Zamknij

Resort Sasina nie tropi już nepotyzmu. "Posady nie cieszą się wzięciem, bo zarobki są niewielkie"

06.08.2021 16:05

Sprawdziliśmy w 111 spółkach Skarbu Państwa, jak w praktyce wygląda realizacja uchwały sanacyjnej. Wiele firm zasłania się RODO, ale udało nam się ustalić, że lista „tłustych kotów” PSL jest niekompletna. Osób związanych z PiS w zarządach spółek Skarbu Państwa jest więcej. Tymczasem Ministerstwo Aktywów Państwowych uważa, że wojna z nepotyzmem została wygrana. Biuro prasowe MAP przekazało nam, że resort nie prowadzi żadnych prac nad uchwałą sanacyjną. Co więcej, osoba związana z rządem stwierdziła, że wysokie zarobki w radach nadzorczych to mit, a ci, którzy odeszli, dobrowolnie podporządkowali się uchwale.

Jacek Sasin, Mateusz Morawiecki i Daniel Obajtek
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER
  • W zarządach spółek jest więcej osób związanych z PiS niż na liście "tłustych kotów" PSL.
  • Ze 111 spółek 30 zaprzeczyło zatrudnianiu polityków PiS lub członków rodzin polityków.
  • Ministerstwo Aktywów Państwowych nie prowadzi żadnych prac w związku z uchwałą sanacyjną.
  • "Osoby, których dotyczy uchwała, odeszły dobrowolnie" - nieoficjalnie mówi osoba związana z rządem.
  • "Posady nie cieszą się wzięciem, bo zarobki są niewielkie" - dodaje nasz rozmówca.

Uchwała sanacyjna została podjęta na kongresie PiS 3 lipca. Jarosław Kaczyński zapowiedział wówczas walkę z nepotyzmem w spółkach Skarbu Państwa. Niespełna trzy tygodnie później Ministerstwo Aktywów Państwowych ogłosiło zwycięstwo. 13 „tłustych kotów” pożegnało się z zarządami i radami nadzorczymi państwowych przedsiębiorstw.

Zapytaliśmy o ustanowione w uchwale standardy 111 państwowych spółek. Chcieliśmy się dowiedzieć nie tylko o zatrudnianie bliskiej rodziny parlamentarzystów PiS, ale także samych polityków, o których uchwała sanacyjna nie wspomina. Skierowaliśmy do firm poniższe pytania:

Czy w państwa firmie (lub podmiotach zależnych) są zatrudnieni członkowie najbliższej rodziny posłów lub senatorów Prawa i Sprawiedliwości lub innej partii (chodzi o współmałżonków, dzieci, rodzeństwo, dzieci rodzeństwa lub rodziców)?

Czy w państwa firmie (lub podmiotach zależnych) są zatrudnieni politycy/działacze PiS lub innej partii?

Uchwała mówi także, że współmałżonkowie, dzieci, rodzeństwo oraz rodzice posłów i senatorów Prawa i Sprawiedliwości nie mogą zasiadać w zarządach i radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Jak przebiega realizacja tego punktu próbowaliśmy dowiedzieć się w Ministerstwie Aktywów Państwowych.

Uchwała sanacyjna w spółkach Skarbu Państwa. „Tłuste koty” ukryły się za RODO

Firmy były zgodne w tym, że kodeks pracy nie pozwala gromadzić danych na temat przynależności partyjnej pracowników lub ich rodzin. Gdyby więc rząd postanowił wdrożyć uchwałę w państwowych spółkach, jej realizacja byłaby niemożliwa na gruncie obowiązującego prawa.

Duże spółki, takie jak Orlen czy Poczta Polska, zasłaniały się RODO, choć nie pytaliśmy o nazwiska ani dane pracowników. Wiele przedsiębiorstw udzieliło jednak odpowiedzi, a niewielka część przyznała, że zatrudnia lub zatrudniała członków PiS lub działaczy innych partii bądź osoby, które są rodzinnie związane z politykami. Pojawiły się też bardziej niepokojące sygnały. Prezes jednej ze spółek w województwie kujawsko-pomorskim wprost przyznał, że lokalni działacze PiS ingerują w działanie przedsiębiorstwa.

