Zamknij

Areszt ojca Rzymkowskiego. Mucha knuje w PZU, kto stoi za Jaworskim?

07.07.2022 15:18

Kolejne letnie wydanie "Podejrzanych polityków", w tym tygodniu z gorącym newsem RadioZET.pl o zarzutach przestępstw seksualnych dla ojca Tomasz Rzymkowskiego, wiceministra edukacji. Gościem specjalnym prowadzącego Radosława Grucy jest Mariusz Gierszewski, dziennikarz śledczy Radia ZET, który odsłania kulisty wojny o władzę w największych Spółkach Skarbu Państwa. Czy nominacja na pełnomocnika PiS w Gdyni, Andrzeja Jaworskiego, obecnego członka zarządu jednej ze spółek PZU może zwiastować zmianę prezes Beaty Kozłowskiej - Chyły? Czemu lokalni działacze krytykują wybór prezesa Jarosława Kaczyńskiego?

Areszt ojca Rzymkowskiego. Mucha knuje w PZU, kto stoi za Jaworskim?
fot. East News

W pierwszej części podcastu - "Kontrowersja tygodnia" - dziennikarze skupili się na ujawnionej w środę informacji o aresztowaniu ojca członka rządu pod zarzutem przestępstw seksualnych. Jak dowiedzieli się nieoficjalnie nasi dziennikarze, w ubiegłym tygodniu doszło do zatrzymania przez policję z Kutna Macieja Rz, prywatnie ojca wiceministra edukacji Tomasza Rzymkowskiego. Miał on usłyszeć zarzuty związanie z molestowaniem seksualnym członka rodziny. Maciej Rz. został aresztowany na 3 miesiące. Według informacji nieoficjalnych rodzina Rzymkowskiego wspiera Macieja Rz. i nie daje wiary stawianym mu zarzutom.

Jak ustaliliśmy, najbliżsi wiceministra byli kompletnie zszokowani oskarżeniami zgłoszonymi prokuraturze. Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte jeszcze w ubiegłym roku, ale oskarżenia zdaniem rodziny było na tyle miało wiarygodne, że nikt nie spodziewał się żadnych zatrzymań, szczególnie, że do molestowania miało dochodzić wiele lat temu. Nie jest nawet jasne, czy chodzi o jedną czy o dwie osoby, które miały być pokrzywdzone według śledczych. Rozmówcy RadioZET.pl z policji wskazywali, że skoro śledczy zdecydowali się wystąpić o areszt, trudno sobie wyobrazić, by jego podstawą były jedynie zeznania jednej osoby. Ich argumenty podzielał dziennikarz śledczy Radia ZET Mariusz Gierszewski.

- Skoro prokuratura złożyła wniosek o trzy miesięczny areszt i sąd ten wniosek przyklepał, to onacza, że dowody musiały być mocne – podkreślał Gierszewski. - Chcieliśmy się dowiedzieć tego od policji i prokuratury, ale niestety nie odpowiedziały na nasze pytania - dodawal po tym, jak przed publikacją tekstu skontaktował się zarówno z policją w Kutnie, jak i samą prokuraturą. Odmowę podania jakichkolwiek informacji tłumaczono dobrem śledztwa, co rodzi kolejne pytania.

- Gdybyśmy rozmawiali 5-6 lat temu, nie miał bym wątpliwości, co do tej sprawy - mówił Gruca o czasach sprzed przyjęcia ustawy, która dzięki ustawie przygotowanej przez Zbigniewa Ziobro połączyła funkcję ministra sprawiedliwości z funkcją Prokuratora Generalnego.

