Radio ZET online
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/Radio-ZET-online.html
ZET Film
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Film.html
ZET Grechuta
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Grechuta.html
ZET Hits
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Hits.html
ZET PL
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-PL.html
ZET Soul
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Soul.html
ZET Dance
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Dance.html
ZET Classic Rock
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Classic-Rock.html
ZET Slow
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Slow.html
ZET Gold
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Gold.html
ZET XX-lecie
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-XX-lecie.html
ZET Party
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Party.html
ZET Rock
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Rock.html
Lato ZET
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/Lato-ZET.html
ZET Hot
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Hot.html
ZET Kids
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Kids.html
ZET 2000
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-2000.html
ZET Osiecka
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Osiecka.html
ZET Sade
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Sade.html
ZET Smooth Jazz
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Smooth-Jazz.html
ZET Love
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Love.html
ZET SuperGold
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-SuperGold.html
ZET Classic
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Classic.html
ZET Chopin
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Chopin.html
ZET Rock & Rap
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Rock-Rap.html
ZET Beatles
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Beatles.html
fot. AFP
Lekarze Centrum Zdrowia Dziecka poprosili Polaków o bajki dla chorych dzieci. Na apel odpowiedzieli również słuchacze Radia ZET. Przeczytajcie napisane przez nich bajki, wiersze i historyjki, które przekażemy dzieciom. Piszcie też nowe opowiadania i wysyłajcie na maila info(at)radiozet.pl.
Tu przeczytacie
O TYM JAK CZARNOUSZEK PRZESTAŁ SIĘ BAĆ - Kornel Bąk (fragment)
Czarnouszek w swoim strachu tak się skurczył, że prawie by zniknął! (Był bowiem najmniejszym króliczkiem w całym domu). Ale pomyślał sobie: „Zaraz! Nie mogę tak sobie zniknąć! A co jeśli wtedy trafię do jeszcze ciemniejszego miejsca niż to?! … brr! Muszę kogoś poprosić o pomoc…”. Myśl ta wydała mu się dobra, więc szturchnął śpiącego niedaleko kotka Łatka. „Hej Łatek!... bardzo tu ciemno! I tak się boję, że się kurczę z tego strachu i zaraz aż zniknę! Co mam zrobić?” Łatek był sprytnym zwierzątkiem, zawsze sobie radził sam. Ale nie umiał poradzić nic Czarnouszkowi, bo nie wiedział co to znaczy – bać się ciemności. Jednak zrobiło mu się żal małego króliczka i powiedział: „Słuchaj, Mały, ja się nie boję, bo mam bystre oczy i dobrze widzę nawet po ciemku, ale zapytaj sowy – Bystrookiego Jima, on ci coś poradzi mądrego.” Bystrooki Jim był już starą sową i słynął ze swej mądrości i z tego, że czasami w dzień głośno chrapał.
Czarnouszek udał się do jego gniazda, które mieściło się na szczycie wysokiego, drewnianego zegara – Ding-dinga. Zawołał Jima swoim piskliwym głosikiem i zaraz spojrzało na niego dwoje wielkich jasnobrązowych oczu. „Taaak?” – powiedział niskim głosem Jim. „Co się stało mały króliczku?”. Czarnouszek opowiedział mu więc o swoim problemie. „Roozuumiem” – odrzekł powoli Jim. „Potrzebna Ci zatem Asysta.” -i rozwinął swoje puchate skrzydła szeroko, tak żeby płynnie sfrunąć na dół do Czarnuszka. „Asysta to taka pomoc w trudnych sytuacjach. Co powiesz na to żebym sobie usiadł koło Ciebie i żebyśmy troszkę porozmawiali?” „Wspaniale!!!” – wykrzyknął Czarnouszek. „No no! Tylko ciszej, bo inne zwierzątka śpią”. Jim opowiedział mu o tym, dlaczego nazywają go Bystrookim oraz o tym, co dokładnie widać w ciemności, a później jeszcze sobie trochę rozmawiali, aż króliczek zasnął. I tak działo się jeszcze przez kilka nocy, aż w końcu sowa tylko czuwała przy Małym, gdy on spał.
Pewnego dnia Czarnouszek powiedział do Jima: „Już nie musisz przy mnie czuwać. Dzięki Tobie już czuję się bezpiecznie. Wiem, że to tylko zwykłe drzewo puka w okno czasami, a szafa się nie zmienia w nocy, więc skoro za dnia się jej nie boję to w nocy też nie. Jakbym się jeszcze czegoś bał to dam Ci znać, Jim.”
I w ten sposób mały króliczek, Czarnouszek przestał się bać ciemności. A stary Jim jeszcze wciąż przez wiele dni czuwał i ze swojego gniazda na zegarze Ding-ding patrzył na Małego i na pokój. Pilnował żeby wszystko było w porządku.
Mikuś Motyl i Przyjaciele - Monika Denkiewicz (fragment)
Mikuś Motyl zgodnie z umową zabrał Kasandrę i Kacpra do domu biedronki Beatki.Tam ćmy wyzdrowiały i nabrały nowej radości życia. Mieszkały z Beatką i były bardzo szczęśliwe. Kacper wiedział jednak, że taka sielanka nie może trwać wiecznie. Musieli przecież wrócić do rodziny. Jako ojciec miał na utrzymaniu jeszcze dwóch młodszych braci Kasandry...
Życie na zielonej łące płynęło spokojnie, ćmy planowały wyruszyć w podróż powrotną do domu. Pewnego dnia jednak, nie wiadomo z jakiego powodu zachorowała Kasandra. Jej skrzydła zrobiły się kruche i wiotkie. Nie mogła latać. Lekarz chrabąszcz, którego natychmiast poprosił o pomoc Mikuś, był bezradny.
Wszyscy bardzo się bali o życie i zdrowie małej ćmy. Nikt nie miał pojęcia jak jej pomóc. Kolejna wizyta lekarska niczego nie wniosła. Chrabąszcz powiedział tylko, że nagłe pogorszenie stanu zdrowia ćmy, może być wywołane szarugą na dworze. Kasandra kochała przecież kolory.
Nieco uspokojeni przyjaciele, nie mogli doczekać się wiosny.
Kasandra wyzdrowiała wraz z pojawieniem się pierwszych promieni letniego słońca. Mikuś Motyl był bardzo szczęśliwy. Zaraz po przebudzeniu się Kasandry, powiedział jej, że ją kocha. Ćma odwzajemniła uczucie.Byli szczęśliwi, nie chcieli się rozstawać.
Kacper zrozumiał wszystko. Sam wrócił do rodziny, Kasandra i Mikuś Motyl zamieszkali w kwiecie tulipanu i cieszyli się sobą.
Do uwielbianych przez Kasandrę kolorów dołączył „kolor miłości”.
Ćma i motyl zrozumieli, co znaczy „kolorowy zawrót głowy w przyrodzie”.
Kim pod wodą - Sandra Maśnica
W krainie Znanej żyła pewna dziewczyna, a miała ona na imię Kim. Miała misję, żeby uratować cały wszechświat przed Baltazarem – złym królem syren, który chciał zalać wodą wszystkie lądy, a ludzi zamienić w syreny. Na Kim czekało wiele pułapek. Pewnego dnia Kim dostała wiadomość od swojego przewodnika Łejta.
— Kim! Baltazar znowu coś knuje! Musisz go powstrzymać!
Kim wzięła strój płetwonurka i swoim odrzutowym plecakiem przyleciała nad ocean. Tam czekał na nią jej przyjaciel delfin. Musiała się dostać do pilnie strzeżonej łodzi Baltazara. Płynęli i płynęli, aż znienacka wypłynął rekin.
— O nie! To pewnie przyjaciel Baltazara!
Zaczęli walczyć z rekinem. Kim wzięła rekina za płetwę i wyrzuciła go do Baltazara.
— Pierwsza przeszkoda została pokonana! – powiedziała Kim.
Po pokonaniu rekina Kim musiała odpocząć. Zatrzymała się przy wodorostach. Nagle wodorosty zaczęły się ruszać i złapały Kim za nogę.
— Delfinie ratuj! – krzyknęła.
Delfin szybko przypłynął i próbował wyciągnąć Kim. Rozchylił wodorosty i Kim mogła się wydostać.
Zmęczona Kim usiadła na kamieniu, a tu nagle kamień się rozsunął!
— Zobacz! To tajemnicze przejście. – powiedziała do delfina.
Kim wzięła delfina za płetwę i popłynęli do jaskini. Okazało się, że jaskini broni wielka meduza.
— O nie, zaraz nas poparzy! – Powiedziała Kim.
Delfin się bardzo bał, ale Kim była odważna.
— Zaraz, przecież mam laserową szminkę! – powiedziała Kim.
Wzięła szminkę i pocięła kilka wodorostów. Później związała macki meduzie i mogli spokojnie przepłynąć do jaskini.
Kiedy już byli przy wyjściu zobaczyli łódź. Bardzo byli ciekawi, do kogo ona należy. Podpłynęli bliżej a tu nagle wyskoczyli żołnierze-syreny.
— O nie, to żołnierze Baltazara! – przestraszyła się Kim.
Kim musiała jednak działać. Wzięła patyk i poszła walczyć z żołnierzami. Jednego żołnierza wzięła za ogon i wyrzuciła do jamy rekina a drugiego związała. Kiedy już pokonała żołnierzy mogła z delfinem wejść do łodzi.
Nagle pojawił się dziwny cień, to był cień Baltazara. Był on sto razy większy od Kim.
— Teraz się zacznie ostra walka – powiedziała Kim.
Delfin próbował odwrócić uwagę Baltazara, a wtedy Kim mogła zawiązać jego ogon i ręce wodorostami.
— O nie, jestem unieruchomiony! – krzyknął Baltazar.
Kim zadzwoniła do Łejta.
— Co mam dalej robić? – zapytała Kim.
— Musisz wypowiedzieć magiczne słowo. – powiedział Łejt.
Kim powiedziała magiczne słowo, a wtedy wszystkie złe syreny zamieniły się w dobre. Baltazara zabrali podwodni policjanci, a Kim z delfinem żyli długo i szczęśliwie.
My i Oni - Aleksandra Knap
Różne rzeczy dla nas, Pan na górze pisze.
Dzisiaj szybko biegam, skaczę, gram i słyszę.
Mogę zrobić sama wszystko po swojemu,
Strzelić ładną bramkę, dać piłkę drugiemu.
Są wśród nas też ludzie, którym pomóc trzeba,
By na końcu szlaku trafić tam do Nieba.
Każdy z nas ICH widzi, rozpoznać ICH umie,
Tylko chyba czasem nie zawsze rozumie.
Dzisiaj mogę pomóc, to nic nie kosztuje.
Zrobić coś od siebie, tylko za „Dziękuję’’.
Mogę podać rękę, pomóc wejść do busa,
Oddać kieszonkowe, by się mógł poruszać.
Lecz nikt gwarancji nie może dać na to,
Że się nam nic złego nie przydarzy w lato !
Bo życie na ziemi zna takie przypadki,
I mogą się zdarzyć nawet nam wypadki
Czasem tylko chwila, farta trochę brak,
Czyjaś nieuwaga, zakończy się tak:
Że wiele miesięcy, w szpitalu będziemy,
Chociaż tego przecież tak bardzo nie chcemy.
Wtedy z innej strony świat ten zobaczymy,
Czy nam ktoś pomoże, czy się przeliczymy ?
Czy będziemy mogli wejść na koncert Brodki,
Pokonując tylko „trzy niewielkie schodki’’ ?
Pomyśl zatem o tym, co dajesz bliźniemu,
Czy pomagasz czasem by ulżyć choremu ?
Dzisiaj MU pomogę, coś dla NIEGO zrobię,
A gdy przyjdzie pora ON pomoże Tobie.
Nadzieja jak wschodzące słońce - Piotr Rudnik
Mały chłopczyk pewnego pochmurnego dnia poszedł do lekarza z rodzicami.
Tam dowiedział się, że jest chory i musi na jakiś czas zostać w szpitalu by wyzdrowieć.
Rodzice wytłumaczyli mu, że to dla jego dobra, gdyż w szpitalu pracują ludzie, którzy go wyleczą,
żeby mógł jak najszybciej wrócić do domu.
Na oddziale chłopczyk każdego dnia budził się wraz ze wschodem słońca, był uśmiechnięty i wesoły.
Rozdawał swój uśmiech innym dzieciom, które wstawały po wschodzie słońca.
Raz wstał za późno, cały dzień był smutny i nie uśmiechał się do innych dzieci, chociaż one uśmiechały się
do niego. Następnego dnia dziecko nastawiło sobie budzik w zegarku tak, aby wstało na wschód słońca.
Gdy się obudził i słońca nie było, bardzo się tym zasmucił, ale postanowił że dziś nie będzie ponury.
Zaczął się uśmiechać do kolegów z pokoju, a po chwili za oknem pojawiło się wschodzące słońce.
Wtedy zrozumiał, że tym wschodzącym słońcem była nadzieja i to dzięki niej był wesoły, pogodny i uśmiechnięty.
Na drugi dzień chłopczyk usłyszał dobrą wiadomość, że jest już zdrowy.
Wrócił do domu i od tego czasu nigdy nie był ponurym, smutnym chłopcem.
Gościł na jego buzi uśmiech i zawsze był radosny.
Sosenka - Natalia Derkowska
W lesie ogromnym,
Gdzie nastała wiosna,
Stała młoda i chuda sosna.
Ubrana w brązy, zielenie żywiczne,
Wytknęła wady sobie przeliczne.
Jestem jak tyczka-chuda i mała,
Ohydnym brązem pokryta cała.
Nie mam przyjaciół choć drzew tu pełno,
Chciałam mieć brata,
Bądź dalszą krewną.
Jestem samotna-ale co zrobić?
Gdyby chociaż robaczki
chciały po mnie chodzić
Jestem za niska!
I za szczuplutka!
A w dodatku strasznie malutka
”Przeszła wiosna,
Przeszło lato.
Nastała jesień,
Z kolorową szatą.
Ubrała sosenkę
W igiełki pomarańczowe,
Piękna zazdrościły jej maki czerwone.
Lecz sosna nadal niezadowolona,
Aż wytknęły jej ptaki ze jest szalona.
Nastała zima-leśna kołderka.
Okryła sosnę jak biała derka.
Drzewo zasnęło
Jak niemowlaczek.
Byle do wiosny,
Spać sobie w smaczne.
Gdy wreszcie przyszła,
Zielona wiosna,
Sosna stała się bardzo radosna.
Ujrzała w strumyku,
Swą zieloną koronę.
Ptak na niej usiadł-był to skowronek.
I zawsze już była ona radosna.
Nasza wysoka, zielona sosna.
Autor: Sosenka
W lesie ogromnym,
Gdzie nastała wiosna,
Stała młoda i chuda sosna.
Ubrana w brązy, zielenie żywiczne,
Wytknęła wady sobie przeliczne.
Jestem jak tyczka-chuda i mała,
Ohydnym brązem pokryta cała.
Nie mam przyjaciół choć drzew tu pełno,
Chciałam mieć brata,
Bądź dalszą krewną.
Jestem samotna-ale co zrobić?
Gdyby chociaż robaczki
chciały po mnie chodzić
Jestem za niska!
I za szczuplutka!
A w dodatku strasznie malutka
”Przeszła wiosna,
Przeszło lato.
Nastała jesień,
Z kolorową szatą.
Ubrała sosenkę
W igiełki pomarańczowe,
Piękna zazdrościły jej maki czerwone.
Lecz sosna nadal niezadowolona,
Aż wytknęły jej ptaki ze jest szalona.
Nastała zima-leśna kołderka.
Okryła sosnę jak biała derka.
Drzewo zasnęło
Jak niemowlaczek.
Byle do wiosny,
Spać sobie w smaczne.
Gdy wreszcie przyszła,
Zielona wiosna,
Sosna stała się bardzo radosna.
Ujrzała w strumyku,
Swą zieloną koronę.
Ptak na niej usiadł-był to skowronek.
I zawsze już była ona radosna.
Nasza wysoka, zielona sosna.
BAJKA O KRZYSIU - Gabriela Krok (fragment)
Dawno, dawno temu w wiosce na skraju lasu żył sobie chłopczyk o imieniu Krzysiu. Wiódł szczęśliwe życie, aż pewnego dnia dowiedział się, że jest ciężko chory. Wybrał się do pobliskiego miasta aby zaczerpnąć rady medyka. Medyk ten skierował Krzysia, do wróżki Meli. Wróżka Mela była specjalistką w leczeniu różnych, niezwykłych chorób. Potrafiła wyleczyć najcięższe i najniebezpieczniejsze dla zdrowia przypadki. Chory i bardzo smutny Krzyś poszedł do wróżki. Gdy tylko Mela zobaczyła bladą twarz chłopca od razu zorientowała się, że dziecko ma kłopoty ze zdrowiem. Kazała mu usiąść w fotelu i odprężyć się. Ona w tym czasie ustali co dolega pacjentowi. Mela bardzo dokładnie zbadała Krzysia i oznajmiła że jest chory ma smutkowiscydozę. Wróżka pocieszyła chłopca, żeby niczym się nie martwił. Ponieważ tę chorobę da się leczyć. Krzysiu musi tylko regularnie przyjmować zapisane leki i leżeć w łóżku.
Przez pierwsze kilka dni chłopiec solidnie stosował zaleconą przez Wróżkę kurację, ale po jakimś czasie Krzyś przestał pamiętać o zażywaniu leków. Tabletki były bardzo brzydkie i niedobre, a syrop gorzki.
Mela postanowiła także odwiedzić kolegów i koleżanki z klasy Krzysia. Opowiedziała im, że Krzyś jest chory na głęboki smutek i bardzo potrzebuje ich towarzystwa. Koledzy wymyślili, że codziennie będą odwiedzać chłopca, przynosić mu lekcje i opowiadać o wszystkich wydarzeniach w szkole z naciskiem na te najweselsze.
Od tamtego czasu stan Krzysia bardzo się poprawił. Chłopiec zrobił się radosny i nabrał chęci do życia. Dwa miesiące później Krzysiu był już zdrowy i bawiła się na podwórku ze swoim przyjacielem. Choroba pomogła zdobyć Krzysiowi przyjaciół, gdyż zgodnie z powiedzeniem „prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie”. Krzyś nauczył się także radzić ze smutkiem. Nigdy nie wolno zamykać się w sobie i tłumić emocje ponieważ działa to na nas bardzo niszcząco. O każdym problemie warto rozmawiać z drugą osobą.
Miłość - Aleksandra Wątorowska
Mały kangurek z kieszonki listek od mamy wyciągnął,
Spojrzał na niego ze smutkiem i cichutko westchnął.
Jego mama chora leży daleko od domu,
A kangurek listek trzyma przy sercu nie mówiąc nikomu.
Nagle, wiatr porwał listek i kangurek zapłakał...
Prawdziwa miłość-to nie tylko listek,
Prawdziwa miłość-to mieć w sercu na nią miejsce.
Pamiętnik żółwicy Tuptusi - Anna Żmuda (fragment)
14.03.05 r.
Dzisiaj się działo. Obudziłam się ze snu zimowego. Nie miałam ochoty już dłużej spać. Zaczęłam chodzić po domu. Poszłam do pokoju Pawła. Zostałam wygoniona. Potem poszłam do Ani. Dochodziłam już do jej pokoju. Ona wtedy weszła do domu, bo nie było jej w mieszkaniu, ponieważ była w szkole. Nie zauważyła mnie. Szła do swojego pokoju. O mały włos, a zostałabym spłaszczona. Na szczęście Ania szybko podniosła nogę i udało mi się uniknąć nieprzyjemnej sytuacji. Niestety, zostałam zaniesiona do dużego pokoju. Potem znalazłam liść paprotki. Zaczęłam go oglądać, bo nie wiedziałam, co to. Zaczęłam to jeść.
Zrobiło mi się niedobrze. Ania dała mi sałatę i nie czułam już, tego okropnego smaku. Później zmęczona położyłam się w kącie. Zasnęłam. Kiedy się obudziłam, w telewizji były wiadomości. Jak zwykle było o tym, że w Polsce panuje bieda, że jacyś złodzieje napadli na bank. Gdyby żółwie zapanowały na światem, nikt by nie wiedział co to bieda, zło i wojna. Nie rozumiem tego, czemu ludzie mają władzę, a nie zwierzęta. My zwierzęta jesteśmy od ludzi mądrzejsze. Zdenerwowana, postanowiłam założyć ze znanymi mi zwierzątkami, klub. Klub nosi nazwę „Przeciwko ludziom”. Oczywiście nie jesteśmy przeciw swoim właścicielom, ale czasem też trzeba być przeciw nim. Są to takie momenty, gdy nie dostajemy jedzenia i gdy nie chcą nas głaskać. Podsłuchałam pewnej rozmowy Ani i jej mamy. Zastanawiały się czy kupić psa, czy królika. Czy ona nie wiedzą o tym, że to ja jestem najważniejsza? Zawsze ja byłam ich pupilem, a teraz? Na pewno o mnie zapomną! Już mnie nie będą kochać, a ja już nie będę mieć rodziny. Pewno wyrzucą mnie z domu, albo zje mnie ten pies albo królik. Będę płakała...
Skrzaty -Bożena Szymaniak
Nocą w lesie żyją skrzaty.
wystrojone w dziwne szaty.
To są śmieszne krasnoludki
co sięgają do pięt mrówki
bo ich wzrost jest tak malutki.
Kapelusze duże mają
w nich komicznie wyglądają.
By podkreślić swą urodę
jeszcze noszą długą brodę.
Mech za łóżko skrzatom służy
choć on przy nich bardzo duży.
Nocną porą las zwiedzają
wszystko w koło podziwiają.
Żarty skrzatów się trzymają
boki ze śmiechu zrywają.
Kiedy niedźwiedź mocno chrapie
skrzat pod pięty jego drapie.
Lubią chodzić na jagody
by smakować z nich osłody.
Rosę zawsze popijają
i swobody używają.
Świat wspaniały mają one
lecz to wszystko wymyślone.
Myślę że ich polubiłeś,
wyobraźnię obudziłeś.
I żałujesz pewnie tego,
że nie spotkasz skrzata swego.
LEŚNE OPOWIEŚCI - Irena Andrzejewska
W pewnym lesie jak wieść niesie, śmieszne rzeczy się zdarzają
i niech wszystkie dzieci o tym posłuchają.
Leży lisek w swojej norze, z wielką plamą na honorze,
bo z kurnika przyniósł kurę, która miała sztuczną skórę.
Na gałęzi siedzi sowa, tak ją bardzo boli głowa,
Całą nockę przegadała, gdyż z puchaczem randkę miała.
Dzięcioł wyszedł znów do pracy, z kornikami się zobaczyć,
Wkrótce znajdzie ich mieszkanie, razem z nimi zje śniadanie.
W środku lasu na polanie, piknik mają cztery łanie,
Jeleń rogi swe pucuje, na przyjęcie się szykuje.
Stary komar głośno brzęczy, tak się biedak strasznie męczy,
Nie dla niego są wakacje, gdy zakwitły już akacje.
Robotnica – mrówka mała, z żukiem spotkać się nie chciała,
Bo Królowa zabroniła, by po lesie się włóczyła.
Idzie jeżyk szybkim krokiem, patrzy w prawo lewym okiem,
Potem prawym spojrzał w lewo i uderzył prosto w drzewo.
Gdy gajowy spotkał wilka, porozmawiał z nim chwil kilka,
Mówił mu ,że babcia chora – trzeba dzwonić po doktora.
I tak mija dzień za dniem, cicho szumią drzewa,
Dzień za nocą goni i wiatr piosnki śpiewa.
PRACOWITE MRÓWKI -Przemysław Bernat
W lesie przy kamieniu spotkały się mrówki,
więc zaczęły toczyć poważne rozmówki.
I tak dyskusja mocno rozgorzała,
która z nich najwięcej się napracowała.
Ja to przez dzień cały od samego rana
przeniosłam już sama całą stertę siana.
A potem wam powiem, że też nie wiem czemu
nosiłam na plecach cały słoik dżemu.
Druga zaś twierdziła, że to mało wszystko
bo ona robiła z patyków mrowisko.
Nosiła też wodę z nad brzegu strumienia,
a przed skwarem ją chronił tylko cień kamienia.
Trzecia mrówka tak ciężko zaś się spracowała,
że nawet ochoty rozmawiać nie miała.
Powiedziała tylko, że sama malutka
nosiła arbuzy z wiejskiego ogródka.
I tak na dyskusjach cały dzień spędziły,
aż się okazało, że nic nie zrobiły.
BAJKA O GĄSCE - Alina Kruk (fragment)
W wielkim lesie, w środku lata, przyszła kiedyś do krasnali gęś siodłata. Szara gąska niesłychanie się martwiła, bo przed lotem w ciepłe kraje swoje piórka utraciła. Nie ma piórek już w ogonie, lis Sambuła porwał je do nory i bez szarych swoich piórek już nie lata od tej pory.
Żal zrobiło się krasnalom gąski co nie mogła latać i zabrały ją do lasu tam, gdzie stała mała chata. Koło chatki krytej strzechą rosły kwiatki niezabudki. W niej mieszkały już od dawna dwa malutkie krasnoludki. Każdy w lesie o tym wiedział, czy to w zimie, czy to w lecie, że krasnale pomagają temu co się znalazł w biedzie. Gąska też wiedziała o tym bo jej sroka powiedziała, więc z ogromną swoją biedą do krasnali się udała.
Mówił krasnal do krasnala ( takie były ich zwyczaje) gąska tu nie może zostać musi lecieć w ciepłe kraje. Każdy krasnal jak wiadomo ptaków dużą zna gromadę, więc zwołali swych przyjaciół koło dębu na naradę.
Przyleciała stara sowa co z mądrości siwa była, sroka, wrona, dzięcioł, trznadel, przepióreczka, zięba mała. Nie policzę wszystkich ptaków co przybyły na polanę, gdzie pod starym rosłym dębem rozpoczęło się zebranie.
Głos zabrała stara sowa i tak rzekła do zebranych: chytry lisek jak wiadomo gąski piórka trzyma w domu. Trzeba sprawę tak obmyślić by je zabrać po kryjomu.
Jak to zrobić! pisnął dzięcioł skrzydłem drapiąc się po czole. Jak chytrego przecież lisa tak po prostu wywieźć w pole?
Lis jest chytry to jest prawda, ale nas jest tu gromada - tak pisnęła mała zięba - więc nam bać się nie wypada. Weźmy wszyscy się za skrzydła każdy niech ostrzy pazurki. Jak nas takich lis zobaczy to ze strachu odda piórka. Wiem gdzie mieszka ten niecnota – na polanie koło sosny - wiem na pewno bo w tym roku smaczne tam jagody rosły. Podpatrzyłam tego drania co ma chytrą mordę lisią. Mogę was tam zaprowadzić- daję słowo- choćby dzisiaj.Usłyszawszy skargę gąski niedźwiedź złapał się za głowę i powiedział - moi drodzy - pewnie, że wam dopomogę. Mam ja stare porachunki z wilkiem i chytrusem lisem więc pomogę wam tym bardziej, słowo daję, choćby dzisiaj.
Nie minęło godzin kilka lis Sambuła rzekł do wilka. Mój sąsiedzie dobrodzieju poczekaj tu bardzo proszę, a ja pójdę do spiżarni do jedzenia coś przyniosę. Nie mam nic tu w mojej norze bo się trochę boję psiarni, więc jedzenie trzymam z dala, koło sosny, w mej spiżarni.
Jak powiedział tak też zrobił i do sosny zaraz ruszył, a po drodze miótł ogonem dla większego animuszu. Kiedy się do sosny zbliżył i chciał dać do spiżarni nurka, wtedy orzeł sfrunął z nieba i zapytał go słodziutko, lisku, gdzie są gęsi piórka?
Lis Sambuła przestraszony chciał ze strachu dać drapaka, ale z wielkiej tej bojaźni tylko się zaplatał w krzakach. Widząc, że nie umknie szybko, nie osiągnie nory celu, wniebogłosy zaczął krzyczeć ratuj wilku przyjacielu!
Wilk zobaczył co się dzieje i przypędził na ratunek lecz po drodze spotkał misia, który go uprzejmie spytał - jaki koleś ma frasunek?
Na to wilk skuliwszy ogon omijając krzaków szereg, odpowiedział cichuteńko - nic ja idę na spacerek. Potem nurka dał w te krzaki, aż za nim dudniła ziemia, wszyscy wiedzą, że do dzisiaj tego wilka w lesie nie ma. Lis Sambuła przestraszony kiedy się wyzwolił z krzaków, pognał w drugą stronę świata, odtąd po nim nie ma znaku.
Wtedy ptaki w lisiej norze odnalazły piórka gąski. Krasnoludki bez wahania wpięły jej w ogonek wąski. Zaraz też się pożegnała, takie były jej zwyczaje, a że się skończyło lato, poleciała w ciepłe kraje.
Królowa nocy - Joanna Kasjaniuk (fragment)
Chłopiec popatrzył na rodziców i pomyślał, że oprócz zmęczenia trapi ich jakieś zmartwienie: tato ciągłe spoglądał na słońce i na zegarek a mama nerwowo wycierała talerze. Co im się stało ?-pomyślał. Dłużej się nad tym nie zastanawiał. Wziął piłkę i pobiegł do ogródka pobawić się z Rudzikiem. Piesek z początku bawił się piłką, ale po chwili zmęczony położył się pod drzewem i nie chciał się nawet ruszać. Wtedy chłopiec uważniej przyjrzał się temu co dzieje się w ogródku. A nie działo się nic: ptaki nie śpiewały, owady nie bzyczały a wszystkie kwiaty w ogródku mamy zwiędły. Piotruś wbiegł do domu z krzykiem:
-Mama, mamo twoje kwiaty zwiędły ! Trzeba je podlać !
-Uspokój się synku. Zaraz je podlejemy - powiedziała mama. Gdy podlali kwiaty i schowali się w domu przed słońcem, tata zmartwionym głosem powiedział:
-Jeżeli nie nadejdzie noc to wszystkie kwiaty w ogródku zginą.
-Dlaczego tak mówisz tato ?
-W nocy wszystko co żyje odpoczywa: rośliny, zwierzęta, ludzie. Od 24 godzin jest dzień. Zwierzęta i ludzie mogą schować się przed palącym słońcem ale kwiaty czy drzewa nie mogą tego zrobić. Nie wiem co się stało, że ziemia się zatrzymała ale mam nadzieję, że to tylko chwilowe.
-Co to znaczy, że ziemia się zatrzymała ?
Tata wziął piłkę a Piotrusiowi wręczył zapaloną latarkę.
-Wyobraź sobie synku, że ty jesteś Słońcem a ta piłka to Ziemia.
-To Ziemia jest piłką ?
-Ależ nie synku, ziemia jest tylko okrągła tak jak piłka.
Tata różowym flamastrem narysował na piłce kropkę.
-Wyobraź sobie Piotrusiu, że ta kropka to jest nasz ogródek. Jeżeli będę obracał piłką a ty będziesz na nią świecił, to ten ogródek będzie raz oświetlony a raz nie. Tak właśnie powstaje dzień i noc. Jeżeli zatrzymam teraz Ziemię to jedna jej połowa będzie oświetlona a druga nie. I tak właśnie dzisiaj się stało.
-Tatusiu a czy po drugiej stronie Ziemi też mieszkają ludzie.
-Tak synku. Teraz tam jest noc.
Piotruś bardzo się zamyślił.
-Skoro u nas ma być cały czas dzień to ludzie z drugiej strony Ziemi będą cały czas w ciemności i nie zobaczą już słońca.
-To prawda –powiedział tata
Chłopiec pobiegł szybko na górę do swojego pokoju.
-Królowo Nocy, gdzie jesteś !?
-Tu jestem, tuż za tobą.- była bardzo blada i nie pachniała już maciejką.
-Królowo Nocy dlaczego tak się stało, chciałem przecież dobrze.
-Zauważyłeś, że noc jest bardzo potrzebna.
-Tak, ale najbardziej zmartwiło mnie to, że przez moje życzenie są ludzie, którzy nie zobaczą już nigdy słońca.
-Masz dobre serce Piotrusiu. W nagrodę spełnię jeszcze jedno twoje życzenie. Ale tym razem dobrze się zastanów.
-Chciałbym, żebyś cofnęła czas do tej chwili kiedy mnie odwiedziłaś i żeby było tak jak kiedyś. Czy możesz to zrobić dla mnie?
-Zrobię to z przyjemnością.
Znowu była noc. Chłopiec leżał w swoim łóżku a Królowa Nocy siedziała przy nim .
-Czas się pożegnać Piotrusiu-powiedziała
-Czy już mnie nigdy nie odwiedzisz?
-Kto wie, może kiedyś się jeszcze spotkamy. Ale zanim odejdę dam ci jedną radę. Jeżeli znów będą cię dręczyć straszydła to wypowiedz to zaklęcie: „Chcę ,aby Królowa Nocy wygoniła straszydła ze swojego królestwa”. A najlepiej wyobraź sobie, że tych straszydeł po prostu nie ma. To ludzie je wymyślili.
-Dziękuję ci. Na pewno tak zrobię. Znowu pachniesz maciejką!
-Bo maciejka pachnie tylko w nocy. Pocałowała go w policzek i zniknęła.
"Julka i niezapominajka" - autor Elek
Juleczka, choć jeszcze bardzo mała dziewczynka, była bardzo mądrym dzieckiem. Jej rodzice byli z niej bardzo dumni, sprawiała im tyle radości i dawała dużo miłości. Miała jednak jeden problem, który sprawiał jej dużo przykrości. Bardzo lubiła pomagać swojej mamusi w drobnych zakupach, lecz nie mogła zapamiętać co mamusia kazała jej kupić. Jeśli było to więcej jak trzy rzeczy, dziewczynka stawała w sklepie i nie mogła sobie przypomnieć czego potrzebuje. W drodze powrotnej do domu płakała, była smutna, że mamusia będzie jej to miała za złe, że ją zawiedzie. Ale tak nie było. gdy dziewczynka opowiedziała o swoim problemie rodzicom, tatuś poradził dziewczynce, co ma zrobić, aby jej problem znikł. Zaproponował, aby Julcia zrywała na łące, przez którą przechodzi do sklepu śliczne kwiatuszki i jakże adekwatne do sytuacji dziewczynki.Były to niezapominajki. Posłuszna córeczka zrobiła kolejnego razu tak jak doradził jej tatuś. Miała kupić pięć rzeczy więc zerwała pięć pięknych, pachnących kwiatuszków. I co się stało..? Julcia o dziwo, stojąc w sklepie i prosząc panią o produkty nie zapomniała o żadnym! Hurrra! Hurrra! Krzyknęła dziewczynka. To pomaga, to naprawdę pomaga. Tym razem dziewczynka nie płakała wracając do domu lecz skakała z radości. Mamusiu! Mamusiu! - wołała będąc blisko domu- mamusiu, nie zapomniałam o niczym-cieszyła się Julcia.
Julii nie pomogły kwiatki lecz jej wiara w to, że one właśnie zlikwidują jej problem. Mocno w to wierzyła i dlatego jej zmartwienie niedługo zniknęło. Każdego kolejnego razu idąc do sklepu, zrywała swoje ulubione kwiatki. pokochała je, bo one przywróciły jej radość i wiarę w siebie. I Ty, kochany czytelniku, chłopczyku, dziewczynko, też miej taką swoją "niezapominajkę"., a może inną rzecz, która sprawi, że znów się uśmiechniesz.
OLIMPIADA BAJEK -Piotr Godlewski
Wpada na rynek zziajany grajek
Wyjmuje trąbkę i dmie w nią z dumą
Bo Olimpiadę dla wszystkich bajek
Musi ogłosić szybciutko tłumom
Zbiegły się bajki z całego świata
Słuchają trąbką zaczarowane
Nic ich nie wzruszy- nawet strzał z bata
Tak w hejnał trąbki są zasłuchane.
Będą więc walki bajek z bajkami
Już się Knyps z czubkiem na podium wspina
Obok Kopciuszek swymi nóżkami
Mknie do karety, a gęś Balbina
Krzyczy do Ptysia, żeby się spieszył
Królowa Śniegu w swoim powozie,
Że aż mróz wszystkie bajeczki przeszył
Sunie do podium w iskrzącym mrozie.
Lecz nagle bajkom cieplej się robi
Bo Wilk z zającem stają w zawody
Piękna syrenka na wodzie żłobi
Ślad złotej rybki wyjętej z wody.
Przyszła dziewczynka z zapałkami
Chce też startować, bo ma prawo
A Miś Uszatek z kolegami
Biją dzielnej dziewczynce brawo.
Wtem grajek trąbkę od ust ujmuje
Księżyc oświetla gwiazd niebo warte
Na nim Twardowski tak podsumuje:
Igrzyska uważam za otwarte
Bambaryło - Mariusz Silwanowicz
„Witam" wszystkim mówię wam,
bajkę dzisiaj dla was mam.
Hen daleko obok wzgórza
rosła piękna mała róża.
Na rozstaju dróżek dwóch
gdzie brzęczało stado much,
coś tam nawet kiedyś było,
teraz mieszka Bambaryło.
Tutaj w małej swej chateczce
miał wielgaśną mleka beczkę.
Z niej jak zawsze se nalewał,
nawet gdy zły humor miewał,
do obiadku szklankę mleka
- spójrz jak teraz strasznie beka,
bo się nażarł mięsa jeszcze,
aż po plecach idą dreszcze.
Wszystko zagryzł to ogórkiem,
szybko do kibelka pędzi,
bo mu sraczka leci ciurkiem,
aż go dupa strasznie swędzi.
Ciągle teraz w kiblu krzyczy
i do Boga także ryczy,
że już mleka nie popije,
bo nogami się nakryje.
Już morałów pełna teka:
„Gdy jesz mięso, nie pij mleka".
Karteczki - Andrzej Gers
Leżały karteczki na półce: ładniutkie, czyściutkie i białe
I miały marzenia w serduszkach by dojrzeć widoki wspaniałe
Zobaczyć i drzewa szumiące i domy i ptaki i lasy
By wyjść na słoneczko, popatrzeć i gdzieś polecieć na wczasy .
Ale na półce leżały i cichuteńko płakały.
W snach mogły zobaczyć świat piękna: usłyszeć melodie wśród trawy
I różne im śniły się rzeczy : sam spytaj gdy jesteś ciekawy.
Wiedziały: z tych samych karteczek ktoś zrobi przepiękną książeczkę
Ktoś inny zeszyty, kalendarz I statek co puści na rzeczkę.
Ale na półce leżały i cichuteńko płakały.
I przyszedł dzień wymarzony, co w snach tylko dział się na niby
Bo o tym mówiły jedynie ślimaki, motyle i ryby.
Ktoś z półki wziął białe karteczki by więcej się już nie smuciły
Bo chciał by marzenia karteczek nareszcie się im spełniły.
Na półce już nie płakały chociaż cichutko leżały.
To były pomysły i plany, to sposób na kartek kłopoty
i… zrobił. Jak myślisz co zrobił ? – przepiękne dwa samoloty.
I już na półce dwie kartki spokojnie nie leżały
Bo gdzieś w przestworzach pod niebem razem z ptakami latały.
Nie płaczcie gdy macie marzenie
Czekajcie na jego spełnienie.
Alkochochlik - Magdalena Sobolewska
Była sobie Rodzina Państwa Puchatych: Tata- Pan Puchaty, Mama- Pani Puchatkowa, Synek- Puszek i Córeczka Pusia. Mieszkali w ciemnym lesie w dużej jaskini. Chcecie wiedzieć kim byli?
Były to cztery duże, wspaniałe bardzo puchate misie, futerko miały brązowe, duże oczy koloru czekolady i uśmiechnięte buzie. Jak to bywa w rodzinie, przeżywali zarówno dobre jak i złe chwile. Starali się wspólnie pokonywać trudności, a kiedy problemy ich przerastały ,pomagała im Mądra Sowa, mieszkająca w dziupli starego dębu. Pewnego razu Tata- Pan Puchaty długo nie wracał z pracy. Pani Puchatkowa z niepokojem wyglądała przez okno. Obiad wystygł, a misia nie było. Mama z dziećmi postanowiła wyruszyć na poszukiwanie Taty. Przeszukali cały las, ale nigdzie nie znaleźli Pana Puchatego. Bardzo się zmartwili. Postanowili udać się po pomoc do Mądrej Sowy. Sowa pokiwała głową i powiedziała:
-Uhu! Pomogę Wam! Wiem gdzie jest Pan Puchaty!
I zaprowadziła misie do gospody "U Lisa Chytrusa". W gospodzie siedział Pan Puchaty, pijąc alkohol. Misie z przerażeniem zobaczyły ,że nad butelką unosi się coś na kształt ducha, i zapytały:
-Kto ty jesteś?
-Alkochochlik- odpowiedział duch.
-kto pije alkohol, ten już nie może się ode mnie uwolnić i robi to, co mu każę.
Misie przeraziły się. Zrozumiały , dlaczego Pan Puchaty nie wrócił do domu. To Alkochochlik miał nad nim władzę. Pobiegły do Mądrej Sowy.
-Sowo! Ratuj misia!- krzyknęły.
-Zawładnął nim Alkochochlik!
Sowa nałożyła okulary i powiedziała:
-Sami nie dacie rady. Pomogę wam. Porozmawiam z misiem, bo tak naprawdę to on sam musi rozprawić się z Alkochochlikiem. I Sowa odleciała.
Wieczorem Tata wrócił do domu. Wszyscy bardzo się ucieszyli, ale też z niepokojem zastanawiali się co dalej się wydarzy. Tata Miś powiedział.
-Moi mili! Wstąpiłem do Klubu Zdrowych Misiów. Posłuchałem rady Sowy i byłem już na pierwszym spotkaniu. Były tam też inne misie, a nawet jeż, wilk i wąż. Wszyscy próbują uwolnić się od Alkochochlika. To trudne zadanie. Mam jednak nadzieję, że sobie poradzę. Trzymajcie za mnie kciuki!
Jak Jerzy jeż zającowi rower ukradł - Jolanta Pabian
Żadną wiosenką tak kwiatki na łące nie pachniały,
Żadnym południem tak zwierzątka się nie uwijały.
Dzień ten był nadzwyczaj ciepły i tak bardzo radosny,
W każdym zakątku lasu pachniały buki i sosny.
Więc zajączek, nasz przyjaciel, wsiadł na swój żółty rower
I pomyślał: „wycieczkę po tym lesie sobie zrobię”.
Ruszył polną drogą, pedała dwa mocno nacisnął
W siodełko swojego roweru mocno się wcisnął.
Jedzie w głąb lasu, atmosferą mile połechtany
I widzi obok ścieżki jeża a jeż załamany!
Zsiadł zając z roweru, potknął się nasz mały biedaczek
I czuje jak mu przez futerko serduszko kołacze
Pyta zapłakanego jeża co się tutaj stało:
„Mojej ukochanej ciotuni łapkę się złamało!
Pożycz tego roweru ja tam w te pędy pojadę
I prędko do chorej ciotki na rowerku dojadę”.
Zając zgodził się tylko po to by jeżowi pomóc,
Aby biedaka załamanego rowerem wspomóc,
Ale teraz idzie na łapkach i straszliwie jęczy
Nie ma roweru, daleko od domu, a ból męczy.
Potknął się biedaczek, cały czas mu się nogi plączą,
Modli się, bo zaraz z głodu kiszki mu się też włączą.
W końcu w lesie się zagubił, usiadł sobie pod dębem,
Płacze i krzyczy, jęczy i ubolewa nad zębem:
„Och jak mnie ten ząb boli, łapek już wcale nie czuję,
Tak się boję tych ciemności, że własny język żuję”.
Łezki zajączka naszego w ziemię lasu wsiąkają,
Wszystkie kwiatki w jego pobliżu nagle ożywają
I śmieją swoje buźki do przyjaciela zajączka,
A on nie widzi nawet przechodzącego pajączka,
Tylko na swoim niezmiernym bólu nadto się skupia
I ani mu się śni o miłych figlach i wygłupach.
Nagle przechodzi obok zająca rodzina jeży
„Zaraz ich mamusia z mym straszliwym gniewem się zmierzy”.
Zajączek więc czym prędzej wstał i szybko podbiegł do niej,
Zaczął opowiadać to wszystko, a ona mu: „wolniej”.
Zwolnił więc i opowiada, o rower bardzo prosi,
A mama tego niesfornego jeża tak się złości:
„Zajączku, mojego urwisa od rana tu nie ma
Nie widziałam w całym tym lesie nawet jego cienia!
Radzę ci, zapytaj niedźwiedzia, ten wszystko tutaj wie,
Ą Bo przecież on też królem lasu nie na próżno się zwie!”
Jeże w dalszą drogę do swego domu podreptały.
Zajączek do niedźwiedzia pędzi - cały zapłakany.
I wytłumaczy „brązowemu”, że mu niegrzeczny jeż
Rower ukochany zabrał i wjechał nim w duży bez,
Kierownicę piękną urwał, nową farbę odrapał
A potem odjechał - ledwie na zakręcie tchu złapał.
„Jerzy jeż z tego lasu rower ci zabrał powiadasz”
Pyta miś. „A bajek ty zajączku nie opowiadasz?”
Zając zmieszał się lekko, ale wersji się tej trzyma,
Krzyczy ciągle to samo: „To jest tyko jeża wina!”
Więc niedźwiedź z zającem wyszli szukać
Jeża, do drzwi jego wszystkich leśnych przyjaciół pukać.
A jeż Jerzy przepadł w tym lesie zupełnie bez śladu
Co dziwniejsze – wcale jeszcze dzisiaj nie jadł obiadu.
Niedźwiedź tupie nogą i się już strasznie denerwuje.
Obgryza też paznokcie, bo zajączek lamentuje
„Mój rower szybki i wspaniały! Rower mi zabrali!
Nową i piękną żółtą farbę z niego odrapali!”
Nagle z krzaków uśmiechnięty Jerzy jeż wyskakuje,
Śliczny i nienaruszony rower mu pokazuje.
„Masz tu kochany rower, wstydź się bajki opowiadać!
Swoją własną wygodę nad prawdę ludzką przekładać!”
Piłka - Lidia Łosiewska
Biega , krzyczy Zuzia mała.Właśnie piłkę
dziś dostała.Rzuca w górę i o ściany,ależ malec roześmiany.Piłka skacze
, w kat ucieka,pogoń za nią to uciecha. Kolorowa niczym tęcza , mała
lekka i mięciutka, hop! złapała ja dziewczynka i przytula ją do
brzuszka. W male rączki ją chwyciła i na półkę położyła. --- "Żaba"---
Na podwórku jest kałuża. Wielka żaba łeb wynurza.Oczy wielkie jak
korale, buzia duża niebywale. Wyskoczyła na traweczkę, poskakała se
troszeczkę.Dużą muchę zobaczyła , w lot językiem ją chwyciła. Rozejrzała
się wokoło, poskakała jeszcze w koło.To dżdżownicę zobaczyła , i ślimaki
pozdrowiła. Wesolutka i szczęśliwa na słoneczku odpoczywa. Pełen
brzuszek żabka miała , teraz zdrzemnąć by się chciała.---"
Dżdżownica"--- Kto to w trawie dziurki robi,spędza w ziemi całe życie?.
To dżdżownica cienka , długa,spulchnia ziemię pracowicie. Słońce dla
niej,to śmierć bliska, wyschnąć może na sucharek. Drobny deszczyk małej
gliście , wielką radość daje.Pożyteczny jest z niej stworek i wspaniały
z niej robaczek.Lecz uważać glista musi , by jej nie zjadł jakiś
ptaszek.---"Sroka"--- Wrzeszczy soka, podskakuje , ona pewnie wiosnę
czuje.Już swe gniazdo wykończyła,pięć jajeczek w nie złożyła.Mama jaja
wysiaduje , Tata dzieci oczekuje.Tak minęły trzy tygodnie , w gniazdku
widać główki głodne.Małe sroczki łakomczuszki zawsze mają głodne
brzuszki.Ich rodzice niestrudzenie , łapią muszki na życzenie. Ptaszki
ciałka nabierają w piękne piórka obrastają.Już zaczyna być im ciasno ,
czas opuścić własne gniazdo. --- "Kotka Tekla" ---Leży Tekla wciąż
markotna , czeka kiedy będzie wiosna. W szare niebo się wpatruje ,
promyk słońca wypatruje.Osowiała i leniwa mruczy sobie , łapką
kiwa.myszy wcale się nie boją , harce robią , kpiny stroją. W kłębek
cała się zwinęła , uszka takze podwinęła. Nic nie widzi , nic nie słyszy
, chrapie smacznie w takiej ciszy . Przyszła pani mleczka wlała, kotka
ledwie co spojrzała. Hop! skoczyła zwinna kotka i podeszła w stronę
spodka. Mleczko ciepłe wychlipała ,i lenistwu się oddała.
BAJKA O ZAJĄCZKU TITUSIU - Dagmara Chmielewska
Była raz sobie dziewczynka mała, co sama spać się strasznie bała
i na nic były mamy czytanki a także taty kołysanki.
Tata kołysał, na rękach nosił, o zamknięcie oczek ją prosił.
A zapalona lampka różowa otuchę nieść zawsze była gotowa.
Jednak wbrew temu wszystkiemu dziewczynka mała
do snów krainy udać się nie chciała.
I nagle odezwał się mały miś: Dziewczynko czemu Ty jeszcze nie śpisz?
księżyc już świeci, gwiazdki migają, do snu zabawki się układają.
Myszka ubrana w nocną koszulę do misia Fisia tuli się czule,
koniki Pony po dniu rozrabiania przygotowują się także do spania
i nawet klocki porozrzucane wydają się wszystkie bardzo zaspane.
A motyl nad łóżkiem się unosi, do snu gotowy, o ciszę prosi.
Zabawki już dosyć tego miały i pomóc dziewczynce bardzo chciały
i mimo, że śpiące wszystkie były, pilną naradę zarządziły.
Szybko się na dywanie zebrały i spośród siebie zajączka wybrały.
Trochę był mały i zakurzony bo w kącie biedny leżał rzucony,
lecz uszka miał duże, miłe pluszowe do przytulania były gotowe.
Gdy go dziewczynka zobaczyła to do policzka wnet przytuliła,
uszka wcisnęła między paluszki, no i wtuliła się do poduszki.
Oczka zamknęła, od razu spała bo tego zajączka przy sobie miała.
Od tego czasu się nie rozstają i noce całe z sobą spędzają.
A ta dziewczynka to moja córa i kiedy pod kołdrę daje nura
to choć już jest duża, to na podusi zawsze zajączka przy sobie dusi.
Zajączek choć już mocno sfatygowany, nazywa się Tituś i jest ukochany.
Więc się nie wstydźcie moi kochani, że z przytulanką śpicie czasami.
Kiedy Wam smutno przyjaciel pluszowy w każdej chwili pocieszyć gotowy.
Wiara do końca - Marek Fibic
Tak wielki smutek serce przechodzi
Gdy się na oddział dziecięcy wchodzi
Takie małe i całkiem bezbronne,
Leżą w łóżeczkach na półprzytomne
A serce matki z bólu wciąż szlocha
Bo każda matka dziecko swe kocha
Niech szybko wrócą do pełni siły
By tu już długo nie zabawiły
Miej je w opiece Stróżu Aniele
By nie cierpiały tutaj zbyt wiele
A wy rodzice zawsze i wszędzie
Wierzcie że dziecko zdrowe znów będzie
W POSZUKIWANIU KOTŁAPÓW - Ewa Kontowska (fragment)
Będziemy szukać Kotłapów! - Powiedziała dziewczynka z entuzjazmem, po czym dodała, o wiele ciszej:
- ...ale to tajemnica, więc nie możesz nikomu o nich powiedzieć...
Malwinka pokiwała głową ze zrozumieniem.
- A co to są Kotłapy?
- To takie małe stworzonka. Wyglądają trochę jak chochliki, ale są troszeczkę większe. Ponoć spotkanie takiego Kotłapa przynosi szczęście! - Julkę rozsadzała energia.
- Ojej, przynosi szczęście? Naprawdę? To super, ale...gdzie można spotkać Kotłapa? Może zapytamy mojej mamy? - zapytała nieśmiało Malwinka.
- Nie, nie możemy nikomu o tym powiedzieć, bo inaczej Kotłapy znikną! - powiedziała Julka, a Malwinka zrozumiała, że to naprawdę poważna sprawa.
- Kotłapy żyją tam, gdzie natura, czyli na polach, w lasach...
- W takim razie chodźmy na pole! - Zawołała Malwinka, a Julka uśmiechnęła się szeroko. Dziewczynki ruszyły szybkim biegiem i po niedługim czasie zdyszane znalazły się na miejscu.
- Dobrze. Teraz musimy dokładnie się rozglądać... - Julka schyliła się i zaczęła szukać szczęśliwych stworzonek w trawie. Chwilę potem Malwinka poszła w jej ślady. Mijały minuty, później godziny, a dziewczynki wciąż nie natrafiły na najmniejszy ślad Kotłapów...
- Wiesz? - powiedziała ze zrezygnowaniem Julka. - ...myślę, że tu ich nie ma.
- Na pewno? - Malwinka bacznie przyjrzała się pewnej "podejrzanie" wyglądającej kępie trawy.
- Na pewno. Już by się pokazały. Kotłapy bardzo lubią dzieci. - Julka uśmiechnęła się promiennie. Nagle Malwinka wpadła na pewien pomysł:
- ...a może siedzą na jakimś drzewie?
- Strzał w dziesiątkę! Obok twojego domu stoi duży dąb - pewnie się tam ukryły! - Julka podskoczyła radośnie. Po kilku minutach dziewczynki przyglądały się uważnie rozłożystemu dębowi.
- Pewnie siedzą na górze... - Malwinka zadarła głowę i spojrzała na koronę drzewa... - Wejdę na górę i sprawdzę.
- Jesteś pewna? - Julka trochę się bała. - To bardzo wysoko...
- Pewnie! - Malwinka przybrała dumną pozę... - wchodziłam na samą górę już z tysiąc razy! - to powiedziawszy Malwinka chwyciła najbliższą gałąź i podciągnęła się do góry. Julka z przerażeniem obserwowała przyjaciółkę wspinającą się coraz wyżej i wyżej...
- Tu też ich nie ma! - krzyknęła po jakimś czasie Malwinka... - ...ale mamy większy problem: nie wiem jak zejść!
Julka złapała się za głowę i zaczęła gorączkowo myśleć: co tu zrobić?
- Poczekaj chwilkę, pobiegnę po twoją mamę! Staraj się nie spadać! - ...i Julka zniknęła w drzwiach domu Malwinki. Przerażona dziewczynka zacisnęła powieki: tak naprawdę nigdy jeszcze nie wspinała się na to drzewo. Zawsze bała się wysokości. Na szczęście niedługo potem pojawiła się Julka z mamą Malwinki. Niestety nie obyło się bez pomocy zaprzyjaźnionego strażaka - pana Marka. Po ściągnięciu przestraszonej dziewczynki z drzewa, mama przytuliła córkę do siebie i zaprosiła obie młode poszukiwaczki Kotłapów na świeżo upieczone ciastka.
- Co ty wogóle robiłaś na tym drzewie? - mama popatrzyła na Malwinkę z troską. Dziewczynka spojrzała na Julkę.
- Szukałam Kotłapów...
- Kotłapów? - mama złapała się na głowie, ale jej usta ułożyły się w promienny uśmiech... - ...ale czemu na drzewie? Przecież wiadomo, że Kotłapy żyją wraz z dziećmi. Pomagają im, gdy mają problemy i często ratują z nie jednej opresji... - mama uśmiechnęła się tajemniczo i mrugnęła porozumiewawczo do dziewczynek.
- Naprawdę? - spytały przyjaciółki chórem.
- Oczywiście. - mama przytuliła dziewczynki do siebie, po czym dodała tajemniczo:
- ...i prędzej czy później je znajdziecie...
Świat marzeń - Paulina Gotfryd
Pewnego pogodnego dnia w Krainie Kwiatów i roślin, w gęstwinach trawy żyły małe kolorowe Misie, Ich świat był inny od naszego, one były życzliwe, dobre i żyły w wielkiej przyjaźni. Pewnego słonecznego dnia jeden miś imieniem Spasio wybrał się na maliny. Kiedy się zbliżył do płotu zobaczył piękny ogród, w którym były kwiaty: chryzantemy, tulipany i róże.
Spasio zobaczył, że Róża się do niego nachyla.
- Dzień dobry! Jak Ci na imię misiu?
-Spasio - odpowiedział miś.
-Ach! Co za imię? O czym marzysz Spasiu? Bo ja o teatrze, chcę zostać gwiazdą
- A ja chcę odlecieć do świata marzeń
- Och ! Co to za pomysł! Okropny. Te pomysły się nie spełniają takim małym misiom. Ty jesteś zbyt gruby, aby zostać kimś.
To mówiąc odwróciła się. Spasio odszedł. Nie szukał już malin. Był zmartwiony tym, że wielkie kwiaty się z niego śmiały. Kiedy wrócił do domu był przygnębiony. Papa wszystkich misiów spytał go :
- Co się stało Spasiu? Dlaczego nie nazbierałeś malin?
- Ech! Co tam maliny papo. Jeśli kwiaty, te wielkie kwiaty powiedziały, że mama okropne marzenia. One marzą o wielkim teatrze, a ja żeby polecieć do świata marzeń, który jest tylko dla gwiazd.
- Każde marzenia są ważne! Na pewno Twoje się spełnią. To mówiąc odszedł. Sapasio wrócił do siebie i położył się spać. Śniły mu się różne ciekawe rzeczy o których opowiedział Papie przy śniadaniu. We śnie byłem latającym misiem, który był atrakcją. Byliście tam i Wy.
- To znaczy, że Twoje marzenia się spełnią.
- To wspaniale! Bardzo chcę zobaczyć ich minę.
- Czyją minę?
- Kwiatów! Jeślim im powiem o tym.
- Nie! Nie możesz . Musisz najpierw pójść do wróżki, starej, dobrej wróżki Grubaśnej.
- Po co?- Dlatego, że zniszczą Twoje marzenia. Te kwiaty mają wielką moc.
- Dobrze dzisiaj się spakuję i wyjadę.