Specjalna Strefa Ekonomiczna Małej Przedsiębiorczości (SSEMP) w Kamiennej Górze poinformowała, że zatrudnia trzy osoby związane z PiS. Jedna z nich to wiceprezes zarządu Dagmara Helena Gęborys, żona starosty kamiennogórsiego Jarosława Gęborysa wybranego z listy Prawa i Sprawiedliwości. Gęborys nie ma na liście PSL, którą opublikowano 20 lipca.

Dagmara Helena Gęborys pracuje w spółce od marca 2016 roku. W przesłanej odpowiedzi przedstawicielka SSEMP podkreśliła, że wiceprezes ma dyplom MBA i ukończone studia z zakresu prawa i ekonomii. W SSEMP w Kamiennej Górze od kwietnia 2016 roku pracuje również członek PiS, który w firmie jest specjalistą ds. projektu. Jak nas poinformowano, ukończył studia z zakresu handlu zagranicznego, jest również ekonomistą po studiach doktoranckich. Członkiem PiS jest także konserwator, który w SSEMP pracuje od października 2016 roku.

Prezes zarządu Polbus-PKS Mariusz Kruk przekazał, że zatrudniał osobę należącą do partii politycznej w 2020 roku przez trzy miesiące. „Owa osoba miała właściwe kompetencje. W momencie zatrudniania pozyskałem informację, że jest członkiem partii. Nie miało to jednak żadnego wpływu na uzyskanie zatrudnienia na czas określony. Tak jak i nie miało to wpływu na rozwiązanie stosunku pracy” – podkreślił Kruk.

Odpowiedź uzyskaliśmy również z Polskiego Holdingu Hotelowego. W mediach już pół roku temu pisano, że pracuje tam Magdalena Szefernaker, żona wiceministra spraw wewnętrznych i administracji Pawła Szefernakera. Koordynator ds. Komunikacji i PR PHH Sonia Michejda zaznaczyła, że Magdalena Szefernarker zajmuje szeregowe stanowisko. „Została zatrudniona w drodze konkursu i wykonuje obowiązki rzecznika prasowego zgodnie z posiadanymi kompetencjami i doświadczeniem zawodowym, zdobytym w poprzednich miejscach pracy” - przekazała nam Michejda.

"Moja przynależność partyjna nie była przedmiotem rozmowy"

W Krakowskim Parku Technologicznym wiceprezesem jest Łukasz Słoniowski, który był radnym PiS w Krakowie, ale w wyborach samorządowych w 2018 roku znalazł się poza listą Prawa i Sprawiedliwości. Słoniowski zgodził się odpowiedzieć na pytania portalu RadioZET.pl o okoliczności zatrudnienia w firmie.

Zgłosiłem się samodzielnie do konkursu, w którym uczestniczyło w sumie osiem osób i moja przynależność partyjna nie była przedmiotem rozmowy. Łukasz Słoniowski, wiceprezes Krakowskiego Parku Technologicznego

Słoniowski zaznaczył, że przed objęciem posady nie rozmawiał z żadnym politykiem na temat firmy lub procesu rekrutacyjnego. Dodał, że nikt też nie próbował się z nim w tej sprawie kontaktować. Łukasz Słoniowski stwierdził również, że firma od kiedy w niej pracuje się rozwinęła. „Zatrudnienie w tym czasie wzrosło z 49 osób do blisko 80, wszystkie zakładane cele są osiągane, wskaźniki finansowe także ulegają poprawie z roku na rok. Jest to oczywiście wynik pracy całego Zarządu, nie wyłącznie moich działań” - przekazał nam Słoniowski.