Sprawy z oskarżeniami o molestowanie, a nawet pedofilię, w których przestępstwa seksualne mieli popełnić członkowie rodzin polityków były już wcześniej opisywane w mediach na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Spokrewnionym z jednym wiceministrów sprawiedliwości miał być m.in. nazywany „królem pedofilów” urzędnik ambasady polskiej w Rumunii zatrzymany w 2017 roku. Wcześniej o pedofilię oskarżono też brata innego polityka, który pełnił funkcję wiceministra za czasów pierwszych rządów PiS w latach 2005- 2007. Tamte śledztwa jednak nie budziły wątpliwości, bo politycy nie mieli z czynami swoich bliskich nic wspólnego, a często nie utrzymywali nawet latami kontaktów. Jednak w ostatnich latach prokuratura wielokrotnie naraziła się na zarzuty działania na polityczne zamówienie czy to umarzając śledztwa, w których przewijali się politycy partii rządzącej czy też wszczynając te, których materiał dowody jest wątpliwy, ale biją w przeciwników politycznych. Wobec rozpoczynającej się kampanii nie można wykluczyć, że prokuratorzy woleli wystąpić z wnioskiem o areszt niż potem tłumaczyć się, że czegokolwiek zaniechali. Nieoficjalnie politycy PiS-u zwracają uwagę, że Rzymkowski w swoim regionie będzie najprawdopodobniej rywalizował z politykiem Solidarnej Polski. Co więcej, jako zastępca Przemysława Czarnka w MEN, jest wraz z grupą konserwatywnych posłów politykiem, który mógłby być atrakcyjnym kandydatem dla wyborców najbardziej prawicowych.

Gdyby ostatecznie Jarosław Kaczyński zdecydował się na pozbycie z rządu Zbigniewa Ziobry i rozbicie Solidarnej Polski, politycy o takim profilu jak Rzymkowski byliby alternatywą skrajnej prawicy w razie ewentualnego startu kandydatów Ziobry. Bez wątpienia sprawa ojca może być wykorzystywana w kampanii przeciwko obecnemu wiceministrowi, a jednym z jego konkurentów politycznych jest Tadeusz Woźniakowski, zamieszkały również w Kutnie polityk Solidarnej Polski. Sytuacja dla Rzymkowskiego jest tym bardziej poważna, że śledztwa i procesy dotyczące przestępstw seksualnych toczą się latami. Nie ma więcej żadnej nadziei, że sprawa zostanie wyjaśniona przed terminem jesiennych wyborów do sejmu planowanych na 2023 rok.

Wiceminister Tomasz Rzymkowski nie uchronił ojca

Tomasz Rzymkowski nie odpowiedział na pytania Radia ZET i do dziś konsekwentnie nie udziela żadnych komentarzy. W opinii Gierszewskiego powinien on rozważyć, czy nie zawiesić swojej pracy w ministerstwie. Gruca był innego zdania. Argumentował, że jak na razie nic nie wskazuje, że Rzymkowski miałby jakikolwiek udział w sprawie, a przecież co do zasady, nie można obwiniać dzieci za czyny, których mogliby dopuszczać się rodzice. Problemem jest też to, w jaki sposób w Polsce prowadzi się śledztwa dotyczące przestępstw seksualnych popełnianych w rodzinach. Niejednokrotnie oskarżenia ujawniane są wiele lat później i nawet jeśli zeznania pokrzywdzonych brzmią wiarygodnie ocena ich jako materiału dowodów jest różna. Nie wszyscy prokuratorzy są należycie przygotowani do prowadzenia takich spraw, bo brakuje im nie tylko doświadczenia, ale i kompetencji, szczególnie w obszarze oceny opinii biegłych.

