wydruków 3D w medycynie. Obowiązkowe będą zajęcia z komunikacji pacjent-lekarz. Komunikację interpersonalną wprowadza też UW. Oprócz tego każdy weźmie udział w co najmniej jednym projekcie naukowo-badawczym.

Politechnika Wrocławska wykorzystując swoją bazę i wykładowców, w programie umieściła m.in. przedmioty o implantach i sztucznych narządach. KUL też postanowił skorzystać z tego, co ma i w programie medycyny znalazły się takie przedmioty jak: profesjonalizm i duchowość w medycynie, katolicka nauka społeczna, a także biblia – istota i rola w kulturze. Te dwa ostatnie przedmioty są prowadzone na każdym kierunku na KUL-u. Dla medycyna i tak obfitej w liczbę zajęć, postanowiono nie robić wyjątku. Lekarze i wykładowcy z uczelni medycznych nie kryli krytycznych uwag co do tak ukierunkowanych przedmiotów.

Najważniejsza dla studentów powinna być np. anatomia, które zazwyczaj jest rozpisana od razu w pierwszym semestrze. I tu zaczynają się schody, bo do tego potrzeba prosektoriów. Spytaliśmy więc uczelnie, czy takie zajęcia i inne kliniczne będą mieć gdzie prowadzić.

Medycyna w budowie

Akademia Mazowiecka w Płocku informuje, że dopiero planuje budowę Collegium Medicum, a na razie swoich studentów na zajęcia w salach prosektoryjnych planuje wysyłać do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Płocku. Na inne zajęcia praktyczne będą chodzić też do miejskiego szpitala im. Świętej Trójcy. Psychiatrię mają realizować przy współpracy ze szpitalem w Gostyninie.

Redakcja poleca

Akademia Kaliska w lipcu ogłosiła, że konserwator zabytków dopiero zaakceptował budowę Zakładu Anatomii Prawidłowej Człowieka. Gmach powinien być gotowy za pół roku. To wciąż jednak za późno. - Rektor nie mógł wcześniej ogłosić przetargu, skoro nie mieliśmy pewności, że taki kierunek u nas powstanie - tłumaczy Jakub Banasiak, rzecznik placówki. Dlatego uczelnia zajęcia z anatomii planuje zorganizować w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym im. Perzyny w Kaliszu, albo w ogóle przesunąć je na kolejny semestr.

Hitem jednak jest akademia w Nowym Sączu, gdzie studenci na co dzień mają uczyć się na Wydziale Nauk o Zdrowiu, a na zajęcia z anatomii co czwartek będą jeździć do Radomia. Czyli jakieś 260 km. I tak do końca 2025 roku, czyli do czasu wybudowania prosektorium. Studenci z Nowego Targu muszą z kolei przygotować się na wycieczki m.in. 200 km do Krakowa. Gotowe pracownie m.in. anatomii prawidłowej, fizjologii i centrum symulacji medycznych ma uniwersytet w Siedlcach.

Z tym, że na zajęcia w szpitalach klinicznych, czyli tych o najwyższym stopniu referencyjności (to placówki najbardziej wyspecjalizowane, z najwyższym poziomem opieki) mogą liczyć jedynie studenci Politechniki Wrocławskiej, która podpisała współpracę m.in. z Wojskowym Szpitalem Klinicznym, a także studenci UW, który kształcenie kliniczne ma zamiar prowadzić w Wojskowym Instytucie Medycznym – Państwowym Instytucie Badawczym, do którego należy m.in. Centralny Szpital Kliniczny MON. - Uniwersytet podpisał umowy o współpracy dydaktycznej z LUX MED oraz Warszawskim Uniwersytetem Medycznym m.in. w zakresie wykorzystania na potrzeby nauczania anatomii prosektoriów – podaje Anna Stobiecka z biura prasowego uczelni.

W pierwszych latach Wydział Medyczny będzie w budynku Centrum Nauk Biologiczno-Chemicznych. Potem UW prawdopodobnie wybuduje nowy gmach. Wydział Medyczny PWr swoją siedzibę będzie miał w budynku C-7 oraz w C-20, który stanowi część historycznego kompleksu dawnego szpitala przy ul. Hoene-Wrońskiego. Część laboratoriów, w tym Centrum Symulacji Medycznych ze stanowiskiem do wirtualnej nauki anatomii, dopiero powstanie.

KUL przyszłych lekarzy będzie uczył w kampusie na lubelskim Konstantynowie (główny kampus uczelni jest w centrum Lublina), bo tam uczelnia ma już laboratoria wykorzystywane np. przez studentów pielęgniarstwa. Jeśli chodzi o szpital kliniczny, to KUL planuje wybudować swój. Zwrócił się już w tej sprawie do marszałka województwa, który wstępnie wytypował dwie lokalizacje obecnie wykorzystywane przez jeden ze szpitali.

Kadra przyjedzie z innych miast

Lubelska uczelnia wykładowców planuje ściągnąć z Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie, a także ze szpitali z Lublina i Puław. Pełnomocnikiem Rektora KUL ds. Wydziału Medycznego został prof. Ryszard Maciejewski. W 2020 roku chciał zostać rektorem Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, ale nie został dopuszczony do wyborów. Nieoficjalnie mówiło się, że przyczyną były treści, jakie wygłasza na wykładach. Naukowiec, jak opowiadała jedna z lekarek w TOK FM, znany jest z seksistowskich i homofobicznych żartów. Miał także mówić studentom, że in vitro to ingerencja w stworzenie boskie.

Naukowiec podczas kongresu "Europa Christi" wygłosił zresztą wykład pt. "Ochrona wartości chrześcijańskich w opiece nad dzieckiem". Współorganizował też konferencję, na której panelistą był m.in. Przemysław Czarnek. A propos ministra edukacji dyrektorem Instytutu Nauk Medycznych KUL, który wchodzi w skład Wydziału Medycznego, została dr Katarzyna Czarnek, doktor biologii, wykładowca dietetyki, a prywatnie żona szefa MEiN.

Najeżdżą się też wykładowcy Akademii Kaliskiej. Uczelnia podpisała porozumienia w sprawie kadry ze szpitalami w Poznaniu, Ostrowie Wielkopolskim, Pleszewie i Jarocinie. Na stronie uczelnia podała część nazwisk. Akademia Mazowiecka planuje bazować na lekarzach z wojewódzkiego szpitala w Płocku. Jak przyznał rektor w rozmowie z płocką "Wyborczą", mogą to być też emeryci. „Łatwiej się rozmawia z osobami, które są już bliżej wieku emerytalnego, ale mogą jeszcze pracować przez wiele lat. To profesorowie, którzy pełnili różne funkcje na uniwersytetach medycznych, od rektorów przez dziekanów po bycie kierownikami katedr i klinik” – mówił o pozyskiwaniu kadry.

Politechnika Wrocławska zapewnia, że wśród swojej kadry ma lekarzy ze stopniami i tytułami naukowi z wrocławskich szpitali. Niektóre przedmioty np. zajęcia z chemii czy biologii poprowadzą dotychczasowi wykładowcy z PWr. Podobna sytuacja będzie na UW.

Akademii Nauk Stosowanych im. Mieszka I w Poznaniu mimo kilku próśb nie odpowiedziała na żadne z naszych pytań odnośnie do kadry i miejsca nauki przyszłych studentów. Wiadomo jedynie, że rekrutacja rozpoczęła się 8 maja i jej pierwsza tura zakończyła się 10 lipca. Kierunek ma być płatny – jeden semestr kosztuje od 25 tys. zł do 37 tys. Szkoła, jedna ze słabszych w Polsce według rankingu "Perspektyw", działała wcześniej pod nazwą Wyższa Szkoła Pedagogiki i Administracji im. Mieszka I. Z uczelnią współpracował jeszcze przed prezydenturą Andrzej Duda.

Studenci medycyny bez szans na dobre kształcenie

O tym, jak niełatwo jest znaleźć kadrę, przekonała się Akademia Medycznych i Społecznych Nauk Stosowanych w Elblągu. Rok temu, gdy otwierała kierunek lekarski, jednocześnie prowadziła nabór studentów i szukała dla nich wykładowców od kluczowych przedmiotów, jak anatomia, fizjologia, czy genetyka. Z powodu m.in. braku kadry Uniwersytet Technologiczno-Humanistyczny w Radomiu i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie – również od niedawna prowadzące medycynę - Państwowa Komisja Akredytacyjna oceniła negatywnie, co bardzo rzadko się zdarza. Takie same negatywne opinie dostały zresztą uczelnie z Nowego Targu i Nowego Sącza.

Także Naczelna Izba Lekarska podkreślała, że zwiększanie liczby absolwentów medycyny nie rozwiąże problemów kadrowych, a przez niedostosowanie sal, kształcenia podyplomowego i braku wykładowców obniży się poziom wiedzy lekarzy, a co za tym idzie zmniejszy się bezpieczeństwo pacjentów. Wprost mówiono o "niewydolności dydaktycznej" i obniżeniu jakości już na samym początku ze względu na mniejsze wymagania przy rekrutacji na niektórych uczelniach. Krytyczne głosy popłynęły też z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy i Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych.

- Nie okłamujmy się, że studenci niemający prawdziwego dostępu do szpitali i kadry akademickiej będą dobrze kształceni. (...) Obawiam się, że w dłuższej perspektywie obecny trend może doprowadzić nie tylko do obniżenia poziomu wiedzy i praktycznych umiejętności medycznych absolwentów, ale także pozbawić uznawalności dyplomów lekarskich przez europejski i pozaeuropejski świat medyczny – komentował prof. Jacek Popiel, rektor UJ, w rozmowie z miesięcznikiem "Perspektywy". Dlatego NIL zwróciła się nawet do Komisji Europejskiej w sprawie interpretacji przepisów dotyczących minimalnych wymogów kształcenia lekarzy.

Co na to władza? Chce jeszcze obniżyć wymogi do kształcenia przyszłych lekarzy. Według poprawek przyjętych przez Sejm w czerwcu by otworzyć medycynę, wystarczyłyby kategorie naukowe A+ albo A w trzech dowolnych dyscyplinach. Możliwość uruchomienia kierunku lekarskiego zyskałyby też uczelnie, które kształcą już w zawodach medycznych, np. na pielęgniarstwie i posiadają dowolną kategorię naukową w dyscyplinie nauki medyczne lub w dyscyplinie nauki o zdrowiu. Opcjonalnie musiałyby one zatrudniać co najmniej 12 nauczycieli akademickich z tych dyscyplin. Przepisy są na razie po trzecim czytaniu.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET