Zamknij

Pogryziony przez Turczynowicz-Kieryłło zabrał głos. A ona chce potępienia ''GW''

22.02.2020 21:11
Milanówek. Turczynowicz-Kieryłło pogryzła mężczyznę. Pan Krzysztof zabrał głos
fot. Facebook/Krzysztof Motyl Umiastowski

Jolanta Turczynowicz-Kieryłło oczekuje od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, że ta potępi "Gazetę Wyborczą". Według niej dziennik promuje przemoc wobec kobiet. Chodzi o artykuł o mieszkańcu Milanówka, którego szefowa kampanii Andrzeja Dudy ugryzła. Jak mówi, zrobiła to w obronie własnej i dziecka. Pogryziony przez szefową sztabu prezydenta zabrał głos.

Jolanta Turczynowicz-Kieryłło – to nazwisko jest na językach wszystkich i nie tylko dlatego, że mecenas została kilka dni temu szefową kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy. "GW" przytoczyła w sobotę, za portalem obiektywna.pl, relację mieszkańca Milanówka o pogryzieniu go przez Turczynowicz-Kieryłło przed wyborami samorządowymi w 2018 roku. Szefowa kampanii Dudy twierdzi, że tak broniła siebie i syna przed atakiem.

Co właściwie wydarzyło się w Milanówku? Turczynowicz-Kieryłło podczas ciszy wyborczej miała rozdawać ulotki ośmieszające jednego z kandydatów - Piotra Remiszewskiego, który w II turze rywalizował z burmistrz Wiesławą Kwiatkowską. Pani adwokat ugryzła w przedramię pana Krzysztofa, który chciał dokonać obywatelskiego zatrzymania. Według jej relacji, to ona została zaatakowana przez mężczyznę, bo ten szarpał jej syna, a ją zaczął dusić.

Co więcej, szefowa kampanii Dudy zaprzeczyła, by kolportowała ulotki w trakcie ciszy wyborczej. Na dowód opublikowała zeznania jednego z funkcjonariuszy Straży Miejskiej, który przyjechał na miejsce awantury. "Kiedy przyjechaliśmy na miejsce na ul. Podleśnej zastaliśmy 3 osoby - kobietę z chłopcem i psem, których trzymał jakiś mężczyzna. Mężczyzna przytrzymywał te osoby za szyję. [...] Nie zauważyłem aby na ulicy leżały jakieś ulotki" - czytamy w zeznaniach strażnika.

Turczynowicz-Kieryłło i TVP kontra "Wyborcza"

TVP grzmi o „brudnej kampanii Gazety Wyborczej”, a sama mecenas ogłosiła, że oczekuje potępienia dziennika przez kandydatkę na prezydenta, Małgorzatę Kidawę-Błońską.

Oczekuję od M. Kidawy-Błońskiej, że potępi GW za tego typu promocję przemocy wobec kobiet

– napisała później Turczynowicz-Kieryłło na Twitterze. Wcześniej stwierdziła, że "Gazeta Wyborcza sięgnęła bruku, bo "stanęła po stronie damskiego boksera przeciwko matce broniącej dziecko" i "ukryła opinie lekarskie". Tymczasem „Wyborcza” przedstawiła również jej wersję wydarzeń i podkreśliła, że obdukcja wykazała "powierzchowny uraz szyi".

Pogryziony przez Turczynowicz-Kieryłło mówi o dowodach

Ale tu historia się nie kończy, bo głos w sprawie zabrał pogryziony przez mecenas pan Krzysztof. Jak napisał na Facebooku, w marcu mec. Turczynowicz-Kieryłło ma stanąć w tej sprawie przed sądem. Jego zdaniem prokuratura nie uwzględniła pewnych dowodów, które on wciąż posiada. Ma tu chodzić m.in. o wspomniane wcześniej ulotki.

Twierdzi też, że szefowa kampanii Dudy złożyła zawiadomienie o przestępstwie, którego nie było. Pan Krzysztof opublikował zdjęcia, które udostępnił niedługo po zdarzeniu w 2018 roku i odesłał do wpisu, w którym dokładnie relacjonował, co się stało. "Zaczęła się wydzierać na całą ulice, że to napad, i tu ważne - w życiu jej nie widziałem, że ludzie Remiszewskiego ją napadli, dzwoniła po okolicznych posesjach w furii. […] W pewnym momencie kobieta rzuciła się na mnie, widząc dojeżdżających Strażników Miejskich, z całej siły gryzła mi rękę, z siłą na granicy progu mojego zemdlenia. Mało mi nie wyrwała kawałka ciała. Przeraziła się, wpadła w furię. […] Potem zaczęła symulować, że jej słabo, że chce iść do domu” - brzmi fragment relacji.

RadioZET.pl/GW/Twitter