Zamknij

Podwyżki dla polityków. Poseł opozycji tłumaczy, dlaczego głosował "za"

15.08.2020 19:39
Sejm
fot. PAP

Ogromne kontrowersji wzbudziło uchwalenie w Sejmie ustawy o podwyżkach zarobków dla  m.in. parlamentarzystów, ministrów i samorządowców. Za podniesieniem wynagrodzeń dla polityków głosowało też część przedstawicieli opozycji. Jeden z posłów w rozmowie z OKO.Press wyjaśnił, dlaczego to zrobił. 

Sejm przyjął w piątek zmiany w prawie podwyższające wynagrodzenia dla samorządowców, parlamentarzystów i osób zajmujących kierownicze stanowiska w państwie. Za przyjęciem nowelizacji obejmującej podwyżki głosowało 386 posłów, przeciw było 33, a 15 wstrzymało się od głosu. Sejm wcześniej w piątek przeprowadził debatę w pierwszym czytaniu i niezwłocznie przeszedł do drugiego.

Podwyżki pensji dla posłów i senatorów. Większość opozycji za 

Przeciw pomysłowi podwyżki wynagrodzenia dla polityków zagłosowali jedynie posłowie i posłanki Zielonych, Razem, całe koło Konfederacji, kilkoro przedstawicieli PSL-Koalicja Polska, a także jedna posłanka Lewicy z ramienia Wiosny (Agnieszka Dziemianowicz-Bąk) i czworo reprezentujących Koalicję Obywatelską (Monika Ros, Michał Szczerba, Klaudia Jachira, Franciszek Sterczewski, Tomasz Zimoch i Cezary Grabarczyk). Część posłów opozycyjnych oraz dwóch reprezentantów Porozumienia wstrzymało się od głosu. Teraz dokument trafi do Senatu. 

Zobacz także

W debacie w czasie żadnego z czytań na temat ustawy nie wypowiedzieli się przedstawiciele klubów opozycyjnych - w imieniu Lewicy i PSL-Kukiz'15 nie wypowiedział się nikt, a z KO głos zabrała tylko Klaudia Jachira. W ciągu całego dnia posłowie opozycji unikali rozmów na temat tych przepisów z mediami. Nic dziwnego, że zarówno to, jak głosowali, jak i ich postawa, wzbudziła wśród wyborców oraz komentatorów sporo kontrowersji. 

Poseł opozycji dla OKO.Press. Tłumaczy, dlaczego zagłosował za ustawą

Jeden z posłów opozycji, głosujących za ustawą, zdecydował się jednak odpowiedzieć na pytania dziennikarzy. W rozmowie z portalem OKO.Press wyjaśnił powody, dla których on i inni posłowie poparli pomysł zwiększenia wynagrodzeń dla polityków. Parlamentarzysta pragnął jednak zachować anonimowość.

Zobacz także

Rozmówca OKO.Press przytoczył dane, wedle których „między 2010 a 2020 średnia płaca wzrosła o 60 proc. – z 3300 do 5200 zł brutto. A pensje posłów spadły o 20 proc.” Jego zdaniem, to właśnie powoduje frustrację wśród polityków, która stała za inicjatywą ustawowego podniesienia zarobków. 

Posłowie dokładają do polityki. Wyjazdy do okręgu, ubrania – a jak jesteś politykiem, kupujesz więcej ubrań. Posłowie należący do partii oddają po kilka procent swojej pensji na składkę partyjną (...) To kilkaset złotych. Jeśli nie płacisz, masz problem. Możesz dostać kiepskie miejsce w następnych wyborach albo wcale nie znaleźć się na liście. Kiedy nadchodzą wybory, wydajesz jednorazowo 50 tysięcy złotych

- stwierdził, konkludując, że "polska polityka jest biedna", każdy bogaty, który zaczyna się w nią angażować, traci na tym finansowo i że nie ma w niej lekarzy, tylko "są tacy przed emeryturą, którzy chcą jeszcze zrobić w życiu coś szalonego”. 

Zobacz także

- 2,4 średniej krajowej to nie jest Bizancjum. W Unii Europejskiej pensje posłów to średnio 2,5 średniej płacy w danym kraju (...) Państwo powinno dobrze płacić, nie powinniśmy równać w dół i obniżać standardów. Za zamrożenie płac w budżetówce odpowiedzialni są rządzący, a nie opozycja. Woleli dawać na 13. emeryturę. Nie chcieli wzmacniać tych, którzy nie są z nimi, np. nauczycieli - argumentował poseł. 

To nie wszystko. Rozmówca OKO.Press przekonuje, że „wszystkim zależało na tych podwyżkach", bo "jest coraz drożej". - Trzeba się przygotować na wybory za trzy lata. Nawet posłowie, którzy się wstrzymali lub głosowali przeciw, mówili, że to dobre rozwiązania - mówił. Ale to nie do końca prawda, bo jednak część opozycji nie poparła tego projektu, a skrytykował go m.in. były premier Donald Tusk. 

To był układ PiS-u i opozycji. Posłowie opozycji też chcieli tych podwyżek. PiS powiedział, że wprowadzi to pod głosowanie pod warunkiem, że opozycja też zagłosuje za ustawą. Można sobie wyobrazić, że byśmy oszukali: najpierw mówimy, że zagłosujemy, ale potem tego nie robimy. PiS zrobił testowe głosowania, żeby to sprawdzić (...) gdybyśmy oszukali, PiS by się zemścił. Mógłby np. wszystkim obniżyć pensje do 4 tys. Albo przeciągać wypłatę subwencji dla partii. Albo docisnąć prokuraturę w sprawach, które dotyczą posłów. Ciągnęło, by się też za nami: „Chcieli rozegrać PiS, ale pensje wzięli”

- przekonywał parlamentarzysta. „Nie jest tak, że posłowie opozycji cieszyli się, podnosząc ręce za tą ustawą. Opozycja nie chce głosować z rządzącymi. Ale wszyscy wiedzieli, że trzeba to było zrobić. Trzeba było to w końcu rozwiązać raz na zawsze” – mówił. Zapytany o to, co z tymi, którzy jednak nie głosowali za uchwaleniem podwyżek? Rozmówca OKO.Press ma jasną odpowiedź. 

To będzie miało znaczenie w wewnętrznych rozgrywkach. Pozostali będą się chcieli na nich zemścić. Jak im będzie na czymś zależało, to reszta klubu może stanąć okoniem. Ludzie, którzy są w środku w polityce, mają lepszą pamięć, niż ci na zewnątrz. Wyborcy zapomną, koledzy z klubu – nie

– możemy przeczytać w artykule. Poseł pytał też retorycznie, co zrobią z nadwyżką pieniędzy ci, którzy podnieśli ręce "przeciw", czy oddadzą podwyżki? Nie będą ich brać?”. W jego opinii, nigdy nie ma dobrego momentu, aby wprowadzić takie przepisy. - Jak jesteś politykiem, to nie możesz się skarżyć. A to jest wymagająca praca. Wymagająca intelektualnie, organizacyjnie, psychicznie - podsumował. 

RadioZET.pl/PAP/OKO.Press