Na pytania nie chciał odpowiedzieć prezes zarządu Zakładów Ceramicznych w Bolesławcu Wiesław Ogrodnik, który zasłonił się pracowniczką działu personalnego. Przedstawicielka firmy stwierdziła, że w zakładach nie pracuje żaden polityk lub członek rodziny polityka – jedynie od kwietnia 2015 do września 2016 w zarządzie spółki był zatrudniony mąż posłanki PO (w firmie pracował też Karol Stasik z PO, były starosta powiatu bolesławieckiego, który był prezesem Zakładów Ceramicznych w Bolesławcu do 2016 roku – red.). Nie wspomniała jednak o związanym z PiS Wiesławie Ogrodniku. Obecny prezes Zakładów Ceramicznych w Bolesławcu w roku 2016 startował z listy Prawa i Sprawiedliwości do Sejmu, a dwa lata później w wyborach samorządowych ubiegał się o fotel prezydenta Bolesławca jako kandydat PiS-u. Na pytania o przynależność partyjną Wiesława Ogrodnika nie uzyskaliśmy w firmie odpowiedzi. Ogrodnika również zabrakło na liście „tłustych kotów”, którą przygotowało PSL.

Prezes zarządu Uzdrowiska Krynica-Żegiestów Wiesław Pióro sam odpowiedział na pytania. Zaprzeczył, by spółka zatrudniała osoby związane z jakąkolwiek partią. „Spółka jako pracodawca kieruje się w zatrudnianiu wyłącznie posiadaniem przez kandydatów, przydatnych dla niej, kompetencji i doświadczenia zawodowego, nie dopuszcza się nierównego traktowania ze względu na takie dyskryminacyjne kryteria jak poglądy polityczne czy związki z partiami politycznymi”. I dalej: „Jednocześnie oświadczam, w swoim imieniu, że nie jestem członkiem najbliższej rodziny posłów lub senatorów PIS lub innej partii politycznej oraz nie byłem nim przed 3 lipca 2021r. Nie jestem również członkiem jakiejkolwiek partii politycznej i nigdy nim nie byłem”. Zapytaliśmy więc, dlaczego „Gazeta Krakowska” pisała o nim w dwóch artykułach z 2015 i 2018 jako o członku PiS. Niestety po tym pytaniu pan prezes zamilkł. W starostwie powiatowym w Nowym Sączu otrzymaliśmy natomiast potwierdzenie, że Wiesław Pióro należał do klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości.

Ze 111 spółek 30 nie zatrudnia nikogo z PiS ani innych partii

W sumie spośród 111 spółek Skarbu Państwa, do których wysłaliśmy pytania, 30 przekazało, że nie zatrudnia i nie zatrudniało członków rodzin polityków PiS lub innych partii ani osób należących do PiS lub innej partii. Rzeczonej odpowiedzi udzieliły Aplikacje Krytyczne, Centrala Farmaceutyczna "CEFARM", Centralny Ośrodek Badawczo Rozwojowy Aparatury Badawczej i Dydaktycznej COBRABID, Centrum Badań i Dozoru Górnictwa Podziemnego, Centrum Techniki Okrętowej, Fabryka Obrabiarek do Drewna, Fundusz Rozwoju Spółek, Kopalnia Soli Bochnia, KUKE – grupa PFR, Meprozet Kościan, Nadwiślańska Spółka Mieszkaniowa, PBTK TRAKT w Szczecinie, PL.2012+, Polski Holding Obronny, Polskie Centrum Badań i Certyfikacji, Polskie Koleje Państwowe, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna, Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej "POLONUS" w Warszawie, Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej w Ostrowcu Świętokrzyskim, Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej w Ostrowie Wielkopolskim, Sklejka Orzechowo, Śląsko-Dąbrowska Spółka Mieszkaniowa, Techfilm, Towarzystwo Finansowe „Silesia”, Uzdrowisko Krynica-Żegiestów S.A., Wałbrzyski Rynek Hurtowy, Warmińsko-Mazurska Specjalna Strefa Ekonomiczna, Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Robót Drogowych, Wojskowe Przedsiębiorstwo Handlowe, Wytwórnia Surowic i Szczepionek BIOMED. Należy zaznaczyć, że w tej puli jest także Uzdrowisko Krynica-Żegiestów, której prezes był radnym klubu PiS. Jest również PL.2021+, która ma w radzie nadzorczej osoby związane z polityką m.in. byłego radnego PiS Michała Górasia. Zatrudnianiu osób związanych z politykami zaprzeczyła też Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna. W maju na czele rady nadzorczej w tej spółce stanął Krzysztof Kaczmarek, który od lat współpracuje w biznesie z mężem posłanki Magdaleny Sroki, rzeczniczki Porozumienia Jarosława Gowina. Takich osób uchwała sanacyjna jednak nie obejmuje.