- Przed publikacją rozmawiałem z ludźmi z komisji ds. pedofilii i mówili oni, że poziom prokuratorów jest bardzo różny - mówił Gruca. Bazując na analizie akt z procesów i śledztw dotyczących pedofilii i przestępstw seksualnych, które trafiają do komisji komisja jej eksperci zgodnie podkreślają, że nie można udawać, że czynności prokuratury są w pełni profesjonale i nie budzące wątpliwości. Autor książki „Hipokryzja. Pedofilia wśród księży i układ, który ją kryje”, podkreślał, że mała skuteczność w wykrywaniu przestępstw seksualnych i karaniu ich sprawców nie dotyczy tylko spraw księży. Niejednokrotnie prokuratorzy nie potrafili nawet zadać biegłym precyzyjnych pytań, na podstawie można opiniować prawdopodobieństwo, że do przestępstw faktycznie doszło. Problemem jest też poziom i kwalifikacje biegłych psychologów, którzy orzekają w sprawach dotyczących molestowania seksualnego. Gruca przypomniał, że opisywana ostatnio przez "Newsweek" szkoła Colegium Humanum, która oferowała ekspresowe studia z MBA, jednocześnie oferowała podobnie błyskawiczne studia dla psychologów. Takich szkół i błyskawicznych kursów jest więcej, co odbija się też na jakości wydawanych przez psychologów opinii przedstawianych w sądach.

- Pierwsze informacje o postępowaniu w sprawie rodziny Rzymkowskiego dochodziły do mnie na początku roku, więc widać, że Rzymkowski w żaden sposób nie wpłynął na to, by śledztwo było "skręcone" - stwierdził Gruca. Przypomniał też, że historie bezpodstawnych i krzywdzących oskarżeń zdarzają się nie tylko w Polsce. Szeroką dyskusję wzbudził przed dekadą film „Polowanie” duńskiego reżysera Thomasa Vinterberga. Obraz w którym główną rolę zagrał Mads Mikelsen wstrząsnął światową opinią publiczną bo ukazał jak łatwo można doprowadzić do oskarżenia nawet zupełnie niewinnych ludzi. Według Grucy wciąż zbyt mało uwagi poświęca się podobnym historią w Polsce, więc należy wstrzymać się z kategorycznymi ocenami do momentu, aż prawomocny wyrok w sprawie wyda sąd.

Dworczyk skończony przez Julię P.?

Dziennikarze w sekcji "Wydarzenie tygodnia" rozmawiali o ostatnich mailach ze skrzynki mailowej Michała Dworczyka, szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Według Gierszewskiego jak dotąd wydawało się, że linia obrony, którą trzyma rząd i PiS przekonując, że są to nieprawdziwe wiadomości i fake newsy, za którymi stoi Rosja wydawała się skuteczna. Jednak kolejne maile, szczególnie dotyczące spotkań z Julią P., czyli prezes Trybunału Konstytucyjnego Julią Przyłębską mogą zmienić obraz sytuacji, a takie wyjaśnienia nie będą już dla opinii publicznej wystarczające.

- Dworczyk miał w swojej historii taką wpadkę jeszcze jako harcerz, że kolekcjonował materiały wybuchowe. Dziś politycy porównują to do obecnej sytuację i mówią, że Dworczyk w piwnicy pod Prawem i Sprawiedliwością umieścił tykającą bombę, która w przyszłości może wszystko rozsypać  - mówił dziennikarz śledczy rozgłośni.

Według jego informatorów może to znaczyć, że Dworczyk nie ma już przyszłości w polityce, a nawet że nie trafi na listy wyborcze PiS. Przy okazji publikacji wykradzionych maili o sprawach TK, obaj dziennikarze wytknęli ludziom partii władzy hipokryzję. Powód? Jeszcze niedawno prezes Jarosław Kaczyński na spotkaniach ze swoimi sympatykami uderzał w Platformę oskarżając ją o to, że za swoich rządów ingerowała w prace sądów. Jako przykład patologii prezes PiS wskazywał historię Ryszarda Milewskiego, prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku. Dziesięć lat temu, sędzia myśląc, że rozmawia z przedstawicielami gabinetu Donalda Tuska, był skłonny ustalać terminy jednego z procesów aresztowych ws. Amber Gold. Sędzia Milewski został nagrany przez Piotra M., który twierdził, że podał się za współpracownika rządu w ramach prowokacji dziennikarskiej. Gdy sprawę upubliczniono, z miejsca stracił swoją funkcję.