Podróż była długa, ale ciekawa dla małego misia. Wreszcie dotarł do wróżki. Mieszkała ona w małym domku z drewna, który był oświetlany lampami naftowymi. Świeciły one różnymi kolorami. Ta kraina była jego krainą, krainą fantazji. Kiedy wszedł do środka zobaczył siedzącą na bujanym fotelu staruszkę. Byłą miłą starą wróżką. Spasio podszedł i spytał- Pani jest wróżką Grubaśną?- Tak. A ty pewnie Spasio. Pisał do mnie Twój Papa. - Przyszedłem do Pani po to, aby dowiedzieć się czy moje marzenia zostaną spełnione?
- Acha! A więc się spełniły. To jest Twoja kraina fantazji. Ale jest jeden warunek: są tu Wielkie Kwiaty. Występują w teatrze. Ale nie myśl, że od razu zrobiły furorę, o nie. Są dopiero na próbach w teatrze.
- A gdzie ja mam się zgłosić?
- Do Lotniska Łabędziego, tam pójdziesz na szkolenie może Cię przyjmą.
- Dziękuję. to mówiąc wyszedł. Poszukał hotelu, szybko się rozpakował i szybko popędził na Lotnisko Łabędzie. Zobaczył tam tyle gwiazd lotniska! Sławnego Kaczora Mc Kupera i innych. Zgłosił się pod podany adres. Jesteś Spasio. Tak! Tak! Brzusio masz ładny, może coś z Ciebie będzie. Do szeregu wstąp! Zmartwiony Spasio znowu pomyślał "Nic tu po mnie, jestem za gruby, ale mogę spróbować".
Bajunia dla Niunia - Jacek Janczewski
I.
Żyła kiedyś czarownica
Wielce paskudnego lica,
Domem była jej piwnica,
w której składzik ma winnica,
Gdzie koneser się zachwyca
i wychodząc coś przemyca,
a wypchnięta nogawica
Tak uwiera, że on kica
Gdy przeszkadza to lewica,
Jego złości nie podsyca
Tak jak mściwa, zła prawica
Więc nieważne co cię spotka,
Trzymaj się ,dzieciaczku, środka.
Mała Matylda - Berenika Joanna Gocłowska
Mała Matylda piękna ryjówka
Cały dzień spędza w leśnych kryjówkach.
Umyka w trawę, nurkuje w listkach –
Każda ryjówka to aktywistka
Fanka fitnessu, sportu i diety.
Nie dla niej tłuszcze, cukry, kotlety, węglowodany, bita śmietana.
Matylda ćwiczy jogę od rana,
w południe stretching, wieczorem biegi.
Nie są jej straszne deszcze ni śniegi.
Burze, wichury, niskie ciśnienie.
Ale ostatnio kładzie się cieniem
coś na jej wizji.
Ktoś tam się czai!
Wciąż obiecuje, coś w kółko rai…
Drży przed nim łąka, las, okolica.
To znany macho.
Henryk.
Łasica…
Heniek wyłomy robię w jej planie. Kusząco szepce,
to na śniadanie, to na obiadki, lunche zaprasza.
Traci więc zapał ryjówka nasza…
II.
Ryjówka Matylda wstała wczesnym rankiem.
Przegryzła korzonki, chłeptała śmietankę,
pochrupała listki i pędy bambusa,
Włożyła sukienkę…
Oj nie!!! Ta zbyt kusa,
Tamta za jaskrawa,
A ta niezbyt trendy!
Znalazła.
Buciki, kapelusz. W te pędy
na leśną polankę gdzie już od godziny
Czekał ON…
We fraku, z różą w butonierce, z szelmowskim uśmiechem
W zgrabnej furażerce.
Uśmiechnięty, przystojny, że aż dech zapiera w piersiach małej ryjówki.
Stanęła.
Co teraz????
Podejść?
Podbiec?
Podskoczyć?
Podpłynąć jak listek?
Jest tyle możliwości! Atrakcyjne wszystkie. A wybór jakże trudny.
Czas płynął – raz, dwa, trzy.
Cały las oczekiwał – a ON stał i patrzył…
III.
Jak wieść gminna gromko niesie
Dziś impreza niezła w lesie.
Dziś Matylda, piękna, młoda
(takiej laski już nam szkoda…)
Odda łapkę, wąsik, serce – dla amanta w furażerce.
Są już wróble, kosy, szpaki
Pełzną żółwie nieboraki
Skaczą żaby, biegną żbiki
Sarny, żubry
Ryś – choć dziki
Orły, bażant, kuropatwy
– w otoczeniu licznej dziatwy
Niedźwiedź stary wolno człapie
Bukiet róż piastując w łapie
Dwie jaskółki lecą nisko
wszyscy mkną na weselisko…
O Koniku, który nie umiał parskać - Maciej Kotula (fragment)
Na rozległych stepach Dzikiego Zachodu, gdzie ziemia jest czerwona, a niebo intensywnie niebieskie i pełne słońca, żyło stado dzikich mustangów. Co roku przychodziły na świat małe źrebaki, które powiększały stado i wszyscy byli z tego powodu bardzo szczęśliwi. Tak było i tej wiosny, kiedy urodziło się aż siedem małych koników, które szybko rosły, uczyły się sztuki przetrwania i wędrowały razem z całym stadem wzdłuż rzeki Kolorado w pobliżu Wielkiego Kanionu. Wszystkie młode konie mogły popisać się już nowymi umiejętnościami, coraz lepiej galopowały, świetnie wyczuwały niebezpieczeństwa i potrafiły się bawić, za wyjątkiem jednego z nich. Ten konik umiał już wiele, ale jedna rzecz sprawiała mu ogromną trudność, której nie potrafił przezwyciężyć. Otóż wciąż jeszcze nie umiał parskać i przez to czuł się gorszy od rówieśników. Kiedy jego koledzy parskali prawie jak dorosłe mustangi, on udawał, że mu się nie chce, że nie lubi, albo powtarzał, że to za łatwe i że nie będzie parskał jak inni. Tak naprawdę jednak to powód był zupełnie inny. On po prostu wciąż nie nauczył się parskać i wstydził się komukolwiek o tym powiedzieć, nawet swoim rodzicom. Wciąż miał nadzieję, że sam sobie poradzi i jakoś się wreszcie nauczy , ale ciągle mu się to nie udawało. Było mu coraz smutniej, zaczynał unikać wspólnych zabaw z kolegami i zupełnie nie wiedział jak ma ten problem rozwiązać. Rodzice konika zaczęli się niepokoić. Wcześniej taki wesoły, chętny do zabaw i figli, teraz stał się wyciszony i jakby nieśmiały. Nikt nie wiedział z jakiego powodu. Wszyscy się zastanawiali, próbowali rozmawiać z konikiem, ale ten milczał jak zaklęty i nic nie chciał powiedzieć. Było mu wstyd, że nie umie robić takiej prostej czynności jak parskanie. Przecież wszystkie konie potrafią parskać. W końcu tato wziął go na spacer w góry.
Jak Dzielny Skoczek Smoka Partyjka Pokonał - Dawid Jerzy Drewniak (fragment)
Dawno, tak dawno temu, że najstarsi ludzie nie pamiętają i trudno dokładnie powiedzieć, gdzie była ta kraina. Lud w niej żył życzliwy, gospodarny, a jedyną troską i zmartwieniem był smok. Samo wspomnienie jego imienia wywoływało dreszcze. Nie był on ludojadem, lecz chyba najbardziej nudnym z potworów wszystkich baśni. Kiedyś był nawet użyteczny, lecz od pewnego czasu chodził po kraju z szachownicą pod pachą i każdemu napotkanemu zadawał pytanie: „może partyjkę?” i błyskawicznie ustawiał figury.
Poszukiwania księcia Cypriana - Akwamaryna (fragment)
... nadszedł czas, kiedy rodzice zapragnęli ożenić Cypriana z najpiękniejszą dziewczyną pod słońcem. W tym to także celu organizowali liczne bale i przyjęcia, na których młody książę mógłby poznać i pokochać przyszłą żonę. Cypriana jednak na przekór rodzicielskim zamiarom nie interesowała żadna panna. Ku przerażeniu króla i królowej oddawał się on coraz częściej polowaniom i samotnym wyprawom do lasu.
Po kolejnym nieudanym balu Cyprian jak zwykle udał się do pobliskiego boru. W zagajniku mieszkała staruszka Gabriela - przyjaciółka księcia, dobra, wrażliwa kobieta o spostrzegawczych oczach i miękkim sercu. Znała ona królewicza od dziecka i była mu szczerze oddana. Cyprian żalił się jej nieraz, iż nie może on pokochać żadnej dziewczyny, ponieważ uważa, że każda z panien sprowadzanych przez jego rodziców umie kochać wyłącznie jego pieniądze i bogactwo, a nie jego duszę i serce. On zaś pragnął wyruszyć na poszukiwanie prawdziwej, szczerej miłości. Staruszka postanowiła pomóc swemu ulubieńcowi w odnalezieniu dziewczyny, którą warto obdarzyć gorącym uczuciem i poślubić. Wymyśliła podstęp: Cyprian będzie zapraszał damy do lasku na piknik, a po drodze ona przetestuje ich serca.
Kotki Psotki - Ewelina
Krowo, krowo daj nam mleka-tyle kotków tutaj czeka.
Nagle z wiadra coś wycieka..i juz maja rzekę mleka!
Potem idą do ogródka,gimnastyka tu króciutka,
można huśtać się na sznurze i koziołki fikać w górze,
można wdrapać się wysoko i do myszki puszczać oko.
Łódką płynąć nie nowina choć nie bardzo pewna mina,
trzeba zaznać wszak przygody a nie stronić wciąż od wody!
Dalej piskląt jest gromadka, broni gniazda ptasia matka-przestraszone nieco koty wola zmykac gdzieś za płoty.
W domu nowa jest zabawa tyle kłębków z lewa z prawa,lecz zaplątać też się można - a więc bawmy się z ostrożna!
Pan skarpetka - Anita Nowacka
W czerwonej szafie…
Na dolnej półeczce,
Tuż przy żyrafie!
Na tylnej deseczce.
Leżała sobie pewna skarpetka.
Niesforna była i czarno biała,
Czuła się całkiem bezużyteczna…
Przyjaciół bowiem w swej szafie nie miała.
Mówiły do niej ubrania wszystkie:
„Pięty masz znowu takie nieczyste!”
Nie miała biedna co powiedzieć,
Los nie był jej łaskawy,
Więc musiała w kącie siedzieć:
Miała przecież nos dziurawy.
Jednak pewnego poranka
Otwarła mama szafę synka:
Wyleciały z niej ubranka,
Zrzedła im wesoła minka!
I tylko skarpetka się śmiała
Z wygniecionych ciuszków!
Bo ona w szafie została,
Z dziurką swą w paluszku.
Śpiacy zegar - Anna Julia Gas (fragment)
...Dostrzegł dziwnego motyla, który opadał i wznosił się jakby targał nim wiatr. Ale chłopiec nie czuł wiatru ani nie słyszał jego szumu. Pobiegł za motylem. Kiedy był bliżej rozpoznał nagle mapę, którą rysowali z Antkiem. To nie motyl! Chciał ją pochwycić, nie zdążyli narysować przecież znaku skarbu! Wiatr niósł jednak mapę dalej i dalej…! Tomek wciąż za nią biegł, nie spuszczając z niej oczu.
Tak był w nią wpatrzony, że omal nie wpadł na dziwną ścianę! Było to tak jakby łąka nagle skończyła się błękitem nieba…
Krótkie spory o kolory - Julia
Pokłóciły się kolory,
Więc zaistniał konflikt spory
Czyja barwa, nasycenie
Niebanalne ma znaczenie
Pierwszy żółty - nie ma bata
Gdyż to kolor słońca, lata
I pobudza on do życia...
Ten nic nie ma do ukrycia
Róż wyłania się z palety:
„Wręcz kochają mnie kobiety
Też nie stronię od ryzyka...”
Lecz czerwony mu nawtykał:
„W mym odcieniu serce bije
Pożądanie w sobie kryję
Krew i wiśnie - niby czyje?!
Fioletowy ten, co bije?
Sińce? Ponoć jest łagodny
A do tego strasznie modny! „
O! Niebieski wtrąca skromnie:
„ I tak wszystkim chodzi o mnie!
Niebo, woda, lekkość, spokój...
Ej Zielony weź zanotuj! „
„ Jam kolorem jest przyrody,
Więc uważaj, bo mam chody
Łąki, lasy, parki, drzewa...”
Czarny słucha ich i ziewa
„Towarzysze! Koniec tego!
Wraz z oddanym mi kolegą
Ogłaszamy - już na stałe
Wszystko czarne jest lub białe!
Kluskowe święta - Aleksandra Wolna, lat 12 (fragment)
Śnieżynkowo Górne jest niewielkim miasteczkiem położonym 5 kilometrów na południe od Bieguna Południowego. Mało istot żywych wie o jego istnieniu, ponieważ większość map świata podaje jako najbardziej wysunięty na południe punkt świata Biegun Południowy.
Lecz nawet ci, co wiedzą o istnieniu Śnieżynkowa Górnego (lub nawet ci co w nim mieszkają), nie rozpowiadają o istnieniu tego małego miasteczka położonego na Górze Bałwanków.
Gdyby jacyś amerykańscy lub brytyjscy naukowcy dowiedzieli się o małym Śnieżynkowie, zjechałyby się tam tony dziennikarzy, którzy chcieliby przeprowadzać z mieszkańcami wywiady. A tego mieszkańcy Śnieżynkowa nie chcieli.
Kucharzenie z mamą - Ania
kilo mąki kilo sera
ze dwa jajka damy teraz
trochę cukru i po troszku
dosypiemy paczkę proszku
margarynę ucieramy,
czy coś jeszcze dodać mamy?
teraz chwilę poczekamy
rosnąć ciastu szansę damy
po cichutku powolutku
jeszcze moment mały ludku
i już wspólne wałkowanie
i kółeczek wycinanie
na patelni olej wrze
ach! jak świetnie bawić się!
lecz ostrożnie moje bączki
od oleju chrońcie rączki
zamiast bąble mieć na palcach
lepiej z tatą tańczyć walca
teraz cukrem posypiemy
i oponki wszyscy zjemy
wypijemy szklankę mleka
na tą chwilę każdy czeka
na niejadków sposób mamy
nie prosimy, nie karamy
nie płaczemy, nie plujemy
tylko wspólnie pracujemy!
gotowanie to zabawa
i przyjemna wielce sprawa
więc pieczemy, gotujemy
co zrobimy wszystko zjemy!
Dziecko - niespodzianka z Wyspy Rybitw - Aleksander Wróblewski, lat 12 (fragment)
Dawno, dawno temu, kiedy żyły jeszcze elfy, na Wyspie Rybitw mieszkała mała dziewczynka.Wszyscy nazywali ją po prostu ,,Płomyk’’. Miała czerwone, krótkie włosy i pomarańczowe oczy. Była bardzo drobna i ruchliwa.Miała wielu przyjaciół, ale jej najlepszą przyjaciółką była nastoletnia druidka, elfka Toruviel, która doglądała wszystkich drzew w Kra-inie Elfów. Płomyk lubiła też spędzać czas w towarzystwie Amelii, Miriel i zabawnego kapłana vodyanoi Teyu.
Ja Jamnik, czyli pamiętnik psa - Joanna Kamińska (fragment)
Ludzie to w ogóle bardzo śmieszny gatunek psów (a może to nie psy?) Mają co prawda 4 łapy, ale chodzą na dwóch. Mnie się wydaje, że bardzo ich to męczy - ale widać tak lubią. Za to małe ludziki wiedzą co dobre i biegają na 4 łapkach. Potem jednak im to przechodzi i wstają.
Co do tych małych - to ja ich jednak unikam. Słyszałem od takiego kudłatego, że one ciągną za uszy, ogon i szczypią w nos. A jak się warknie albo pokaże ząbki, to ci duzi tak głośno krzyczą, aż uszy bolą, a niektórzy to nawet uderzyć potrafią. Lepiej trzymać się od nich z daleka.
Bajka cioci Helenki - Monika Sala
Był sobie raz
magiczny las.
A w lesie wśród paproci i poziomek,
tuż przy strumyku, gdzie biegnie ścieżka
stał sobie maleńki domek.
Kto w tym przytulnym domku mieszka?
to czarodziejka-wesolutka Śmieszka.
Jak każdego ranka, chociaż jeszcze ziewa,
wita się ze słonkiem, piosenkę mu śpiewa.
Potem idzie zaczerpnąć wody ze strumyka.
Robi to ostrożnie, bo... troszkę utyka.
Z mozołem idzie ścieżką, a tu jest pod górkę.
Na szczęście wnet spotyka znajomą wiewiórkę.
-"Witaj Ruda Kitko! Dokąd idziesz rankiem?
Bo ja do potoku wybrałam się z dzbankiem."
-"Dzień dobry, Śmieszko miła, nasza leśna wróżko!
Daj mi swe naczynie, wrócę z tobą dróżką".
-"Moja wiewióreczko! Z nieba mi tu spadasz!"
-"Drobnostka. Każdemu się czasem zdarza niedomagać,
tak często powtarza mądra Pani Żaba.
A ja jestem twoją przyjaciółką-wypada pomagać."
-"No to w mej podzięce, w dowód mej wdzięczności,
Fokus-pokus! Na Twej buzi uśmiech niech zagości!"
Wiewióreczka wraca do dziupli radosna.
-"Jaki piękny dzionek! Wokół kwitnie wiosna!"
W szerokim uśmiechu białe ząbki szczerzy.
-"Jestem zaczarowana? wierzyć w to? Nie wierzyć?"
Wszelkie jej rozterki rozwiała stara, mądra Żaba:
-"Jesteś tak szczęśliwa, bo umiesz pomagać!"
A Ty, Okruszynko, chcesz mieć dar od Śmieszki?
Wszystkim więc rozsyłaj wesołe uśmieszki!
Jeśli tylko możesz, to pomagaj szczodrze!
Wróżka obiecuje-będzie ci z tym dobrze!
Smutny kapitan -Maciej Miziura (fragment)
W małym portowym mieście żył szczęśliwy człowiek, kapitan statku. Całą zimę spędzał w domu. Morze tam, gdzie mieszkał zimą było zbyt groźne by po nim pływać, ale gdy nadchodziła wiosna, gdy morska toń łagodniała i wolna była od groźnych płatów lodu, kapitan szykował okręt i wypływał w morze.
Pływał od lat. Znał dobrze wodę i jej kaprysy. Załoga jego statku nie mogła się go nachwalić.
- Toż to na całym świecie nie ma lepszego kapitana – mówili marynarze, wszyscy z wyjątkiem jednego, który nikogo nie chwalił i niczego nie chwalił, gdyż sam był nieszczęśliwy. Nie wiedział ten marynarz gdzie znaleźć klucz do szczęścia, ale to się zmieniło.
Albin- Słuchaczka Ewa
Na jednym z osiedli w naszym mieście mieszkał chłopiec imieniem Albin. Koledzy okropnie wyśmiewali to jego rzadkie imię. W dodatku Albin często chorował na gardło i jego mama zrobiła mu bardzo długi szal,aby osłaniał mu szyję. Wchodząc do szkoły Albin zdejmował i chował szal, ponieważ bał się, ze będzie wyśmiewany.
Pewnej soboty miała być szkolna wycieczka. Albin wcale się na nią nie cieszył - przewidywał,że koledzy będą się śmiać z tego długiego szala,który będzie miał na szyi. W czasie wycieczki jeden z chłopców poślizgnął się i wpadł do wody. Wszyscy bardzo się przestraszyli i nie wiedzieli co robić, a Albin rzucił mu koniec swojego długiego szala i krzyknął: " Trzymaj mocno, a ja będę trzymać drugi koniec i będę wołać". Pomoc nadeszła; chłopca wyciągnięto z wody i ktoś powiedział :"Ten szal go uratował". Po tej przygodzie koledzy często dzwonili do Albina i pytali : "czy twoja mama mogłaby nauczyć nasze mamy, jak zrobić taki długi szal, który może uratować życie ?"
Albin ma teraz mnóstwo kolegów, z którymi spędza wiele czasu. Nikt już nie śmieje się z jego imienia, ani z długiego szala. Albin nie chowa już go wchodząc do szkoły. Wkrótce ogłoszono, że planowana jest kolejna wycieczka. Koledzy pytali czy Albin na pewno weźmie ze sobą szal, który zaczęli traktować jak jakiś talizman.
Tak oto wyśmiewany szal sprawił, że Albin zyskał przyjaciół, z którymi tworzą zgraną paczkę.
Bajka o żuczku Adasiu - Olga Radziwon (fragment)
- Czemu płaczesz, mały żuczku?
Adaś wystraszył się ropuchy i przez to niemal wpadł do rwącego
strumienia!
- Nie bój się mnie. Mam na imię Rachela. A jak tobie na imię? -
Zarechotała ropucha.
- Mam…mam na imię Adaś - cicho powiedział Żuczek i zaraz
przestraszony krzyknął - Tylko nie próbuj mnie zjeść, bo i tak nie jestem
smacznym kąskiem! Same kości i skóra! I jeszcze mógłbym ci zaszkodzić…
- Nie żartuj, Adasiu! - przerwała mu ropucha Rachela. Popatrzyła na
biednego Adasia i aż ścisnęło jej się gardło, gdy zobaczyła, jak bardzo jest
wychudzony i smutny. Przeskoczyła na następny listek lilii, który był bliżej
Adasia i rzekła swoim skrzekliwym głosikiem:
- Po drugiej stronie strumyka jest czarodziejska polana. Mieszka tam
dużo owadów, wszyscy są bardzo szczęśliwi. Nigdy nikomu niczego tam nie
brakuje. Jest tam cudowne przedszkole, a kwiatki w każdą noc śpiewają
przepiękną melodie. Powinieneś tam się udać, Adasiu…
Czarodziejska Pani Odwaga - Sławomir Sitek (fragment)
Leśna ścieżka prowadziła przez jodłowy zagajnik, poziomkową dolinkę, a potem biegła u podnóża wielkiej góry, której szczyt zawsze tonął w chmurach. Przecinała też niewielki leśny strumień by wreszcie zakończyć swój bieg na bajecznej polanie.
Zajączki biegły razem, bawiąc się przy tym znakomicie. A to sprawdzały, który skoczy najwyżej, a to rzucały szyszkami. Próbowały też łapać latające motyle.
Nasz smok był ciekaw, jak małe smyki poradzą sobie ze strumykiem. To nie był wielki strumień, ale nigdy nie wiadomo, czy dla maluchów nie jest zbyt głęboki.
Smok pofrunął więc niepostrzeżenie za zajączkami, przysiadając to na drzewie, to na gałązce. Starał się, by go nie zauważono.
Opowiadania babci Jagody (fragment)
Był słoneczny i ciepły dzień. Jak co roku do Miłosławic- malowniczej miejscowości położonej nad morzem, przyjechało wesołe miasteczko. Piotrek Górecki i Julia Gabrysiak wraz ze swoimi rodzicami postanowili się do niego wybrać. Były tam przeróżne atrakcje: karuzele, huśtawki, kolejki i wiele innych rzeczy.
Trzymając w ręce watę cukrową, Julka zauważyła namiot wróżbitki. Podała swój smakołyk Piotrowi, mówiąc:
-Potrzymaj, pójdę do tej wróżki. Zobaczymy, co mi przepowie.
-Bierzesz na poważnie takie rzeczy?- spytał Piotruś.
-Dlaczego nie? A może wierzysz w horoskopy? No, bo ostatnio czytałam, że byki... ty urodziłeś się w maju, co? A no tak! Przecież! No więc czytałam że...
-Wierz co, Julko?- przerwał jej chłopiec.- Ty już lepiej idź do tej wróżki i nie zdziw się, jeśli zamiast waty cukrowej będziesz mieć puściutki patyczek.
-Żarłok!- uśmiechnęła się Julka wchodząc do namiotu.
Na początku troszkę się przeraziła, bo w środku było ciemno. Jedynie gdzieniegdzie paliły się świeczki. Nagle dziewczynka zauważyła postać przy stoliku.
-Usiądź, moja droga- powiedziała kobieta.
Julka posłusznie wykonała polecenie oraz podała rękę wróżce.
-Widzę, że czeka cię wiele trudnych chwil.
-Co to znaczy?- spytała niepewnie dziewczynka.
-W twoim życiu pojawi się choroba, lecz nie ty na nią zapadniesz. Będą chwile załamania, bezradności. Bez względu na wszystko musisz wierzyć w dobre zakończenie. Medycyna może wiele, ale nie tyle, co nadzieja. A gdy już zabraknie ci sił, poradź się lustra- przepowiadała wróżka.
Iskiereczka - Roman Maliński (fragment)
- A co to jest Galaktyka? Zapytał zajączek.
- Galaktyka to zbiorowisko ogromnej liczby gwiazd zamkniętych w określonej przestrzeni wszechświata.
- Co to znaczy ,,zamkniętej w określonej przestrzeni Wszechświata”?
Wyobraź sobie zajączku, że las, w którym żyjesz jest wielki, ale w którymś momencie kończy się i zaczynają się łąki, pola uprawne i drogi. Las pełen jest drzew, krzewów i innych roślinek. Takich lasów jak ten, w którym mieszkasz jest bardzo bardzo dużo tutaj na Ziemi. Wszechświat można przyrównać do wszystkich porastających Ziemię lasów.
Tak zajączku. Ty, aby żyć musisz jeść. Ja nie muszę. Moim pokarmem jest miłość, którą obdarzają mnie moi rodzice i przyjaciele. To ich gorące serduszka są moim pokarmem. To one sprawiają, że mogę bawić się i śmiać, płakać i radować, obdarzać miłością innych i cieszyć się tym wszystkim, co mnie otacza.
Zajączek już wcześniej zwrócił uwagę na to, że Iskiereczka z rana świeciła jaśniej i więcej było w niej życia niż późną porą, gdy wracał do domku.
Co noc kiedy zajączek układał się do snu Iskiereczka wychodziła przed dom.
Siadywała na kamieniu i ze smutkiem w oczach spoglądała hen wysoko w niebo tam gdzie zostali jej rodzice i przyjaciele. Łzy napływały do oczu, a żal ściskał małe serduszko. Jej mali przyjaciele widząc ją smutną przelatywali nisko nad Ziemią pozostawiając na niebie ognisty ślad w kształcie dużego serca. Pocieszali w ten sposób okazując uczucie, że dalej są z nią, że kochają i pamiętają o niej.
Detektyw MILO - Sebastian Całka, lat osiem
DETEKTYW MILO, BYŁ ZNANYM DETEKTYWEM.
MIESZKAŁ NA ULICY WIDEWSKIEJ 45.
W MIEŚCIE WERONA. PEWNEGO DNIA KTOŚ
PRZYSZEDŁ... MAM DLA PANA ZLECENIE.
W NASZYCH GÓRACH, SĄ TAJEMNICZE ŚLADY
POTWORA. ZAJMĘ SIĘ TYM. I MILO POSZEDŁ TO
ZBADAĆ. NO I ZOBACZYŁ... ŚLADY WIELKICH STÓP.
WIĘC SPACEROWAŁ PO GÓRACH WERONY.
NA GÓRZE NORNOR, ZOBACZYŁ JASKINIĘ.
WEWNĄTRZ ZNAJDOWAŁY SIĘ WIELKIE BUTY
W KSZTAŁCIE STÓP POTWORA. ALE KTO TO
ZROBIŁ? WIĘC MILO ZOSTAWIŁ PUŁAPKĘ.
PO PARU MINUTACH ZOBACZYŁ OSOBĘ W TYCH BUTACH. WTEDY GO ZŁAPAŁ. POSZEDŁ Z NIM NA POLICJĘ.
POTEM PODZIĘKOWANO MU. ALE DLACZEGO TO
ROBIŁ? CHCIAŁ WYSTRASZYĆ LUDZI. I ZBUDOWAĆ
TAM HOTEL. DOBRZE SIĘ SPISAŁEŚ MILO.
CAŁA PRZYJEMNOŚĆ PO MOJEJ STRONIE.
Pan Remont - Julia Surman
Wszystko się na głowę wali,
Chyba remont jest na sali,
Wszędzie młoty, sztywne deski,
Poprawiają swe pinezki,
Ile szpachli i tapety!
Też wytoczył się niestety,
Wałek – ten co dużo gada,
Pędzel równo się nakłada,
Nagle cisza, toż to kpina,
Wchodzi szczebel i drabina,
Wożą się jak taczka z kitem,
Cement się wykazał sprytem,
Fundamenty wraz z betonem,
Zataczają się slalomem,
Wiadro także pełne cieczy,
Miotła już za szuflą beczy,
Ta pomaga koleżance,
Sprzątnąć po rozbitej szklance,
Tak swawolą wciąż przybory,
Nie skończyły do tej pory,
Jednak przejdzie im ochota,
Gdy zbuntuje się robota!
Księżniczka Klara, trzpiotka Dorotka - Krystyna Staniszewska
Księżniczka Klara, trzpiotka Dorotka
Każdy, kto tylko tę parę spotka,
Zaciekawiony jest niesłychanie,
Bo są to bardzo niezwykłe panie!
Chociaż imiona noszą kobiece,
Nie noszą szpilek , nie lubią kiecek,
Łaciate futra noszą na co dzień,
W deszczu i słońcu, w każdej pogodzie.
Takie ubrania najbardziej lubią
I lśniącym futrem bardzo się chlubią.
Na futrze Klary większe są łaty,
Futro Dorotki jest piegowate.
To styl francuski- lecz spójrzcie sami,
Obie są francuskimi buldogami!
Ich śmieszne pyski niepowtarzalne,
Sylwetki- krępe i niebanalne.
I kto ich nie zna, ten myśli sobie,
Że trochę pulchne są panie obie,
Że nazbyt lubią potrawy tłuste,
Że nie w ich stylu miseczki puste,
Że są leniwe, wcale nie ćwiczą,
Kalorii w swoich porcjach nie liczą,
Lecz kto choć trochę na pieskach zna się,
Ma trochę wiedzy o tych pań rasie,
Wie, że buldoga uroda taka:
Pysk krótki, za to szeroka klata,
Ucho sterczące, jak u nietoperza,
Serce z miłością wielką uderza,
Chociaż niektórzy myślą, że groźne,
Buldogi są to pieski pogodne,
Kochają ludzi, dzieci, zabawy,
Nos krótki pchają w codzienne sprawy,
Jednak z powodu braku ogona,
Radość kuperkiem jest wyrażona.
Bajka o marzącej dziewczynce (fragment)
Dziewczynka właśnie wyobrażała sobie, że ma cały dom pełen pluszowych misiów, lalek, kwiatków czy dziecięcych zastaw stołowych, gdy do drzwi jej żółtego domku zapukał lis. Zdziwiona podeszła do drzwi i spytała:
-Kto tam? – Lis w tym czasie, sprytnie przemienił się w małego chłopczyka.
-Mały chłopiec – odpowiedział – Proszę otwórz mi. – Dziewczynka zdziwiona a jednocześnie zadowolona, że znalazła kogoś do towarzystwa, otworzyła drzwi.
-Jak się nazywasz? – Spytała.
-Smutek. – Odpowiedział chłopiec. Dziewczynka popatrzyła na niego swoimi zielonymi oczkami.
-Czemu nazywasz się Smutek? To bardzo dziwne imię.
-Nazywam się tak, ponieważ nigdy nie miałem pluszowego misia, który tuliłby mnie do snu i był moim przyjacielem. Zawsze marzyłem żeby mieć takiego misia. – Odpowiedział wzdychając ciężko. Dziewczynka zamyśliła się chwilę.
-Poczekaj tutaj – po czym zniknęła w głębi domu. Gdy wróciła do drzwi, w ręku trzymała swojego jedynego prawdziwego misia, z rozdartym brzuszkiem. – Proszę, oddaję ci go. Jest co prawda stary i zniszczony, ale bardzo go kocham.
-Czemu chcesz mi go oddać właśnie tego? – Spytał lis. – Przecież masz dużo innych misiów.
-Niestety nie są prawdziwe. Znikną przed zachodem słońca. Zresztą jak wszystko, co sobie wyobrażę. Ja już miałam misia, a ty nigdy nie doznałeś tego uczucia. Teraz twoja kolej.
-Oddajesz mi jedynego misia, chociaż jest dla ciebie taki ważny. Nie będziesz za nim tęsknić? – Spytał lis, patrząc na zamyśloną dziewczynkę. Jej oczka zwrócone były w stronę górującego słońca.
-Będę, ale zawsze gdy będzie mi go brakowało, pomyślę, że trzymasz go w ramionach i kochasz równie mocno jak ja. Miś będzie kochany i ja będę szczęśliwa, że ktoś przytula go za mnie.
-To bardzo miłe z Twojej strony – odparł wzruszony postawą sierotki lis. –Dziękuję, że spełniłaś moje marzenie. - Lis już miał odchodzić, gdy nagle zapatrzona w krajobraz dziewczynka powiedziała:
-Spełniłabym marzenia wszystkich, byleby tylko nie cierpieli tak jak ja. Moje marzenia trwają zawsze zaledwie jeden dzień, po czym znikają zamieniając się jedynie we wspomnienia. To bardzo smutne nie móc nigdy mieć nic prawdziwego. – Lis po chwili zamyślenia, wpatrując się uważnie w twarz dziewczynki spytał:
-Czy gdybyś mogła, chciałabyś to zmienić? Zamienić swój wyjątkowy dar, który sprawia, że to, co sobie wymyślisz staje się prawdziwe, na normalne życie bez tego daru?
-Nie zamieniłabym swojego daru nawet na wieczne życie w szczęściu. Chociaż sprawia on, że cierpię, jest pewną nieodłączną częścią mnie. Możemy nie mieć nic, ale zawsze mamy samych siebie. Nawet, jeśli bylibyśmy najnieszczęśliwsi na świecie, nasza osobowość jest bezcenna. Gdybyśmy utracili tę cząstkę siebie, nasze życie nie byłoby prawdziwym życiem, a jedynie senną marą. Stracić siebie, to jak stracić życie.
Lis popatrzył zadowolony w duchu na sierotkę, po czym pożegnał się i odszedł. Postanowił jedna sprawdzić dziewczynkę jeszcze raz.
Czarodziej wiedział jak ważna w życiu każdego stworzenia jest przyjaźń. Dziewczynka po oddaniu misia, miała już tylko szmacianą lalkę i białego wilczka. Pewnego dnia, gdy sierotka siedziała sobie na trawie pod drzewem, podbiegł do niej lis zmieniony w małego jelonka.
-Dziewczynko! – Zawołał – Stary niedźwiedź porwał białego wilczka! Groził, że jeśli przed zachodem słońca nie opuścisz swojego domku i nie zrzekniesz się swej wyobraźni i daru, wrzuci wilczka do morza! – Sierotka słysząc te straszne słowa, uklękła na trawie i rzewnie zapłakała.
-Mój kochany przyjacielu! – Krzyczała – Biedaku! I co ja teraz pocznę? – Nie zastanawiała się jednak długo, ponieważ odpowiedź była od samego początku znana. Dziewczynka popatrzyła na horyzont, wstała i zwróciła się do jelonka:
-Zaprowadź mnie do tego niedźwiedzia. Jeżeli mam oddać wszystko, co posiadam, łącznie z własnym życiem by ocalić mojego przyjaciela, to zrobię to bez wahania.
-Jesteś pewna? – Spytał lis, chcąc się ostatecznie upewnić – Oddasz samą siebie dla niego? Dlaczego to robisz? Przecież to tylko mały wilczek.
-To mój przyjaciel. Moje życie bez niego nie ma sensu. Życie bez przyjaciela jest tym samym, co życie bez samego siebie. Jestem jednak gotowa umrzeć za niego. Tym jest właśnie przyjaźń. – Po tych słowach słońce zaszło, ustępując miejsca nocy. Albo tylko dziewczynce tak się wydawało?
Mogłaby przysiąc, że przed chwilą jeszcze był środek dnia. Nagle zrobiło się ciemno, zimno i wszystko zniknęło. Przed oczami mienił jej się kolorowy pyłek, przypominający drobne gwiazdki. Chciała go dotknąć, lecz jej ręka stałą się bardzo ciężka, tak samo jak powieki, które powoli opadały. Dookoła było słychać ciche dzwoneczki, pobrzękujące rytmicznie. Gdzieś przemknął zapach polnych kwiatów, lukrowanych babeczek, porannej herbaty.
Bajka o Byku i Koziorożcu - Zbigniew Kubala (fragment)
Fernando tak idąc i obserwując Koziorożca zapomniał o reszcie świata, zapomniał że całe życie sam jest, zapomniał jak boją się jego inne zwierzęta. Nie zwracał także uwagi na stojące na jego drodze kwiaty, które zawsze delikatnym krokiem omija aby nie zdeptać, po prostu był zauroczony Koziorożcem wyniku czego zapomniał o Bożym świecie. Z każdym zbliżającym się krokiem w kierunku Koziorożca serce Byka biło coraz mocniej. Kiedy podszedł tak blisko, że mógł przywitać się z Koziorożcem zapomniał słów, którymi wita się każde stworzenie. Koziorożec zauważył, że Byk chce coś powiedzieć ale się waha, może jest nie śmiały, pomyślał sobie Koziorożec i sama powiedziała pierwsza... "Dzień dobry Byku", Fernando osłupiał ze zdziwienia, że taka piękna istota do niego przemówiła. Był niebo wzięty, szczęśliwy, radosny, że w końcu ktoś do niego przemówił. Jak to kultura mówi trzeba odpowiedzieć i lekko drżącym głosem Byk powiedział " Dzień dobry Koziorożcu". Uśmiech i błysk w oczach Koziorożca sprawił, że Byk poczuł się pewniej i swobodniej co ułatwiło zacząć rozmawiać z Koziorożcem. Długo stali koło siebie i razem jedząc śniadanie rozmawiali. Spędzili na rozmowie cały dzień, oboje byli sobą zachwyceni. Byk wyczuł z rozmowy, że Koziorożec też jest samotny i nie ma przyjaciół ani znajomych, ale mimo tego przychodzi na polanę się posilić i napoić. Byli tak zafascynowani rozmową, że nawet nie zauważyli, zachodu słońca.
Emilisia - Basia Ambrozińska
Śniła pewna myszka o piaskowych polach
O 20 stopniach, szumiących topolach
Styropianie bielutkim, chrupkością, wabiącym
O sianku w stodole lekkim i pachnącym
Szara Emilisia wstała tuż po piątej
Nie mogąc słuchać kury grzebiącej i gdaczącej
Przymknęła czarne oczka otworzyła pyszczek
Zamachała ogonkiem, wychyliła języczek
zgrabnym ukłonem Witając kokoszkę
licząc na łaskę i ziarenek troszkę
jak mam podejść kurkę? hmm z prawej strony?
By brzuch mieć pełny A ślad łap był znikomy ;(
Przestraszona myszka do rozmowy rwie się
Jak tam gospodyni? Jak się jajka niesie?
Kura dziób podniosła, przechyliła bokiem
Rozstawiła pazur , zmierzyła groźnym okiem
Ech ostatnio gorzej bo pasza lekko gorzka
I pretensje mają żem kura nie nioska
Mój kochanek zniknął od zeszłej niedzieli
Pytam Bojlerówek a oni! Nie widzieli!
Gdy zmartwiona kura siała swe żałości
Emilisia wdzięcznie okazała czułości
Nic się nie martw kogucikiem moja kochana
On chyba jest w domu, bo chwalą go od rana.
Bajka o zajączku - autor Kawa
w pewnym pięknym lesie
gdzie echo daleko niesie
zwierzaczki sobie mieszkały
i bardzo się kochały
a wśród nich zajączek mały
towarzysz doskonały
była też mądra sowa
porad udzielać gotowa
do tego płochliwa sarenka
która wszystkiego się lęka
jest też lisek rudy
który nie lubi nudy
i ma takie zakusy
by wszystkim robić psikusy
i jeszcze jedna chwilka
nie można ominąć wilka
choć groźnego udaje
w obronie przyjaciół staje
nad wszystkimi czuwa leśniczy
on na nikogo nie krzyczy
pewnego dnia zrobił zebranie
wszystkie zwierzaczki przyszły na nie
mina jego była marsowa
a taka była jego przemowa
„- widziałem kłusownika
musicie go unikać
uważajcie zwierzaczki
jak chodzicie w krzaczki
bo tam są pułapki
na wasze małe łapki
na to zajączek mały
„-to są wszystko dyrdymały
ja niczego się nie boję
ja znam możliwości swoje
nie wpadnę w niebezpieczeństwa paszcze
bo znam tu wszystkie chaszcze
ostrożność i rozsądek
to nie mój porządek”
i dalej biegał po lesie
bo on usiedzieć w miejscu nie zniesie
i aż pewnego razu
doznał wielkiego urazu
włożył łapkę w sidła kłusownika
i teraz ból łapki wcale nie znika
łapka spuchnięta, zsiniała
biegać po lesie mu nie pozwalała
martwiły się zwierzaczki
o kolegę ze swej paczki
zrobiły więc naradę
by znaleźć na to radę
wilk mówi: „ja mam dużo siły
będziemy zająca nosiły”
na to rzekła mądra sowa
„-krótka jest moja mowa
idź do czarnoksiężnika
on sprawia, że ból znika
pałac ma na skraju lasu
udaj się tam zawczasu”
„- a pójdziecie ze mną zwierzaczki
ja się boję samotnej tułaczki”
pyta zając zachęcony
ale trochę przestraszony
„-my cię tam zaprowadzimy
ale samego zostawimy
będziesz tam sam wiele nocy
ale przecież potrzebujesz pomocy
potem po ciebie wrócimy
i razem się pobawimy”
wtrąciła się na to sarenka
która wszystkiego się lęka
ja bym nie ryzykowała
i sama w pałacu zostać nie chciała
nie znamy czarnoksiężnika
to lepiej go unikać”
na to lisek rudy
który nie lubi nudy
„-będziesz miał przygody
a w pałacu są pewnie wygody
do lasu wrócisz zdrowy
i biegać będziesz gotowy”
zając przemyślał argumenty
nie potrzebował więcej zachęty
poszli z zającem przyjaciele
droga zabrała im dni wiele
gdy do bram pałacu stukali
wszyscy się trochę bali
i choć bardzo tego nie chcieli
samego zająca zostawić musieli
poznał zając czarnoksiężnika
który sprawia, że ból znika
czarnoksiężnik choć to pan nieznany
okazał się bardzo kochany
i były też miłe wróżki
głaskające chore nóżki
kołderką okrywające
i jedzonko dające
dostał zając swoje łóżeczko
kolorowych pigułek dwa deczko
a w swoim pokoiku
miał kolegów bez liku
poznał nowe zwierzaczki
a wśród nich dwie chore kaczki
odkrywał zając powoli
że nie tylko jego noga boli
kury, kaczki oraz kozy
wszyscy oni byli chorzy
nadeszła w końcu ta pora
gdy noga przestała być chora
czarnoksiężnik odprawił swe czary
można biegać – nie do wiary!
i w pewną piękną niedziele
przyszli po zająca przyjaciele
zabrali go do lasu
gdzie nie było go tyle czasu
teraz już płochliwa sarenka
która wszystkiego się lęka
będzie dobrze wiedziała
że niepotrzebnie się bała
ból i choroba znika
gdy pójdziesz do czarnoksiężnika
a zajączek już teraz uważa
by na niebezpieczeństwo się nie narażać
Wilk i zając - Justyna Szuła
Wilk i zając znali się od dawna, mieszkali w tym samym lesie, a swoje nory też mieli blisko siebie. Pewnego dnia zajączek miał torebkę cukierków i postanowił poczęstować swojego sąsiada wilka... Wszyscy mieszkańcy lasu znali dobre serce zajączka, który zawsze chciał być dobry i miły. Tak więc zajączek udał się do wilka i poczęstował go cukierkiem, ale wilk miał zły humor i zabrał zajączkowi wszystkie cukierki...zajączek poszedł do domu usiadł pod drzewem, głośno płakał, ponieważ było mu bardzo smutno. Przecież miał zamiar podzielić się też z innymi zwierzątkami np. z niedźwiedziem... nagle pojawiła się pani sowa i spytała zajączka co się stało. Tak więc nasz mały zajączek wszystko opowiedział sowie, a ta znana jako sprawiedliwa i mądra postanawiało pofrunąć do wilka i z nim porozmawiać, wytłumaczyła mu, że tak nie można , że powinien oddać cukierki i przeprosić zajączka. Wilk zrozumiał swoje nie grzeczne zachowanie, udał się do swojego małego kolegi, oddał cukierki i przeprosił.Jeszcze tego samego dnia biegali razem po lesie i wszystkich częstowali cukierkami.
Ślimak - Kinga Stańczyk
Raz, w słoneczny dzień czerwcowy
Ślimakowi wpadł do głowy
Pomysł, by poprawić sobie
Złe warunki mieszkaniowe.
Myśli sobie tak ze smutkiem:
„Myszka norkę ma z ogródkiem,
Bocian ma wygody wszelkie,
Ja zaś tylko tę muszelkę.”
Do bobra po radę poszedł ze sroką.
Bóbr zamyślił się głęboko i rzekł:
„Rozumiem, lecz chyba się zgodzisz,
Że ty niezbyt szybko chodzisz.
Gdybyś odwiedzić przyjaciół miał chętkę,
Mógłbyś wdać się w pogawędkę
Z kwoczką, krówką, czy Azorem
To nie wrócisz przed wieczorem.”
Ta wspaniała rada bobra
Bardzo w życiu mi pomogła.
Kurnik, norka, gniazdo, zamek
To nie dla mnie jest mieszkanie.
A zwiedziwszy świat ten wielki,
Znam już wartość mej muszelki,
Bo choć nie jest w niej jak w niebie,
Gdzie bym nie był, śpię u siebie.
O Tomku - Marek Fibic
Pewnego razu mały Tomek poszedł do lasu na grzyby za domek. Poszedł na grzybki ,bo bardzo to lubi ,lecz jeszcze nie wiedział że go to zgubi.Znalazł tam grzybka lecz zatrutego,tak bardzo potem cierpiał przez niego.Bolał go brzuszek bolała i główeczka, bo właśnie ten grzybek zatruł Tomeczka.
Płacze mamusia płacze tateczek bo bardzo cierpi od nich syneczek.
W szpitalu lekarze się szybko zmówili i chorą wątróbkę na zdrową zmienili.
Niech szybko wróci do pełni siły by się im buzie rozpromieniły.
Sami widzicie ile to trzeba by jedną nogą wchodzić do nieba,lecz każda bajka dobrze się kończy , wierzmy że grzybek ich nie rozłączy.
Przygody ślimaka Kostusia - autor Andrzej Schulz
Deszcz padał i padał od rana. Kostuś siedział w fotele i czytał książkę. Myślał, że będzie dziś nudny dzień. Aż tu nagle...usłyszał pukanie do drzwi.
-Któż to idzie w takim deszczu?- pomyślał Kostuś i szybko poszedł otworzyć drzwi.
-Cześć Kostusiu! – powiedziała biedronka Beata i szybko weszła do domku ślimaka.
-Cześć!
-Siedziałam właśnie w domu i wymyśliłam pieczenie ciastek. Ale nie chciałam robić tego sama i przyszłam do Ciebie.
-To wspaniale! Idziemy do kuchni.
Tam poszukali różnych produktów do robienia ciastek i wyrobili ciasto. Potem Kostuś wziął wałek do ciasta i rozwałkował ciasto. W tym czasie Beata włączyła piekarnik i uszykowała blachy do pieczenia.
-A teraz będziemy wykrawać ciastka – powiedziała biedronka i wyjęła swoje foremki.
-Ja też mam foremki.
-To dobrze, bo zrobimy różne wzory.
I zabrali się do pracy Beata robiła kółka, trójkąciki, kwiatki i gwiazdki, a Kostuś księżyce, zajączki, misie i serduszka. Potem ułożyli ciastka na blachach i włożyli je do gorącego piekarnika. Kiedy ciastka się piekły, przyjaciele posprzątali w kuchni, zrobili sobie herbatę i usiedli w pokoju na fotelikach.
Rozmowę przerwało im pukanie: PUK ! PUK ! W drzwiach stał ślimak Jurek.
- Czołem przyjaciele! Przyszedłem na herbatkę i przyniosłem wam do zjedzenia ciastka, które dziś sam zrobiłem.
Na te słowa Kostuś i Beata zaczęli się głośno śmiać.
-Czemu się śmiejecie? – spytał Jurek.
-Bo my też robimy ciastka – odpowiedział Kostuś.
Jurek także się roześmiał i poszedł z innymi do kuchni. Tam Kostuś zrobił dla kolegi herbatę, a Beata wyjęła upieczone ciastka. Wyłożyła je do miseczki, a do drugiej Jurka. Potem wszyscy poszli do pokoju, usiedli w fotelikach, popijali herbatkę i jedli pyszne ciastka. Popołudnie upłynęło im bardzo miło i nawet nie zauważyli, że przestał padać deszcz i wyszło słońce.
W końcu czas było wracać do swoich domów. Beata i Jurek pożegnali się z Kostusiem i poszli uśmiechnięci do domu.
-Dzień zaczął się szaro, a skończył się wesoło. Zostały miłe wspomnienia i . . . CIASTKA – pomyślał Kostuś i pomachał do słońca.
Zagubiona pszczółka Zuzka -Zuzanna Szklarska
Na łące raz latała pszczółka,
wokół kwiatków kręciła kółka.
W poszukiwaniu pyłku siadała na każdy kwiatek,
to stokrotka, tulipan czy bratek.
Raz się zdarzyło, że jeden ominęło,
więc od początku zbieranie pyłku zaczęła.
I tak długo pszczółka pracowała,
że po skończonej pracy oniemiała.
Na niebie już słońca nie było,
ciemno i ponuro się zrobiło.
Zuzka wracać do domu chciała,
kiedy nagle zrozumiała, że drogi zapomniała.
Do oczu jej łzy napłynęły,
potem nagle łodyżki kwiatów się ugięły
i ujrzała przed sobą prawdziwego bąka,
a obok niego jeszcze pająka.
Zapytała ich o drogę,
Bąk odpowiedział: "Chętnie Ci pomogę !",
odprowadził do ula wystraszoną pszczółkę
i w nagrodę otrzymał miodu beczułkę.
O myszce Eli i kapryśnej pogodzie - Agata Jakubiec
Ela to mała myszka, która bardzo lubi wiosnę,
a najbardziej rześkie, wiosenne powietrze
gdy pewnego ranka obudziła się zobaczyła,
że na dworze jest idealna pogoda na wycieczkę
więc zjadła śniadanie, spakowała swój mały
plecaczek i wyruszyła na wycieczkę!
Przeszła spory kawałek, słuchała śpiewu
ptaków i obserwowała jak pracują pożyteczne
pszczółki nagle zerwała się wielka wichura
myszka myślała, że wietrzysko minie
ale przemarzła do kości więc nie przejmując się
wróciła do domku, wypiła herbatkę i ubrała gruby
sweter, szalik i czapkę. Ruszyła dalej.
Nagle pogoda znów ją zaniepokoiła
bo zaczął padać rzęsisty deszcz ! !
Myszka czymprędzej ruszyła do domu.
Tym razem postanowiła lepiej przygotować
się do wycieczki. Ubrała koszulkę,
sweter, kurtkę, płaszcz przeciw deszczowy,
szalik, czapkę i wzięła swoją ulubioną
parasolkę. Myślała, że nic jej już nie przeszkodzi
w wiosennej wędrówce ale nagle zaczęło
okropnie prażyć słońce więc myszka pozdejmowała
ciuszki, poskładała i zanim zapięła plecaczek,
znów zaczęło padać!! Myszka rozpłakała się!
Ale mądra sowa, która usłyszała szlochanie
Eli wytłumaczyła jej, że nie musi płakać
bo wiosenna pogoda już taka jest, ale
dzięki temu w przyrodzie zachodzą fantastyczne
zmiany! Cała przyroda pobudza się do życia i
niech nie płacze tylko jak najszybciej pójdzie
w dalszą drogę z uśmiechem na twarzy!
Mąż dla żaby - Małgorzata Zawadka
Była sobie żaba dama,
Która nie chciała być sama
Męża z bagien też nie chciała,
Bo za duże ego miała.
„Dla damy takiej jak ja
Potrzebuję męża lwa!”
Wiec wykradła zaproszenie,
Na królewskie zgromadzenie -
Bal, na którym książę sam,
Wybrać miał żonę wśród dam.
Żaba myśli tytuł lwi,
będę miała za dwa dni.
Konkurować będą ostro,
Więc wyglądać muszę bosko!
Na łopatki je rozłożę,
Bo najlepszą suknię włożę.
Gorset i z trenem spódnicę,
Wszystkich gości nim zachwycę.
Wielkim niczym moje ego,
Nikt nie będzie mieć takiego!
Tipsy wyglądają ładnie
Jak najdłuższe, naturalnie.
Na głowę włożę perukę,
Aby piękną mieć fryzurkę.
Makijaż koniecznie zrobię,
To poprawi mą urodę.
Sztuczne rzęsy jak wachlarze,
Innym damom ja pokażę
Co to żabi wdzięk i szyk!
No i męża znajdę w mig.
Wchodzi żaba na bal lwi,
Goście patrzą „co tak lśni?”
Uśmiech żaby lśni tak ładnie -
Sztuczna szczeka naturalnie.
Rzęsy, tipsy, włosy wkłada..
Z której strony to jest żaba?
Żaba mówi, że jest lwica,
Tylko jakoś dziwnie kica.
Nikt rozpoznać jej nie może,
Cóż to za stworzenie boże?
Żaba w dworskim otoczeniu
Chce brylować, ku zdziwieniu
Zgromadzonych tamże gości
Nikt nie mówi nic z grzeczności.
Żaba chwyta za szampana,
Myśli „ale ze mnie dama!”
Żaba nadmiar jest szczęśliwa,
Patrzy... tips w kieliszku pływa.
Żaba myśli „nic strasznego
Wszak to tylko brak jednego.
Gorzej gorset jest przyciasny
Mam na niego sposób własny
Trochę rozciąć tu i tam?
Nie! Wytrzymam! Radę dam!”
Żaba księcia wzrokiem mierzy.
Patrzy coś na stole leży.
„Pech mi serenadę śpiewa!
Toż to moja rzęska lewa!”
Cóż bez rzęs to nie to samo
I tak jestem piękną damą.
Na osłodę smutnej chwili
Niech mi tort życie umili.
Żaba w tort wbija swe zęby,
Lecz nie może wyjąć gęby.
„Gdzie jest moja sztuczna szczęka?”
W torcie, tkwi tam zatrzaśnięta.
Żaba patrzy książę lwi,
Na balkonie sobie tkwi.
Myśli więc „w blasku księżyca,
Niech się książę mną zachwyca”.
Już, już blisko księcia była,
Ale gałąź jej niemiła,
Objawiła prawdę szczerą,
Że fryzurę ma na zero.
Na gałęzi żabie włosy,
Powiewały niczym kłosy.
Zaczął nagle deszczyk padać,
Myśli żaba trzeba gadać,
Mówi więc do księcia lwa
„Mogę żoną być twą ja?”
Książę dobrze wychowany,
Spojrzał na prawdziwe damy
I do żaby rzecze szczerze
„Oryginalne z ciebie zwierze”.
Myśli żaba, „wygrać mogę,
Muszę odświeżyć urodę.
Damy patrzą się obłudnie,
Bo wyglądam przecież cudnie.”
Do łazienki żaba lezie,
Patrzy w lustro co za zwierze
Pełne kolorowych łat?
To makijaż z oczu spadł!
„Przecie z księciem rozmawiałam
I tak głupio wyglądałam!
Ale to nic straconego,
Zwróciłam uwagę jego.
Teraz wejdę w pełnej krasie
I pokażę tej lwiej masie,
Że tu rządzi żaba sama!
Żaba, czyli wielka dama!”
Wchodzi żaba bardzo dumnie,
Mina niczym w jakiejś trumnie,
Głowę zadarła wysoko,
Zmrużyła do księcia oko...
Zapomniała żaba wszak,
Dbając o swój wdzięk i takt,
Pewną rzecz wszak oczywistą,
W dół spoglądać trzeba bystro.
Zahaczywszy o róg stołu,
Tren spódnice wziął do dołu
I nasza żaba przemiła,
Z trenem spódnicę zgubiła.
Żaba trenu swego szuka,
Goście patrzą goła dupa!
Żaba czerwona jak rak,
Myśli chodzić będę wspak.
Lecz i wspak prawo zabrania,
Bo i z przodu brak ubrania.
No i z balu wyszły nici,
Książę się nią nie zachwycił.
Żaba wraca na jeziora,
Nad taflą staje jak zmora,
Patrzy wzrokiem zasmuconym
„OJ! Najładniej mi w zielonym!
A mąż z bagna kuma modę
I doceni mą urodę!”
Więc przestrogę mam niemałą
To nie wygląd czyni damą,
Bo i żaba na jeziorze,
Piękną damą wciąż być może
Niechże nosi się w zielonym
To są jej właściwe tony.
Radio ZET online
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/Radio-ZET-online.html
ZET Film
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Film.html
ZET Grechuta
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Grechuta.html
ZET Hits
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Hits.html
ZET PL
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-PL.html
ZET Soul
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Soul.html
ZET Dance
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Dance.html
ZET Classic Rock
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Classic-Rock.html
ZET Slow
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Slow.html
ZET Gold
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Gold.html
ZET XX-lecie
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-XX-lecie.html
ZET Party
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Party.html
ZET Rock
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Rock.html
Lato ZET
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/Lato-ZET.html
ZET Hot
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Hot.html
ZET Kids
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Kids.html
ZET 2000
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-2000.html
ZET Osiecka
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Osiecka.html
ZET Sade
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Sade.html
ZET Smooth Jazz
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Smooth-Jazz.html
ZET Love
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Love.html
ZET SuperGold
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-SuperGold.html
ZET Classic
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Classic.html
ZET Chopin
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Chopin.html
ZET Rock & Rap
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Rock-Rap.html
ZET Beatles
http://www.radiozet.pl/sluchaj-online/ZET-Beatles.html
Komentarze