33 spółki nie udzieliły informacji powołując się na kodeks pracy lub inne przepisy, które zakazują pozyskiwania informacji o przynależności partyjnej lub powiązaniach rodzinnych pracowników z politykami. Odpowiedziały tak Agencja Rozwoju Przemysłu, Centralny Port Komunikacyjny, Drogowa Trasa Średnicowa – DTŚ S. A., Dolnośląskie Centrum Hurtu Rolno-Spożywczego, Enea, Exatel, Grupa Azoty, KGHM Polska Miedź, Krajowa Spółka Curkowa, Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych, Kopalnia Soli „Wieliczka”, LOT Aircraft Maintenance Services, PAiH – grupa PFR, PGE Polska Grupa Energetyczna, PLL LOT, Poczta Polska, Polska Grupa Zbrojeniowa, PKN Orlen, Polski Rejestr Statków, Pomorska Agencja Rozwoju Regionalnego, Pomorskie Hurtowe Centrum Rolno-Spożywcze, PKO Bank Polski, PZU, Przemysłowy Instytut Maszyn Budowlanych, Regionalny Fundusz Gospodarczy, Specjalistyczne Centrum Medyczne im. św. Jana Pawła II, Spółka Restrukturyzacji Kopalń, Textilimpex, Totalizator Sportowy, Wałbrzyska Specjalna Strefa Ekonomiczna INVEST-PARK, Warszawski Rolno-Spożywczy Rynek Hurtowy, Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście, Zarząd Morskiego Portu Gdynia.

„PiS wpływa na naszą spółkę, ale tylko negatywnie”

Rzecznicy największych spółek odpowiadali zazwyczaj suchymi komunikatami o przestrzeganiu RODO i przepisów kodeksu pracy. Zupełnie inaczej nasze rozmowy wyglądały z przedstawicielami mniejszych przedsiębiorstw. Odpowiadali wprost, że nie zatrudniają polityków lub członków ich rodzin. Zdarzały się też przypadki, że odzywał się rozgoryczony prezes lub likwidator. Prezes Metron-Term w Toruniu Leszek Pilarski przyznał, że zdarzały się sytuacje, gdy polityk PiS proponował zatrudnienie pracownika lub wręcz naciskał, by wskazana osoba została zatrudniona.

Co prawda przedstawiciele PiS mają wpływ na funkcjonowanie spółki, ale  tylko negatywny (to długa historia). Nie jest wykluczone, że powodem (niewybaczalnym błędem) jest brak skłonności spółki do zatrudnienia „fachowców” z nadania politycznego. Leszek Pilarski, prezes Metron-Term w Toruniu

Prezes Metron-Termu zapewnił przy tym, że spółka nie zbiera od pracowników informacji na temat ich przynależności politycznej lub rodzinnych powiązań z politykami, „szanując ich wszelakie poglądy i przekonania” – powiedział Pilarski.

Wysłaliśmy pytanie do regionalnego biura PiS w Toruniu i posłów wybranych z list PiS w wyborach parlamentarnych 2019 roku w okręgu toruńskim, czy politycy tej partii ingerowali w działanie spółek Skarbu Państwa w województwie kujawsko-pomorskim. Nikt nam nie odpowiedział.

