Chcieli go przekupić, by oczernił Grodzkiego. Teraz wyznaje: czuję się zaszczuty

09.01.2020 15:25
Tomasz Grodzki
fot. PAP

Czuję się zaszczuty. Podawane są nieprawdziwe rzeczy. Odbywa się na mnie nagonka, bo nie chciałem oczernić prof. Grodzkiego - mówi Tadeusz Staszczyk, były pacjent Tomasza Grodzkiego. To jego nieznany mężczyzna próbował przekupić, w zamian za złożenie oświadczenia oczerniającego obecnego marszałka Senatu. 

Przypomnijmy: jak we wtorek poinformowało Radio ZET, do mieszkania szczecinianina Tadeusza Staszczyka przed sylwestrem przyszedł nieznany mężczyzna. Nie wiadomo, skąd miał jego adres, ale przedstawił się jako pracownik szpitala na Zdunowie.

Zobacz także

Miał ze sobą 5 tysięcy złotych w gotówce, które oferował 90-latkowi, w zamian za to, że ten podpisze oświadczenie oczerniające prof. Tomasza Grodzkiego. Treść dokumentu miała świadczyć o tym, że obecny marszałek Senatu żądał od swoich pacjentów pieniędzy za przyjmowanie ich do szpitala. Staszczyk jednak oświadczenia nie podpisał, gotówki nie przyjął, a nieproszonego gościa wyrzucił z domu.

Chcieli przekupić b. pacjenta Grodzkiego. Marszałek Senatu reaguje

Sprawa wywołała ogromny skandal. Sam Grodzki zwołał w parlamencie konferencję prasową, podczas której odtworzył nagranie, na którym Staszczyk relacjonuje sytuacją z końca zeszłego roku. Wezwał ABW do tego, aby zainteresowała się tym przypadkiem, zapewniał również, że nigdy nie żądał od swoich pacjentów gratyfikacji finansowej za przyjmowanie ich w publicznej placówce (jedynie w swoim prywatnym gabinecie, co - jak przyznał - miało miejsce rzadko). 

Zobacz także

Skandal jest tym większy, że od kiedy związany z opozycją chirurg ze Szczecina został wybrany marszałkiem Senatu, w mediach publicznych pojawiają się relacje jego rzekomych byłych pacjentów, którzy twierdzą, że Grodzki regularnie żądał od nich korzyści finansowych za przyjmowanie w szpitalu bądź wykonywanie zabiegów dla nich i dla członków ich rodzin (mimo, że sam zainteresowany wszystkiemu zaprzecza).

Media publiczne atakują Tadeusza Staszczyka

Przoduje w tym zwłaszcza Radio Szczecin, publikując anonimowe wypowiedzi osób, które prawie nigdy nie występują pod imieniem i nazwiskiem. Wyjątkiem jest tutaj prof. Agnieszka Popiela z Uniwersytetu Szczecińskiego, aczkolwiek ona została przesłuchana przez prokuraturę jedynie w charakterze świadka. 

Zobacz także

Do ataków na Grodzkiego przyłącza się także TVP, która w ostatnich dniach nie oszczędziła również pana Tadeusza. Wespół z Radiem Szczecin, publikują informacje, jakoby 90-latek był w przeszłości funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa i donosił na własną żonę. W TVP Info pojawiały się nawet paski o treści "były ub-ek broni Grodzkiego", regionalny oddział upublicznił również jego prywatny adres. 

"Odbywa się na mnie nagonka"

Pan Tadeusz w rozmowie ze szczecińską "Gazetą Wyborczą" przyznaje, że nie żałuje, iż stanął w obronie Grodzkiego. - [...] uważałem, że nie mogę zniesławiać człowieka. To byłoby przestępstwo. Gdybym oczernił i wziął za to pieniądze, to wtedy byłoby dobrze? - pyta retorycznie.

Czuję się zaszczuty. Podawane są nieprawdziwe rzeczy. Odbywa się na mnie nagonka

Tadeusz Staszczyk

Zaprzecza też zarzutom o bycie funkcjonariuszem UB i SB aż do lat 80. "Mówi o sześcioletniej pracy w UB – od listopada 1950 r. do lutego 1957 r., od stanowiska młodszego referenta do oficera szkoleniowego. Pracował w wydziale kadr Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, był szkoleniowcem. Nie był pracownikiem komórki operacyjnej czy śledczej. To potwierdza IPN-owski internetowy katalog funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa" - czytamy w artykule. 

Zobacz także

Ojciec i brat Staszczyka byłi żołnierzami AK, brat walczył nawet w Powstaniu Warszawskim. On sam przyznaje, że powojenna praca w UB była efektem nakazu, a od końca lat 50. aż do 1990 roku był zatrudniony w szczecińskiej stoczni. Przez lata otrzymał wiele państwowych odznaczeń jako zasłużony robotnik, co podważa hipotezę o rzekomej agenturalnej przeszłości.  

To głupoty. Gdybym ja na kogoś donosił, już dawno ludzie by mnie rozliczyli. To wszystko uważam za wściekłą nagonkę. Tak jak rzucali oszczerstwa na prof. Grodzkiego, tak teraz rzucają na mnie, bo nie chciałem szkalować doktora

Tadeusz Staszczyk

W jego obronie staje także jego córka. – Powinni zająć się wyjaśnianiem, kim jest mężczyzna, który oferował pieniądze. Zamiast tego nakręca się spirala nienawiści. Boję się teraz o ojca, o jego zdrowie. To 90-letni człowiek. Boję się, że jakiś fanatyk może zrobić mu krzywdę. Na szczęście mamy życzliwych sąsiadów. Znają tatę. Nie wierzą w te oszczerstwa. Nikt na tatę nie pluje - mówi "Wyborczej" pani Agnieszka. 

RadioZET.pl/szczecin.wyborcza.pl/MG