Kiedy jednak w siódmym roku rządów Zjednoczonej Prawicy z maili wynika, że w styczniu 2019 roku Michał Dworczyk spotykał się z Julią Przyłębską, by rozmawiać o terminie rozpraw w TK, politycy PiS bagatelizują sprawę. Wicepremier Henryk Kowalczyk stwierdził nawet w rozmowie z Wirtualną Polską, że uzgadnianie terminów wyroków oraz ich kosztów dla skarbu państwa między rządem a Trybunałem nie jest niczym zdrożnym.

Jacek Sasin wycofany, ale się buduje

Rozgrywki na szczytach rządu zdominowały trzecią część podcastu czyli „Stan Gry”.

- Jacek Sasin zaczął zwierać szyki i budować pewną swoją grupę, organizować spotkania i namawiać posłów by przejeżdżali do MAP - mówił Gierszewski o informacji, którą ujawnił w ubiegłym tygodniu. Spotkania u Sasina „zamieniły się w "masówki", na których narzekano na premiera i jego ludzi”. Rangę tego zdarzenia podnosi to, że na spotkaniu pojawiały się postaci dużego politycznego kalibru m.in. Beata Szydło, była premier i śmiertelny wróg Morawieckiego, który zastąpił ją na stanowisku szefowej rządu.

Jak ustalił dziennikarz Radia ZET, w partii niektórzy z działaczy uznali, że ostatnie słowa prezesa PiS o tym, że Mariusz Błaszczak miałby prezesa zastąpić nie tylko w rządzie, ale też na innych funkcjach miały być ostrzeżeniem dla Sasina. Wobec problemów premiera Morawieckiego krytykowanego za zgodę na tzw. kamienie milowe ustalone w ramach KPO, Sasin naturalnie się wzmacnia. Wicepremier jest też, co opisywano wielokrotnie, uznawany w partii za starego sprawdzonego działacza, w przeciwieństwie do Morawieckiego, który jako „bankster” jest w PiS ciałem obcym. Podsumowując, chwaląc Błaszczaka, prezes PiS wysłał sygnał, że wciąż gra o schedę po nim nie jest zakończona. Czy to jednak oznacza, że Sasin podpadł samemu Kaczyńskiemu?

- Moi informatorzy związani z ministrem aktywów państwowych przekonują, że Sasin uzgadnia nawet najdrobniejsze decyzje z prezesem - mówił Gruca. Relacjonował, że źródła zapewniają o tym, że obaj są w stałym kontakcie, od lat są po imieniu, a sam wicepremier nie dał się poznać z tego, by podjął jakieś działania bez wyraźnej zgody Jarosława Kaczyńskiego.

Z kolei Gierszewski zaznaczał, że wciąż duże znaczenie ma sojusz premiera z prezesem Orlenu. Obaj wcześniej nie pałali do siebie sympatią. Morawiecki obawiał się, że ambitny Daniel Obajtek może mieć nawet chęć objęcia funkcji szefa rządu.

- To jest zjednoczenie się „przeciwko”, ale to sojusz, który może się w każdej chwili rozpaść - mówił Gierszewski i wskazywał, że głównym celem cichego sojuszu premiera z prezesem Orlenu jest stworzenie przeciwwagi dla wpływów wicepremiera Jacka Sasina, odpowiedzialnego za obsady SSP. Gierszewski nie wykluczył, że nawet w najbliższych tygodniach można się spodziewać tak rozpadu, jak i utworzenia zupełnie nowych aliansów w walkach frakcyjnych.

