Pogarda plus. Koniec kadencji Przemysława Czarnka w MEiN. Jak oceniają ją nauczyciele?
Demolka, groteska, willa plus i pogarda plus - tymi słowami nauczyciele, rodzice i edukacyjni aktywiści podsumowują kadencję Przemysława Czarnka w Ministerstwa Edukacji i Nauki. Kadencję, która oficjalnie właśnie dobiegła końca i którą zapamiętamy na długo.
Kadencja Przemysława Czarnka na stanowisku Ministra Edukacji i Nauki oficjalnie dobiegła końca. Jego zaledwie trzyletnie kierowanie edukacją i nauką nauczyciele, wykładowcy zapamiętają na długo. Co konkretnie? Podsumowując pracę szefa MEiN, postanowiliśmy zapytać nauczycieli, dyrektorów, rodziców, działaczy edukacyjnych, czyli tych, którzy najbardziej odczuli zmiany proponowane przez ministra Czarnka, co w pierwszej kolejności przychodzi im na myśl, gdy myślą o ostatnich latach w edukacji. Pewne plusy też udało się znaleźć.
Gruntowanie cnót niewieścich
- Gruntowanie cnót niewieścich i patriarchalny model edukacji, który chciał wprowadzić minister – od razu podaje Anna Schmidt-Fic, nauczycielka matematyki, liderka „Protestu z Wykrzyknikiem”, matka. Tym samym wraca do pierwszego roku kadencji ministra Czarnka, który to w jednym z wywiadów zapowiedział, że chce „procesu, który będzie uczył mądrości, roztropności, umiarkowania i wielu innych cnót, w tym cnót niewieścich.”
W ten sposób nawiązał do słów swojego doradcy z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który stwierdził, że podstawowym zadaniem zreformowanej edukacji jest „ugruntowywanie dziewcząt do cnót niewieścich”. - Pan prof. Skrzydlewski to wybitny filozof mówiący szczerą prawdę. I jeśli ktoś się podśmiewa z tego, że dziewczęta powinny być bardziej wrażliwe na cnoty niewieście, to ja się zapytam: na jakie mają być wrażliwe? Męskie? No, niektórzy mogliby chcieć takich rzeczy, ale genderowcami nie jesteśmy – komentował Czarnek.
Jeśli już przy takich słowach jesteśmy, liczne wypowiedzi dyskryminujące osoby LGBTQ+ („osobnicy ubrani jakoś dziwacznie”, „czy to są ludzie normalni?”) to druga rzecz, której Anna Schmidt-Fic nie zapomni. - Tym też wsławiła się Barbara Nowak – dodaje nauczycielka.
Dla ministra Czarnka małopolska kuratorka oświaty to jednak „jeden z najlepszych kuratorów w Polsce, w ogóle w historii”. Stwierdził tak niedługo po tym, jak Nowak zleciła kontrolę w podstawówce, gdzie uczniowie wzięli udział w obywatelskiej akcji Tour de Konstytucja i jak napisała na Twitterze, że „Uniwersytet Jagielloński zamienia się w agencję towarzyską”, bo w ankiecie studenci na pytanie o płeć mogli zaznaczyć: kobieta, mężczyzna, transkobieta, transmężczyzna, osoba niebinarna. Choć, żeby być precyzyjnym, minister edukacji przyznał, że porównanie UJ do agencji towarzyskiej było jednak zbyt mocne.
Za szkodliwe uznał też nazwanie przez Nowak szczepionek przeciwko COVID-19 "eksperymentem". Ale za to, że odradzała szkołom wyjścia na „Dziady” do Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, bo uznała, że spektakl walczy z polską racją stanu, minister Czarnek publicznie jej podziękował. - Zamiast „Dziadów” powstaje dziadostwo. Nie wolno siedzieć cicho i milczeć w obliczu deformowania piękna i bezczeszczenia sztuki – wtórował.
Przypomnijmy, że minister stwierdził tak na podstawie tego, co napisała kurator, a kurator wydała opinię na podstawie m.in. opisu spektaklu ze strony internetowej. Zresztą jej wpisy w internecie przedstawiające marzenia o „Polsce wolnej od lewactwa” i straszenie nauczycieli i dyrektorów szkół kontrolami trudno zliczyć. - Demolka i uwstecznienie - podsumowuje Schmidt-Fic.
Szkoły tracą duszę
- Zarządzanie strachem – dodaje Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Tak określa, to co się działo przez ostatnie lata, a przede wszystkim „ Lex Czarnek” w trzech kolejnych odsłonach. Czyli flagowy pomysł byłego już ministra edukacji.
Przepisy, niby inaczej brzmiące, niby za każdym razem zgłaszane przez kogoś innego (przez MEiN, potem posłów PiS, na końcu jako projekt obywatelski) przy każdej próbie ich wprowadzenia zakładały to samo. Czyli oddanie szkół pod ścisły nadzór kuratorów oświaty. To do nich według nowelizacji prawa oświatowego miałaby należeć ostateczna decyzja, kto mógłby prowadzić zajęcia dodatkowe w szkołach. To oni także łatwiej mogliby odwołać dyrektora podstawówki czy liceum.
- Lepiej się nie wychylajcie, bo znajdziemy na was sposób – taki zdaniem Pleśniara był cel nowelizacji prawa oświatowego. - Zapamiętamy z tego czasu niebywałą arogancję władzy, kiedy to nauczycieli obrażano. Odnoszono się do ich moralności, pokazywano, że trzeba ich nadzorować. W zawodzie zaufania społecznego, a takim jest nauczyciel, to jest niedopuszczalne. Dużo zrujnowano. Opinię łatwo zepsuć, ale długo będziemy ją naprawiali – dodaje Pleśniar.
„Lex Czarnek” dwa razy zawetował prezydent Andrzej Duda. Trzecia próba nowelizacji prawa oświatowego nie zdążyła przed wyborami parlamentarnymi przejść całej ścieżki legislacyjnej. Projekt, jak poinformował Szymon Hołownia, nowy marszałek Sejmu, trafi do kosza.
- Sztuka zarządzania edukacją według ministra Czarnka polega na centralnym sterowaniu. Szkoły przez to traciły duszę, bo każda szkoła jest inna – komentuje Pleśniar. Traciły i tracą też twórczych nauczycieli, których zniechęcają odgórne, sztywne ramy narzucone przez MEiN. - Część osób z prestiżowym tytułem Nauczyciela Roku nie pracuje już w szkołach publicznych, albo odchodzi z zawodu. To symbol najlepiej obrazujący ostatnie lata edukacji pod kuratelą Czarnka – podsumowuje Pleśniar.
Czarnek w MEiN? Groteska
Z pracy w szkole w trakcie kadencji Czarnka zrezygnowała m.in. Aneta Korycińska, polonistka, znana w sieci jako baba od polskiego. - Groteska - tym słowem podsumowuje ostatnie lata i ministra Czarnka na czele MEiN. I wymienia jednym tchem przykłady: - Dziewczynki powinny uprawiać więcej sportu, bo mają problem z otyłością, HiT i podręcznik do niego, wymęczeni nauczyciele odchodzący z zawodu, Instytut Badań na Renesansem i Barokiem. Śmiech przez łzy.
To po kolei. Po pandemii i lekcjach zdalnych minister Czarnek ogłaszając projekt WF z AWF, stwierdził, że w kwestii otyłości "większy problem jest u dziewczynek" i to przede wszystkim dla nich przeznaczone będą dodatkowe zajęcia sportowe. Politycy i dietetycy zaraz zaczęli przedstawiać badania, z których wynikało, że jeśli chodzi o statystki z podziałem na płeć, jest zupełnie odwrotnie niż mówił minister.
HiT, czyli historia i teraźniejszość, to nowy przedmiot w liceach i technikach, który zastąpił rozszerzoną wiedzę o społeczeństwie. Minister Czarnek podsumowując swoją kadencję w MEiN, HiT uznał za jeden ze swoich największych sukcesów. Nauczyciele sam pomysł wprowadzenia takiego przedmiotu nie uważali za zły. Gorzej z praktyką.
Zakres czasowy przedmiotu obejmuje ok. 70 lat, od 1945 roku do czasów współczesnych. Z siedmiu punktów podstawy w zasadzie tylko jeden w pełni dotyczy zagadnień po 2000 roku. Wcześniejsze to miks powojennej historii Polski, spraw Chin, niekiedy USA, z zaznaczeniem ważnej roli Kościoła, Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego.
Skoro nie za bardzo wiadomo, czego uczyć, MEiN wyraźnie podpowiadało, z czego uczyć. Podręcznik prof. Wojciecha Roszkowskiego wydawnictwa Biały Kruk (specjalizującego się w publikacjach religijnych) jako jedyny błyskawicznie przeszedł wszystkie procedury dopuszczenia do użytku w szkołach. Gdy eksperci wystawiali mu ocenę negatywną, szybko wskazywano nowego eksperta, któremu nie przeszkadzały stwierdzenia np. o „ofensywie ideologii gender” w podręczniku szkolnym.
W trakcie kadencji ministra Czarnka, a w zasadzie już po likwidacji gimnazjów, wracającym tematem stała się rosnąca liczba wakatów w szkołach. Przy jednoczesnym zapewnianiu ministra, że problemu nie ma. Jego zdaniem problem będzie, ale zupełnie inny. - W perspektywie dwóch, trzech lat trzeba będzie zwolnić około 100 tysięcy nauczycieli – wyliczył na antenie Radia ZET pod koniec 2022 roku. Na co rodzice wyliczali: zamiast fizyki dzieci mają matematykę, informatykę prowadzi muzyk, a trening piłki nożnej trener od siatkówki. Dlaczego? Bo chętnych do pracy w szkole brak.
I w końcu ostatnia groteska. Minister Czarnek rzutem na taśmę, tuż przed odejściem z rządu, na początku listopada 2023 zdążył jeszcze powołać Instytut Badań nad Renesansem i Barokiem w Zamościu. Ma on zajmować się "popularyzacją dziedzictwa kulturowego Pierwszej Rzeczypospolitej", "wspieraniem studiów nad kulturą staropolską", a także „wspieraniem Akademii Zamojskiej w prowadzeniu badań naukowych”. I tu kolejna ciekawa rzecz.
Akademia Zamojska powstała z przekształcenia Uczelni Państwowej im. Szymona Szymonowica w Zamościu, o co wyjątkowo w czasie swojej kadencji zabiegał minister Czarnek. On też wybrał rektora nowej akademii. Został nim nie kto inny jak dr hab. Paweł Skrzydlewski od „cnót niewieścich”.
Tylko do końca tego roku MEiN, a w zasadzie podatnicy, na Instytut Badań nad Renesansem i Barokiem wydadzą 200 tys. zł. Chociaż instytut istnieje w zasadzie tylko na papierze. To i tak jeden z mniejszych „datków”, które minister Czarnek hojnie rozdawał wybranym osobom i organizacjom.
Willa plus, pogarda plus
- "Willę plus" na pewno zapamiętamy – mówi Alicja Pacewicz z SOS dla Edukacji i Wolnej Szkoły. Przemysław Czarnek w ramach konkursu "Rozwój potencjału infrastrukturalnego podmiotów wspierających system oświaty i wychowania" (znanego jako właśnie "willa plus") rozdał 40 milionów złotych ponad 40 organizacjom w większości powiązanym z PiS bądź z Kościołem m.in. na zakup nieruchomości. O sprawie poinformowali dziennikarze tvn24.pl.
Wille na warszawskim Mokotowie i Ursynowie, czy lokal w zabytkowej kamienicy to tylko niektóre obiekty, których zakup z publicznych pieniędzy sfinansował szef MEiN. Część zwycięskich organizacji zarejestrowano niedługo przed ogłoszeniem konkursu. Niektóre wnioski na pierwszym etapie otrzymały negatywną ocenę ekspertów, a i tak dostały pieniądze, np. 5 mln zł. - To wszystko działo się przy jednoczesnym udawaniu, że nic się nie dzieje, poniżaniu nauczycieli, wypominaniu im urlopów i zarobków – to też dokładnie zapamiętała i będzie pamiętała Alicja Pacewicz.
Przy okazji tematu pieniędzy Markowi Pleśniarowi przychodzą też do głowy plusy ostatnich lat. To m.in. bony w wysokości 2,5 tys. zł na zakup laptopów dla nauczycieli. - Z pobudek patriotycznych udało się też wyciągnąć trochę pieniędzy na szkolne wycieczki. To duże wsparcie dla rodzin, które nie mogły sobie pozwolić na opłacenie takich wyjazdów, przez co dzieci mogły się czuć wykluczone - mówi.
Chodzi o program Poznaj Polskę, w ramach którego MEiN dopłacał do szkolnych wycieczek. Pod warunkiem, że uczniowie pojadą we wskazane miejsca. Wyznaczono cztery obszary tematyczne, czyli: śladami polskiego państwa podziemnego, śladami kultury i dziedzictwa narodowego, śladami największych osiągnięć polskiej nauki i śladami kardynała Stefana Wyszyńskiego.
- Minister nieświadomie kolejnymi swoimi pomysłami sprawił, że jako społeczeństwo zaczęliśmy się interesować edukacją. Widać to chociażby po tym, jak działają nauczycielskie fanpejdże. Odwiedzają je osoby niekoniecznie mające dzieci w szkole – wymienia jeden z plusów Aneta Korycińska. - W ramach nastrojów czarnkowych i szukania bezpiecznego miejsca dla swoich dzieci część rodziców odkryła szkoły społeczne, edukację domową – dodaje.
Anna Schmidt-Fic, przyznaje, że chciałaby znaleźć jakiś plus z ostatnich lat, ale nie potrafi. - Jedyny plus to pogarda plus dla nauczycieli – podsumowuje i nie kryje ulgi, gdy słyszy hasło „koniec kadencji Czarnka”.
Źródło: Radio ZET
- "Pani nie obrała dziecku kiełbaski". Nauczyciele odchodzą przez roszczeniowych rodziców
- Sławomir Broniarz: "Jeżeli ktoś przyjdzie i powie, że wracają gimnazja, to odpowiemy nie"
- Nauczyciel Roku 2023: "Nie jestem antysystemowcem. Wiem, kim jestem, co robię i dlaczego to robię"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET