Relacja Polki z ogarniętego protestami Chile. „Policja i wojsko na ulicach”

31.10.2019 09:21
Chile zamieszki 2019. Relacja polskiej studentki. "Policja i wojsko na ulicach"
fot. Lena Olszewska

Nie ma zajęć na uniwersytecie, codziennie są protesty, a na ulicach jest wojsko – tak napiętą sytuację w stolicy Chile relacjonowała Lena Olszewska. Polska studentka w rozmowie z portalem RadioZET.pl podkreśliła, że większość Chilijczyków domaga się dymisji prezydenta Sebastiana Piniera i chce protestować do skutku. 

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Chile od prawie dwóch tygodni znajduje się w poważnym kryzysie politycznym. Po tym, jak władze stolicy kraju – Santiago de Chile – zdecydowały się na podwyżkę cen biletów na metro, w całym kraju wybuchły gwałtowne protesty i zamieszki.

„Wojsko i policja na ulicach” 

Do tej pory zginęło w nich 18 osób, a ponad 7 tys. zostało aresztowanych. 

Zobacz także

– Mieszkam w centrum miasta, pięć minut spacerem od Plaza Italia – głównego placu w Santiago. Na naszej ulicy było wojsko i policja; rzucali gazem łzawiącym w małej ulicy – podkreśliła Lena Olszewska, polska studentka. Od lipca tego roku uczy się na Papieskim Katolickim Uniwersytecie Chile.

Dlaczego Chile pogrąża się w chaosie?

Jak tłumaczy Olszweska, „to spór jest pomiędzy rządem a pueblo, czyli społeczeństwem miast i wsi”.

Protesty w Chile
fot. Lena Olszewska

Wszystko rozpoczęło się od podwyżki cen biletów na metro o 30 peso – czyli około 10-15 groszy. To nie jest dużo, ale teraz te bilety kosztują po 830 peso, czyli bardzo drogo w porównywaniu do innych miejsc na świecie. Ludzie z niską pensją nie mogą kupować jedzenia czy korzystać z komunikacji miejskiej. Ceny w sklepach są porównywalne do tych w Europie, a pensja minimalna jest bardzo niska.

Lena Olszewska

Zobacz także

Dodała, że większość mieszkańców Chile jest biedna. Symbolem niezadowolenia jest prezydent kraju Sebastian Piniera. Jest jednym z najbogatszych Chilijczyków, który w grudniu 2017 roku został wybrany na najwyższy urząd w państwie.

W odpowiedzi na gwałtowne protesty zdecydował się na zmiany w swoim rządzie (w Chile prezydent jest również premierem). „Większość ministrów tylko zmieniła swoje pozycje, a nie odeszli z rządu. Niektórzy są z rodziny Piniery lub z jego środowiska” – dodała Olszewska. 

Protesty na masową skalę rozpoczęły się 18 października i kontynuowane są praktycznie codziennie.

Protesty w Chile
fot. Lena Olszewska

Wojska na ulicach i godziny policyjnej nie było w Chile od czasów dyktatury Pinocheta. Odpowiedź władz jest agresywna, jest bardzo dużo represji. Podczas protestów, które nawet nie były agresywne, policja używała gazu łzawiącego wobec kobiet i dzieci.

Lena Olszewska

Studentka podkreśliła, że życie podczas zamieszek w stolicy Chile, w której mieszka 5-6 milionów osób, jest bardzo trudne.

Zobacz także

W ubiegłą środę metro nie jeździło, autobusy były spalone. Zamknięto też supermarkety na 5-6 dni, było dużo kradzieży elektroniki i jedzenia. Banki i szkoły też zamknięto. W tym tygodniu supermarkety zostały otwarte, metro zaczęło działać, ale niektóre przystanki są nadal zamknięte.

Lena Olszewska
Protesty w Chile
fot. Lena Olszewska

„Nie ma twarzy protestów”

Pomimo ogromnej skali protestów (w ubiegły piątek na ulice Santiago wyszło około 1,3 miliona osób), przeciwnicy prezydenta Chile Sebastiana Piniero nie są zorganizowani. Wśród głównych postulatów jest naprawa służby zdrowia, zwiększenie pensji oraz likwidacja nierówności społecznych.

Ludzie chcą podwyżki płacy minimalnej, ale nie padają konkretne kwoty. Nie ma twarzy tych protestów, tylko tłumy, które chcą zmiany.

Lena Olszewska

W odpowiedzi na napiętą sytuację w Chile władze kraju odwołały planowany na grudzień szczyt klimatyczny COP25 oraz listopadowy szczyt państw APEC. 

Nie jest wykluczone, że pod wpływem protestów prezydent Piniera ustąpi ze stanowiska. On sam podkreśla, że chce przywrócić w Chile normalność. Zdaniem polskiej studentki to jeszcze bardziej prowokuje ludzi.

Protesty w Chile
fot. Lena Olszewska

Rodziny zabitych lub rannych leżących w szpitalach nie zgadzają się na to. Jest duże niezadowolenie społeczne. Podczas godzin pracy Chilijczycy tylko czekają, żeby tylko iść na protesty. Nie chcą, żeby zapomnieć o tym, co się działo tutaj wydarzyło podczas ostatnich dni.

Lena Olszewska

Zobacz także

RadioZET.pl