Tłusty kot” pełnomocnikiem Kaczyńskiego

W co tygodniowym „Przeglądzie kadr”, czwartej i ostatniej części podcastu Gruca z Gierszewskim podejrzeli też kulisty zaskakującej nominacji na pełnomocnika partii rądzącej w Gdyni polityka blisko związanego z ojcem Tadeuszem Rydzykiem. Chodzi o 52 letniego Andrzeja Jaworskiego, byłego posła, w 2014 roku kandydata w wyborach na prezydenta Gdańska pokonanego przez zamordowanego w 2019 roku Pawła Adamowicza. Jego powołanie mocno bulwersuje wielu polityków PiS. Powód? Jest ich kilka. Jaworski to człowiek, który w polityce dorobił się jak mało kto. W pierwszym okresie rządów partii Kaczyńskiego przez przeszło rok od 2016 do 2017 roku na samym stanowisku wiceprezesa PZU zarobił 2 miliony. Pokaźne apanaże otrzymywał też w innych spółkach Skarbu Państwa, a ostatnio zaczepił się też w kilku firmach prywatnych. Dla pieniędzy i władzy nad Spółkami Skarbu Państwa Jaworski musiał zrzec się mandatu posła i dziś dzięki politycznej pozycji jest już bardzo majętnym człowiekiem. Tymczasem jednym z głównych problemów wewnętrznych partii jakie sygnalizował prezes PiS jest marazm działaczy, którzy rozleniwieni są wysokimi apanażami i skoncentrowani na karierach na stanowiskach otrzymanych z politycznego klucza kosztem aktywności partyjnej w terenie.

- "Lokalsów" - autochtonów zdumiało to, że wskazano człowieka, który był w niełasce, był tłustym kotem, kandydował na prezydenta, ale nie Gdyni, ale Gdańska. - referował opinie trójmiejskich polityków Gruca. Jego rozmówcy z Trójmiasta zarzucali ostatnio Jaworskiemu, że w czasie, gdy był jednym z trójmiejskich liderów skonfliktował się z kolegami z partii, głównie przez to, że jak mówili "oszczędnie gospodaruje prawdą".

Postać Jaworskiego budziła już w przeszłości u polityków prawicy z Trójmiasta niechęć tak wielką, że jego wrogowie nie wahali się nawet sięgać w walce z nim po najmocniejsze środki. Gruca przypomniał, że świadczą o tym już same okoliczności odwołania Jaworskiego z PZU w 2017 roku. Kontrolowana przez partię TVP, konkretnie jej gdański oddział opublikowała materiał, z którego wynikało, że Jaworski miał bez zgody zarządu załatwić nominację swojej byłej asystentce posadę w PZU Życie – Karolinie Hemlin – Niemcewicz. Rozmówcy Grucy podkreślali, że krytyczne dla polityków PiS materiały narodowych mediów to absolutna rzadkość. Wprawdzie Jaworski wytoczył potem telewizji proces, który miał rozstrzygnąć na swoją korzyść, ale sprawa wyryła się w pamięci PiS-owców. Przypominają o niej też w kontekście buntu, który podniósł Jaworski przy wyborach lokalnych w 2018 roku. Wówczas Jaworski krytykował gdański PiS za wystawienie do wyborów na prezydenta Gdańska posła Kacpra Płażyńskiego. Za karę rzecznik dyscyplinarny partii Karol Karski zdecydował o jego zawieszeniu. W ostatnich tygodniach okazało się, że wszystkie grzechy zostały Jaworskiemu puszczone w niepamięć. Co mogło być przyczyną takiego zwrotu akcji?

Jak ustalili dziennikarze Radia ZET i RadioZET.pl, najczęściej jako wspierających renesans kariery politycznej Jaworskiego wskazuje się dwa nazwiska. Oczywistym patronem politycznym nowego pełnomocnika jest dyrektor Radia Maryja Tadeusz Rydzyk. Drugim wspierającym go według Gierszewskiego może być Adam Hofman, którego wpływy w partii władzy są wciąż niedoceniane. Ostatnim obozem politycznym wewnątrz PiS, który mógł wesprzeć było środowisko ludzi związanych ze SKOK-ami, m.in. senatorem Grzegorzem Biereckim. Niezależnie od tego, co ostatecznie przesądziło o wyborze Jaworskiego bez wątpienia, właśnie jego nazwisko jest jednym z najczęściej dyskutowanych po ogłoszeniu pełnomocników przez władze PiS. Skala nieskrywanej niechęci jest tak wielka, że można spodziewać się brutalnej walki o wpływy na Pomorzu. Tym bardziej, że na zbudowaniu politycznej pozycji w Gdyni ambicje Jaworskiego się nie kończą.