Rozgoryczenie słuchać też w spółkach, którymi politycy się nie interesują. Chodzi o lokalne PKS-y, od lat znajdujące się w zapaści. Likwidator PKS w Ostrowie Wielkopolskim Marian Torchalski poinformował, że w czasie, gdy zarządza firmą, nigdy nie pracował w niej żaden polityk lub osoba z rodziny polityka. „Spółka zatrudniała nowych pracowników sporadycznie (niemal wyłącznie kierowców autobusów) – stan zatrudnionych pracowników rokrocznie obniżał się średnio o kilkanaście procent. Jak w prawie każdym PKS-ie, ze względu na brak nie tyle właściwej, co jakiejkolwiek polityki wszystkich kolejnych rządów III RP w aspekcie funkcjonowania przewozów międzymiastowych autobusowych (w odróżnieniu do obficie dotowanych przedsiębiorstw autobusowych miejskich oraz kolejowych), od końca lat 90-tych sytuacja nieubłaganie zmierzała ku decyzji o likwidacji lub upadłości, co ostatecznie nastąpiło w lipcu ubiegłego roku” - przekazał Torchalski. Zaznaczył przy tym, że pandemia przyśpieszyła decyzję o likwidacji. „Moim zdaniem najwyżej o kilka lat” - dodał.

„Nepotyzm nie jest szeroki, ale z tego korzysta opozycja”

13 osób to niewiele. Nie tylko w skali 38-milionowego kraju, ale nawet powiatowego miasta. Oczywiście „tłustych kotów” jest więcej, przyznają to nawet politycy PiS, choć wskazują na nepotyzm koalicjantów. Po co więc w świetle kamer wypowiadać wojnę „tłustym kotom”, skoro zwycięstwo okazało się tak skromne? Wyjaśnił to Jarosław Kaczyński. Chodzi o kwestie wizerunkowe. – (Nepotyzm – red.) nie jest szeroki, ale z tego opozycja korzysta, niedawno słyszeliśmy to w Sejmie z przykładami i będzie z tego korzystała. Ta łyżka jest ciągle bardzo mała w stosunku do beczki naszych sukcesów, ale mam wrażenie, że jest coraz większa i trzeba jasno powiedzieć, że jeśli tego nie zmienimy, nie mamy żadnych szans na to, aby wygrać wybory – mówił prezes PiS do działaczy partyjnych na kongresie 3 lipca. Potem przyjęto uchwałę sanacyjną.

Zgodnie z linią wyznaczoną przez prezesa PiS wypowiedział się nasz rozmówca związany z rządem. Irytował się, że faworyzowanie członków rodziny polityków na masową skalę to jedynie mit. – Jedna z dużych spółek skarbu państwa zatrudnia 25 tysięcy pracowników. Wśród nich jest 11 osób związanych z parlamentarzystami. I tu nie rozmawiamy nawet o tym, kiedy te osoby wysłały CV, jak wyglądał nabór. Mamy 11 osób na 25 tysięcy, z czego sześć to ludzie związani z Koalicją Obywatelską, a pięć z PiS. Tak to wygląda w rzeczywistości – przekonywał. Jego zdaniem takich mitów jest więcej. – To nie jest tak, że minister może do rady nadzorczej wsadzić dowolną osobę. Dziennikarze i ludzie sobie wyobrażają, że przychodzi polityk do pana Sasina i podkłada pod nos CV córki czy wnuka i sprawa załatwiona. Nie ma takiej możliwości. Obowiązują ściśle określone reżimy. Trzeba mieć zdany bardzo ciężki egzamin, skończone studia prawnicze, MBA – powiedział nasz rozmówca. Zaznaczył przy tym, że nepotyzm jest „złym zjawiskiem, które należy wypalać żelazem”. – Gra toczy się o to, żeby takich sytuacji było jak najmniej. Pan prezes mówił, że to zjawisko nie jest jakieś masowe. Bo mówimy o członkach rodzin. To nie oznacza, że te osoby trafiły tam po znajomości – stwierdził.

