Zamknij

Kaczyński w kamizelce kuloodpornej wywieziony z Warszawy. Kulisy Strajku Kobiet

26.11.2020 09:40
Jarosław Kaczyński
fot. Tomasz Jastrzębowski/REPORTER

Jarosław Kaczyński miał domagać się ostrej interwencji policji wobec uczestników Strajku Kobiet 18 listopada. Z kolei przed 100-tysięczną manifestacją 30 października wicepremier i prezes PiS miał zostać - jak pisze "Gazeta Wyborcza" - wywieziony w kamizelce kuloodpornej poza Warszawę. 

18 listopada miał miejsce kolejny protest przeciw październikowej decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że przepis zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. 

Ogólnopolski Strajk Kobiet demonstrował wówczas pod gmachem Sejmu oraz pod siedzibą TVP. Demonstrantów pod siedzibą telewizji publicznej otoczył kordon policjantów, którzy pacyfikowali zgromadzenie, używając m.in gazu pieprzowego. Wśród poszkodowanych była m.in. posłanka Lewicy Magdalena Biejat. 

Zobacz także

Na zamieszczonych w internecie nagraniach z manifestacji widać grupę nieumundurowanych mężczyzn wyposażonych w pałki teleskopowe. Jeden z nich kilkakrotnie uderzył tym narzędziem demonstrujących. Protestujący przyznawali później, że nie mieli oni identyfikatorów, nie przedstawiali, a jedynie zakładali opaski z napisem "Policja". Jak podaje Onet, mieli to być ubrani po cywilnemu policjanci, w tym antyterroryści z całej Polskim, m.in. z elitarnego Biura Operacji Antyterrorystycznych.

Kaczyński w kamizelce wywieziony z Warszawy. Policja miała działać ostrzej 

"Gazeta Wyborcza" przybliża w czwartkowym wydaniu kulisy akcji służb sprzed tygodnia. Jak pisze autor artykułu Wojciech Czuchnowski, brutalna interwencja funkcjonariuszy miała być pokazem siły na specjalne życzenie Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS miał się poczuć upokorzony i zdenerwowany codziennymi manifestacjami pod swoim domem na Żoliborzu. 

To nie wszystko. Jak twierdzi "Wyborcza", Kaczyńskiego - pełniącego jednocześnie stanowisko wicepremiera ds. bezpieczeństwa - nie było w domu podczas największej jak dotąd demonstracji, która odbyła się 30 października (uczestniczyło w niej 100-150 tys. osób). Miał zostać ubrany w kamizelkę kuloodporną i wywieziony poza Warszawę, konkretnie do ośrodka szkoleniowego w Czerwonym Borze k. Łomży. Taką decyzję podjęła ochraniająca go firma Grom Group. 

Zobacz także

Od tego czasu szef partii rządzącej miał domagać się od szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego oraz policji "bardziej stanowczych działań". Tak miało być już 11 listopada podczas Marszu Niepodległości, gdzie policjanci mieli ochraniać narodowców przed "lewackimi bojówkami". 

- Nic z tego nie wyszło, bo narodowcom nikt nie próbował przeszkadzać. Sami wywołali zamieszki i interwencję służb mundurowych. Miało to spowodować "wybuch złości Kaczyńskiego", który uczestników marszu traktował jak sojuszników, wzywając ich do "obrony kościołów przed aktami profanacji" - czytamy w artykule "GW". 

Rzeczniczka PiS dementuje doniesienia "Wyborczej"

Co ciekawe, doniesienia "Wyborczej", na temat rzekomego wywiezienia Jarosława Kaczyńskiego poza Warszawę zdementowała na Twitterze rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości Anita Czerwińska:

"Kłamstwo Gazety Wyborczej i Wojciecha Czuchnowskiego. Prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas demonstracji 30 października był w domu. Doniesienia o wyjeździe poza Warszawę i kamizelce kuloodpornej są wierutną bzdurą. Przestańcie kłamać! #StopFakeNews" - napisała

RadioZET.pl/wyborcza.pl/Onet.pl