Paweł Mucha chce zostać prezesem PZU

Nominację na pełnomocnika poprzedził powrót Jaworskiego do PZU, gdzie w kwietniu 2022 roku, po pięciu latach nieobecności w spółkach grupy objął funkcję członka zarządu PZU Życie SA. Wcześniej miejsce zwolniła mu Małgorzata Sadurska, była szefowa Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy, na początku rzadów PiS bardzo bliska koleżanka Jaworskiego. Po tym jak dobrowolnie odeszła z PZU Życie, umożliwiając objęcie stołka koledze, zasiada on w zarządzie m.in. razem z byłym szefem CBA Ernestem Bejdą i niezwykle ambitną Aleksandrą Agatowską. Ta ostatnia jest żoną uznawanego za architekta zwycięstwa Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich Piotra Agatowskiego. Gierszewski, który opisywał w przeszłości wewnętrzne gry w PZU w sekcji "Przegląd Kadr" relacjonował obecne tarcia między członkami zarządów spółek. Przyznał, że o inspirowanie negatywnych publikacji uderzających w obecną prezes PZU Kozłowską–Chyłę oskarża się małżeństwo Agatowskich, ale nie tylko oni grają swoją grę.

- Obecna prezes PZU musi oglądać się za siebie, ale póki co zmian na górze najpewniej nie będzie - mówił Gierszewski i wyliczał, że względne bezpieczeństwo zapewnia jej wsparcie ze strony premiera Mateusza Morawieckiego. Jak na razie nic nie wskazuje, że pretensje do awansu na funkcję prezesa PZU mógłby zgłaszać Piotr Nowak, były minister rozwoju kojarzony z Sasinem i odwołany przez premiera na początku wojny. Jego pozycja jednak jest zbyt słaba, a zdaniem Gierszewskiego praca w PZU jest rodzajem złotego spadochronu po szybkiej i wymuszonej ewakuacji z rządu.

Kto zatem dybie na stanowisko po obecnej prezesce? Według ustaleń RadioZET.pl apetyt na tę funkcję ma Paweł Mucha, były prezydencki minister, który od kilku miesięcy jest szefem Rady Nadzorczej PZU. O zakusach na lukratywną fuchę usłyszeliśmy z pięciu źródeł, ale też wszystkie one uznawały, że szansę na taki awans Muchy są znikome.

Przy okazji dziennikarze zwrócili uwagę, że o ile w PZU wojna o wpływy rozkręca się w najlepsze, o tyle w drugiej największej spółce Skarbu Państwa - Orlenie, podobnych zakusów nie ma.

Gruca przypomniał też, że tym, co wyróżnia Obajtka to zatrudnienie grupy byłych oficerów CBA i Policji, z byłym funkcjonariuszem i szefem bezpieczeństwa w Orlenie Zbigniewem Laskiem na czele. Nieoficjalnie mówi się o nim, jako o zaufanym człowieku Mariusza Kamińskiego, szefa MSW i koordynatora służb, który "oddelegował" go by ten patrzył Obajtkowi na ręce. Jednak przez ostatnie lata, mimo wielu wątpliwości prawnych dotyczących działalności Obajtka, czy też źródeł jego wielkiego majątku prezesowi Orlenu włos nie spadł z głowy. Według źródeł w PiS Lasek jest już bardziej człowiekiem samego Obajtka niż lojalnym współpracownikiem Kamińskiego, co w pewnym stopniu może tłumaczyć to, że ostatnio żadne kompromitujące prezesa Orlenu informacje nie wychodziły ze spółki.