Ministerstwo Aktywów Państwowych nie toczy już wojny z nepotyzmem

Zapytaliśmy w Ministerstwie Aktywów Państwowych, czy kilkanaście osób, które przestały pracować w spółkach Skarbu Państwa, to koniec walki z nepotyzmem. Otrzymaliśmy oficjalny komunikat, który już wcześniej obiegł wszystkie media. „W spółkach podległych Ministerstwu Aktywów Państwowych (uchwała – red.) została wdrożona w zakresie, który dotyczy rad nadzorczych oraz zarządów. Osoby, które są blisko związane rodzinnie z parlamentarzystami PiS (chodzi o dzieci, rodziców, współmałżonków oraz rodzeństwo) nie pełnią już funkcji w organach korporacyjnych tych spółek” - przekazał rzecznik MAP Karol Manys.

Usiłowaliśmy też dowiedzieć się, czy wiceminister aktywów państwowych Andrzej Śliwka, o którym pisano, że ma tropić „tłuste koty” w państwowych spółkach, pracuje nad ustawowymi rozwiązaniami inspirowanymi uchwałą sanacyjną. „Wiceminister aktywów państwowych Andrzej Śliwka nie zajmuje się opracowywaniem rekomendacji ani przygotowaniem ustawy dot. ograniczenia zjawiska nepotyzmu lub innych niepożądanych praktyk w nadzorowanych przez ministerstwo spółkach” – przekazał Departament Komunikacji resortu Jacka Sasina.

„To nie te czasy, gdy w radach nadzorczych zarabiało się niebotycznie”

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że żadna lista nepotyzmu w rządzie nie powstała. Firmy również nie mogą takich list tworzyć, ponieważ nie pozwala na to kodeks pracy i inne obowiązujące przepisy. Jak więc uchwała została wdrożona? – Osoby, których ona dotyczy postanowiły w geście podporządkowania poddać się uchwale. Sami byliśmy tym zdziwieni – przekonuje z pełną powagą osoba związana z rządem. Nasz rozmówca stwierdził też, że kolejnym mitem są wysokie zarobki w radach nadzorczych. – To są bzdury. Już dawno to nie są czasy, gdy się zarabiało niebotycznie. Te posady nie cieszą się wzięciem, bo zarobki są niewielkie, rzędu kilkuset złotych. Chociaż oczywiście nie wszędzie – zastrzegł.

Po uchwaleniu w 2016 roku ustawy kominowej, która ograniczyła m.in. wysokość maksymalnego wynagrodzenia podstawowego członków zarządu, państwowe firmy rzeczywiście wydajną mniej na pensje. Portal Money.pl obliczył, że suma wynagrodzeń wypłaconych członkom zarządów dziewięciu państwowych spółek z WIG 20 spadła z 95 mln zł w 2016 roku do 53 mln zł w roku 2018. Wbrew temu, co sugeruje nasz rozmówca, zarobki nie tylko zarządów, ale także członków rad nadzorczych nie są niskie. Wciąż na państwowej posadzie można bardzo dobrze zarabiać i to nie tylko w przedsiębiorstwach należących do giełdowej elity. Onet wyliczył, że AMW Sinevia, która podlega Agencji Mienia Wojskowego, płaci 5724,91 złotych miesięcznie zasiadającemu w radzie nadzorczej Łukaszowi Kudlickiemu, szefowi gabinetu politycznego Mariusza Błaszczaka. Rada w ciągu roku spotkała się trzy razy, więc za jedno posiedzenie każdy z jej członków zainkasował 11,5 tys. złotych. W przypadku dużych firm, takich jak Orlen, oczywiście zarobki są znacznie wyższe. W spółce kierowanej przez Daniela Obajtka na wynagrodzenia rady nadzorczej przeznaczono w ciągu roku 1 milion 283 tysiące złotych (większość członków otrzymała po 129 tysięcy złotych). Co więcej, jedna osoba może zasiadać w więcej niż jednej radzie nadzorczej. Nie zanosi się więc na koniec tłustych lat w państwowych spółkach.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl